Na zdrowy rozum

Co tu robić?

Wakacje w mieście to dla jednych przekleństwo, a dla innych czas większego spokoju, bo i korki mniejsze i ludzi w sklepach mniej, ale jedni i drudzy zastanawiają się, co robić. Nie jest to pytanie Nikołaja Czernyszewskiego „Co robić? (Что делать?)”, ale też nie o rozważania utopijno-socjalistyczne tu idzie, a raczej o pytanie Wojciecha Młynarskiego „W co się bawić”, czyli innymi słowy, jak spędzić wolny czas.
Cześć lipca zajął kibicom sportowym mundial w Rosji, ale kto nie przepada za kopaną, stawiał sobie powyższe pytania.
U nas na Pradze-Południe postarano się, aby dylematów było mniej, a jeśli już to taki, co wybrać?
Prom Kultury czy Sinfonia Varsovia postarały się, jak co roku, o wielce urozmaicony repertuar, a wymieniłem tylko dwie świątynie kultury.
Jest i film i teatr i dobra muzyka i taniec, który preferuję, ale i trzy pozostałe dziedziny kultury są mi nad wyraz bliskie.
Szczególną moją uwagę przykuł występ teatru „Parabuch” w Promie. Przyznaję bez bicia, ale ze wstydem, że dotąd nie widziałem żadnego spektaklu tego zasłużonego teatru amatorskiego, a to z tej racji – tu usprawiedliwienie – żem wiele ostatnich lat spędził na placówkach poza granicami kraju. Tym bardziej, jako teatrolog i w młodzieńczej przeszłości aktor teatrów amatorskich i studenckich (STS „Pstrąg”) z przyjemnością udałem się na spektakl „Pan Jowialski” Aleksandra, hrabiego, Fredry.
Znacie? Znamy. No to posłuchajcie.
Spektakl przemiły, a język Fredry podawany był dokładnie, z dobrą dykcją, zaś gra aktorów lepsza niż w niejednym teatrze zawodowym, nawet w naszej dzielnicy. Nie przeszkadzało mi nawet, że stary pan Jowialski czasami zapominał kwestii. No cóż, starszy pan ma prawo i od czegóż ma panią Jowialską. To nawet tchnęło autentyzmem.
Bawiłem, się, zatem zacnie i stwierdzam, że taki teatr wart jest wszelkiej pomocy i to z wielu powodów.
Po pierwsze, bo daje ludziom autentyczną, niewymuszoną i niewydumaną rozrywkę, a po drugie, że pozwala się wyżyć kochającym teatr.
Dowodem na powyższe stwierdzenie jest fakt, że sala w Promie była wypełniona po brzegi. Ludzie siedzieli wręcz, w tym i piszący te słowa, na schodach, mimo że w telewizji leciała właśnie transmisja z półfinałowego meczu Anglia – Chorwacja. Co oznacza, że kultura jest w stanie wygrać z piłką nożną.
Mam swoje lata i oczywiście z trudem odbieram nowatorskie formy w teatrze. Rozumiem, że poszukiwania są potrzebne, bo gdyby ich nie było, nie mielibyśmy sukcesów teatrów Stanisławskiego, Meyerholda, Brechta czy Grotowskiego, ale dobry stary Fredro, Molier czy Szekspir nawet chyba niekoniecznie potrzebują nowatorskiej oprawy. Niechby i byli nieco unowocześnieni, byle byli podawani z dobrą dykcją i wyraźnie bez mikrofonu wpiętego w klapę.
A to dziś potrafią, albo wielcy aktorzy, albo amatorzy, co widziałem w lipcu w Promie na własne oczy. Warto im pomóc!
Miłe słowa również dla Promu, że nawet w czasie wakacji nie zwalnia tempa.
Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *