Artykuły

Arka – Dom Chleba

Ewangeliczna Fundacja Przyjaciół Rodziny została założona w 1986 r. przez pastora Tadeusza Jarosza jako fundacja charytatywna. Praska Arka przy ulicy Stanisławowskiej 14 jest jej jednym z dwóch ośrodków pracy opiekuńczej. Powstała w miejscu, gdzie zdaniem pastora Jarosza ludzie najbardziej potrzebują wsparcia i opieki.

Gdy w 2011 r. zmarł założyciel i pierwszy prezes zarządu fundacji, potrzeba było nowego startu i właściwego człowieka do poprowadzenia tej pracy. Okazał się nim syn Tadeusza, też pastor – Paweł Jarosz, który odziedziczył po ojcu podobny temperament, wizjonerski styl zarządzania i zdolności organizacyjne. A przede wszystkim serce dla tych najbardziej potrzebujących, wykluczonych i zaniedbanych społecznie. Dzisiaj w odświeżonej Arce działa prężny zespół wolontariuszy, prowadzących rozmaite zajęcia, warsztaty i spotkania. Z miejsca postrzeganego jako jadłodajnia i punkt rozdawnictwa żywności, Arka przekształciła się w przystań dla dzieci, młodzieży i dorosłych – bezpieczną, kolorową, otwartą dla wszystkich potrzebujących „chleba”, zarówno w sensie dosłownym jak i duchowym.
Rozmawiamy z pastorem Pawłem Jaroszem, ojcem Michała i dziadkiem Hani oraz Julka, założycielem w latach 90. Ursynowskiej Społeczności Ewangelicznej, dzisiaj pełniącym funkcję dyrektora programowego i pastora odpowiedzialnego za opiekę duchową w praskiej Arce. I jego żoną Walentyną, z zawodu pielęgniarką i teologiem, prowadzącą spotkania dla kobiet w mniejszych i większych formatach.

– „Arka to miejsce, w którym spotykają się ci, którzy potrzebują pomocy, oraz ci, którzy chcą ją ofiarować” – brzmi motto fundacji. Kto ofiarowuje i dlaczego oraz komu jest ofiarowana i z jakich powodów?
Paweł Jarosz: Drzwi Arki są otwarte dla każdego, kto chce podarować swój czas, zdolności, umiejętności czy dobra materialne. Trzeba jednak pamiętać, że dary są przeznaczone dla ludzi biednych, potrzebujących, ale też mających swoją dumę i godność, co należy wziąć pod uwagę przy obdarowywaniu.
– Drzwi Arki są otwarte absolutnie dla wszystkich?
P.J.: Zasadniczo tak – Arka to miejsce dla wszystkich. Jednak z pewnymi wyjątkami: nie udzielamy pomocy osobom nietrzeźwym, nie wolno tu też palić papierosów. Ważne są kwestie higieny u osób dorosłych (ze względu na pracę z dziećmi i młodzieżą). Czasem też zdarza się, że przychodzą agresywni młodzi ludzie. Nie wyrzucam ich, tylko pytam, co chcieliby robić. I kiedy okazuje się, że chcieliby grać w piłkę, ćwiczyć na siłowni albo rapować, to im to organizuję. I cieszy mnie późniejsza zmiana ich postaw.
– Przychodzą tutaj ludzie głodni?
– P.J.: O tak. Nazywamy Arkę – Domem Chleba. Bo w czwartki o godz. 18:00 każdy może tu przyjść i otrzymać świeży chleb oraz inną pomoc żywnościową. Ciekawostką jest, że Dom Chleba to w języku hebrajskim Bet Lehem, czyli nazwa znanego z historii bożonarodzeniowej miasteczka Betlejem. Ale nie chodzi tu tylko o ten fizyczny chleb… Bo ludzie, którzy przychodzą do Arki, są też głodni relacji, ciepła, głodni zmiany swojego położenia… Posiłki wydajemy przy okazji różnych zajęć i prelekcji, a więc korzyść jest podwójna. Przyszedłeś zjeść obiad, przy okazji posłuchaj czegoś ciekawego, czegoś, co może dopomóc ci w przewartościowaniu twojego życia.
– Czym się różni Arka od innych fundacji pomagających ludziom?
-Walentyna Jarosz: Arka ma charakter ewangeliczny. Wywodzi się z nurtu protestanckiego, ale przyjść może każdy, niezależnie od wyznawanej wiary czy niewiary. Przekazujemy naszym podopiecznym wartości zapisane w Biblii, przekładając je na praktyczne zastosowanie w życiu. Podczas spotkań (wykładów i warsztatów) pokazujemy na przykład, co oznacza być dzielną matką, dzielną żoną, osobą z poczuciem własnej godności. Mamy także tematy o depresji, o lękach związanych z sytuacją bytową czy chorobą. Nasi „arkowicze” uczą się tego, czego może nigdy nie zaznali w życiu – miłości, tolerancji, przebaczenia. To wszystko jest jednocześnie edukacją społeczną, bo przekłada się na relacje międzyludzkie, umiejętność nie tylko brania, ale i dawania. Ci, którzy na początku przychodzą po pomoc, z czasem sami ją proponują – umycie okien, zgrabienie podwórka, pomoc przy wydawaniu żywności.
– P.J.: Dodam tylko, że nie stosujemy tu żadnego nawracania, presji, indoktrynacji. Nie namawiamy do niczego, nie stawiamy żadnych warunków. Wyjaśniamy każdemu, że chcemy po prostu w swoim życiu zrobić coś dobrego. I że stało się to treścią i celem naszego życia. Dla nas jest to wspaniałe, że możemy choć trochę pomóc innym.
– Kto najczęściej korzysta z otwartych drzwi Arki?
– W.J.: Dzieci, młodzież i dorośli. Poniedziałek mamy wolny, chyba, że młodzież przychodzi na siłownię, którą urządził mąż…
– P.J.: Powołałem też klub piłkarski z prawdziwego zdarzenia. Mamy: dwóch trenerów z Playmaker Academy, treningi na pełnowymiarowym boisku – bo chłopcy i dziewczęta nie przychodzą tutaj, żeby tylko pokopać piłkę, ale chcą profesjonalnego treningu. Staraniem fundacji młodzież otrzymała sportowe stroje i sportowe obuwie renomowanych firm.
– W.J.: Kontynuując. We wtorki mamy spotkania dla kobiet, później dla mężczyzn, a pomiędzy tymi spotkaniami jemy wspólnie obiad. Te spotkania są tematyczne, dotyczą bardzo realnych problemów, wyzwań życiowych, ale wyjściem do tych dyskusji jest zawsze aktualne, moim zdaniem, Pismo Święte. Często są to tematy zapobiegające różnym patologiom, uzależnieniom, przemocy. Niektóre warsztaty prowadzą psycholożka i terapeutka uzależnień. Przychodzą do nas najczęściej osoby 50+, które potraciły pracę i ich sytuacja życiowa bardzo się zmieniła, albo ludzie starsi, którzy nie chcą być sami. Czują się tutaj jak w gościnie u przyjaciół.
Dla dorosłych mamy też „Kobiece soboty” – spotkania z ciekawymi, mądrymi kobietami, którym zdarzyło się stanąć twarzą w twarz z różnymi życiowymi wyzwaniami, dramatami, porażkami, ale też zwycięstwami. Mówczyniami są poetki, malarki, artystki, pisarki, misjonarki, teolożki – zarówno Polki, jak i goście z zagranicy. Na te spotkania przyjeżdżają też kobiety z odległych zakątków Warszawy.
W każdy czwartek zaś podawany jest darmowy gorący posiłek dla okolicznych mieszkańców, Spotkanie to nosi nazwę „Czwartkowych obiadów”. Wymyślił je wiele lat temu założyciel fundacji – ludzie mówili o „czwartkowych obiadach u pastora Tadeusza”. Oprócz obiadu, o czym mówił Paweł, jest miejsce na wspólny śpiew oraz na wykład. Czasem jest też prelekcja na temat bezpieczeństwa, prowadzona przez funkcjonariuszy policji i Straży Miejskiej, albo instruktaż udzielania pierwszej pomocy prowadzony przez ratowników Moto Medica.
A w niedzielę odbywają się spotkania wspólnoty „Praska Społeczność Ewangeliczna”.
– A co oprócz siłowni i piłki nożnej oferuje Arka dzieciom i młodzieży?
– W.J.: Wszystkie maluchy zapraszamy do naszego kolorowego klubiku „Strefa dzieciaków”. Jest tu dużo zabawek i gier. Można pobawić się, porozmawiać, pośpiewać, wykonać jakąś pracę artystyczną. Ale także pójść na wycieczkę czy do parku, albo na wystawę. Są też lekcje, na których rozmawiamy o biblijnych bohaterach. Dla młodzieży organizujemy warsztaty, na przykład rapu czy fotografii, jest też klub młodzieżowy. Mieści się w byłym schronie z czasów wojny – pod budynkiem Arki. Tu, siedząc na skrzynkach i paletach, pośród graffiti, czują, że są „u siebie”. Młodzi dyskutują o sprawach, które ich najbardziej dotykają – o szczęściu, pasjach, nałogach, relacjach damsko-męskich. Zapraszają gości, którzy ich inspirują, organizują minikoncerty, wychodzą wspólnie na miasto. Oprócz stałych pozycji programu, oferujemy też zajęcia „Lato w mieście” i „Zima w mieście”, proponujemy pikniki rodzinne z grochówką i grillem, także działania warsztatowe. Była i gimnastyka dla starszych osób, kurs samoobrony dla młodych kobiet i młodzieży, zajęcia na temat przemocy i grup rówieśniczych, także warsztaty artystyczne, komputerowe. Chodzi o to, by ludzi wyciągnąć z domu, żeby nie siedzieli na przykład po ciemku, bo nie mają pieniędzy na opłacenie prądu albo samotnie. Tutaj mogą nawiązać kontakty, mają do kogo otworzyć usta.
– Kto za to wszystko płaci?
– P.J.: Od kilku lat mamy dotacje z Urzędu Dzielnicy, oddzielnie granty na działania z młodzieżą, osobno na zajęcia z dorosłymi. Mamy też sponsorów, osoby, które dokładają pieniądze w postaci darowizny na koszty eksploatacji czy aktywność statutową. Jednocześnie staramy się minimalizować koszty eksploatacyjne, a większość napraw odbywa się wolontaryjnie.
– Dlaczego zdecydował się pastor przejąć dziedzictwo po ojcu i pokierować Arką?
– P.J.: No cóż, tata nie przygotował swoich następców i kiedy zmarł, Arka też obumarła. Po roku od śmierci taty moja mama uprosiła mnie, żebyśmy tutaj przyszli z żoną i zajęli się tym dziedzictwem. Nagle okazało się, że to jest dla nas miejsce, gdzie wreszcie możemy rozwinąć skrzydła. Od początku naszego małżeństwa organizowaliśmy bowiem spotkania, konferencje, wczasy rodzinne, i Arka okazała się idealnym zapleczem dla takiej działalności. Poza tym chcieliśmy kontynuować wizję ojca, czyli pomagać biednym ludziom.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *