Na zdrowy rozum

Proszę o wzmożoną uwagę

No i wykrakałem. Pan Patryk Jaki jest oficjalnym kandydatem na prezydenta stołecznego miasta Warszawy. Trzeba mieć bardzo dużo tupetu i samozadowolenia, aby z pełnym przekonaniem wystartować w tych zawodach. Musi być bardzo krótka ławka Prawa i Sprawiedliwości, że nikogo bardziej wartościowego znaleźć się nie dało, no ale…
Z pełną odpowiedzialnością oświadczam, że tego pana, ze względu na jego sposób zachowania, na jego brutalność i brak, moim zdaniem, kultury i wiedzy, po prostu nie trawię. Ale to moja bardzo subiektywna ocena,
Rzecz jednak nie w pozytywnych czy negatywnych ocenach i uczuciach, rzecz nie w tym, że pan minister nie jest rodowitym warszawiakiem, zresztą jak większość mieszkańców syreniego grodu.
Rzecz w tym, że to kandydat poważny i groźny. Kandydat, który nie będzie przebierał w środkach, choć doskonale wie, że zbyt brutalny być nie może.
Tenże kandydat będzie chętnie pokazywany w mediach i to nie tylko rządowych. Ponieważ jest kontrowersyjny, to jest ciekawy.
UWAGA: MEDIA MOGĄ GO WYLANSOWAĆ nawet wbrew samym sobie.
Staje do walki z przeciwnikiem eleganckim, dobrze ułożonym, mającym program i poparcie wielu warszawiaków. Większość z nich powie: tak, Rafał Trzaskowski to nasz kandydat.
Żywię jednak pewną obawę, że to nie wystarczy. Kampania Trzaskowskiego musi być znacznie bardziej żywa, zaczepna, pełna barwy. Ten kandydat musi być wszędzie, a zwłaszcza w mniej centralnych dzielnicach.
Niestety, przypomina mi się, jako przestroga, ostatnia kampania prezydencka.
Naprzeciwko prowadzącemu w sondażach prezydentowi Komorowskiemu stanął jakiś nikomu nieznany Duda. Wydawało się, że Komorowski wygra w cuglach, a przegrał. Nie doceniono przeciwnika, nie doceniono jego świeżości, nie doceniono możliwości internetowej kampanii, także internetowego hejtu.
To prawda, że sytuacja jest nieco inna, że w momencie wyborów będziemy po trzech latach rządów PiS, które tyleż zachwycają zwolenników, co i ich zrażają.
To prawda, że wybory samorządowe, zwłaszcza w dużych miastach, rządzą się innymi prawami, że wyborcy są skłonni do mniejszego ryzyka, że wreszcie w Warszawie i w wielu innych miastach przeciwko PiS staje zjednoczona opozycja. Jedność jest tu bowiem wyrozumowaną koniecznością. To małżeństwo jest z rozsądku, nie z miłości, i z nadziei, że rozsądek weźmie górę nad emocjami. Także u wyborców.
Niemniej jednak ta walka będzie na punkty i punktować trzeba precyzyjnie dobrze wyważonymi uderzeniami.
I wreszcie trzeba być w mediach często, częściej, najczęściej jak to tylko możliwe. Trzeba tworzyć okazje wabiące media. Nie ma ani chwili, ani okazji do stracenia. Powtarzam, przeciwnik jest groźny. Wszystkie ręce czy to warszawskie, czy przyjezdne, na pokład!
Albowiem nic nie jest dane raz na zawsze – ani wygrane wybory, ani prezydentura, ani wolność.
Ta ostatnia refleksja przyplątała się do mnie, gdy na początku czerwca oddawałem felieton do druku. A dokładnie czwartego czerwca. W mediach emocjonowano się głównie składem reprezentacji Polski na mistrzostwa świata w piłce nożnej i kontuzją Kamila Glika. Nie emocjonowano się bynajmniej dwudziestą dziewiątą rocznicą pierwszych na poły demokratycznych wyborów i upadku komunizmu w Polsce.
Dwadzieścia dziewięć lat temu Polska odzyskała suwerenność. Aż dwadzieścia dziewięć czy tylko dwadzieścia dziewięć lat temu? Wszystko jedno, ale fanfar nie było. Po co? Przecież to oczywiste, że Polska jest krajem suwerennym, członkiem Unii Europejskiej i NATO. Czyż może być inaczej? Oby nie, ale… Może nie tyle warto dmuchać na zimne, co cieszyć się tym, co mamy, co osiągnęliśmy, a nie ciąg-
le narzekać. Czcimy konstytucję sprzed ponad dwustu lat, czcimy odzyskanie przez Polskę niepodległości 100 lat temu, a rocznicę odzyskania suwerenności, żeby nie powiedzieć wolności, jakby lekceważymy. Dlaczego?
4 czerwca jest dniem wolności i powinien być świętem, świętem ludzi kochających wolność, demokrację, kochających innych ludzi.

Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *