Kultura

Klimat tamtych czasów

Nikt chyba lepiej nie zna Saskiej Kępy niż Hanna Faryna-Paszkiewicz, autorka świetnych książek o tej dzielnicy, żeby tylko wymienić tytuły „Saska Kępa” czy „Saska Kępa w listach, opisach, wspomnieniach”. Mieszkała tu od urodzenia przez prawie 30 lat. Najpierw przy Nobla, potem przy Paryskiej, w końcu przy Królowej Aldony. Historyczka sztuki, historyczka architektury współczesnej, wykłada na ASP architekturę wnętrz.
– Dlaczego Pani tak ukochała Saską Kępę?
– Urodziłam się tutaj i to miejsce kojarzy mi się z dzieciństwem, młodością, ze wzlotami i upadkami na początku życia. To bagaż, do którego całe życie człowiek się odnosi, porównuje. Wtedy zawiera się przyjaźnie, które najczęściej są trwałe, zobowiązujące. Jest taki klucz – ludzie z Saskiej Kępy.
– Poproszę o zaznaczenie cezur w krótkiej historii Saskiej Kępy według Hanny Faryny-Paszkiewicz.
– Najważniejszy był czas kontrreformacji, kiedy w połowie XVII w. z Holandii ewakuowała się duża grupa Holendrów. Część z nich osiedliła się w miejscu, które nazywało się Kępa albo Kawcza Kępa. Potem nazwano je Kępą Holenderską. Według prawa ustalonego przez rajców miejskich Olędrzy, jak ich nazywano, mogli zbierać chrust, handlować nabiałem, wyrabiali świetne sery. Chyba się tutaj dobrze czuli. Wtopili się w krajobraz. Wisła zmieniała ciągle swoje koryto, w związku z tym raz przylegała do Solca, raz stawała się wyspą, aż wreszcie na dobre przylgnęła do prawego brzegu. Ale ciągle było to miejsce postrzegane jako rekreacyjne, używając dzisiejszego określenia. Trzeba się było na Kępę przeprawić, by zasiąść w jednej z tutejszych karczm. To było wyzwanie. Drugim momentem przełomowym w historii Saskiej Kępy była budowa mostu Poniatowskiego. Dopiero wtedy zaczęto zagospodarowywać to miejsce i można mówić o początkach założeń urbanistycznych.
– Porozmawiajmy o nich.
– W późnych latach 20. XIX wieku zaczęto wznosić pierwsze domy, które stawały przy wytyczonych uliczkach, od Wału Miedzeszyńskiego do dzisiejszej Saskiej. To najstarszy obrys. Francuska była krótsza, od niej odchodziły uliczki półkoliste albo wytyczone na odcinku koła. Oryginalny plan, który gwarantował kameralność. Do dzisiaj skala tych ulic i działek pozostała taka sama.
– Dlaczego akurat Saska Kępa zainteresowała czołówkę polskich architektów?
– Właśnie objawił się Le Corbusier, który proponował w architekturze prostotę. Młodzi architekci, znużeni dworkami, których polski krajobraz był pełen, a zachwyceni nową architekturą postanowili wziąć we władanie wolne tereny Kępy. Tę architekturę realizowali w duetach Bohdan Lachert i Józef Szanajca, Barbara i Stanisław Brukalscy, Maksymilian Goldberg i Hipolit Rutkowski, Jadwiga Dobrzyńska i Zygmunt Łoboda. Swoje nowatorskie projekty realizowali także tutaj Lucjan Korn-
gold i Piotr Maria Lubiński.
– Czy wielu było chętnych do mieszkania w tych nowoczesnych willach?
– W pierwszych realizacjach młodych architektów mieszkali oni sami. Jak na przykład w willi Lachertów przy ulicy Katowickiej 9-11 czy willi Dobrzyńskiej i Łobody przy Estońskiej 6. Ale już drugi projekt Lacherta i Szanajcy to był dom dla rodziny Szyllerów przy Wale Miedzeszyńskim 756.
– Które przykłady architektury Saskiej Kępy uważa Pani za najwybitniejsze?
– Warto przejść się ulicą Katowicką od szkoły im. B. Prusa, która też już jest w rejestrze zabytków jako przykład powojennego stylu niezależnego od socrealizmu. Idąc ulicą w stronę ronda Waszyngtona, po lewej stronie napotykamy willę rodziny Avenariusów z piękną przeszkloną klatką schodową i zachowanym fragmentem muru, gdzie w betonie zachowane są ślady szalunku. Następna willa, przy Katowickiej 11, to dom rodzinny Lachertów, przypominający wyglądem okręt. I na jeszcze jedną willę warto zwrócić uwagę, tę stojącą już przy rogu Obrońców. Krótko mówiąc, ulica Katowicka to małe muzeum tego czasu w architekturze.
– Jakimi ulicami warto jeszcze spacerować, by odkryć klimat tamtych czasów?
– Poza Katowicką proponowałabym przejść się ulicą Królowej Aldony, gdzie jest pewna różnorodność w architekturze. Początek ulicy otwiera dom architekta Jana Bogusławskiego. Następne domy to ciąg przedwojenny o ciekawej, historyzującej architekturze. Począwszy od willi rodzinnej Lucjana Korngolda pod numerem 3. Miałam przyjemność nawiązać kontakt z jego synem i synową. Było to wzruszające, tym bardziej że cała moja rodzina mieszkała, mieszka i pewnie będzie mieszkać w tym domu. Po powstaniu mój dziadek, Edward Kobuszewski, zamieszkał ze swoją rodziną w tej willi. A raczej w jednej sypialni.
– To także dziadek…
– …tak, Jana Kobuszewskiego, który mieszkał tam jako chłopiec ze swoim tatą i mamą, czyli moją babcią. Ja też tam potem zamieszkałam. Mieliśmy oprócz sypialni jeszcze łazienkę. Reszta była oddana rozmaitym lokatorom. Gdy nawiązałam kontakt z synem Korn-
golda, on pięknym gestem ofiarował willę mojemu bratu.
– Gdzie kończyła się Saska Kępa w sensie urbanistycznym?
– Idąc od ronda Waszyngtona finał zwartej zabudowy znajdowaliśmy po lewej stronie przy ulicy Zwycięzców. Dalej były pola i pasły się krowy. Ale po prawej stronie Francuskiej, od placu Przymierza, zwarta zabudowa ciągnęła się aż do Wału Miedzeszyńskiego, do domu Szyllerów, który stał u wylotu Ateńskiej. Obecny obszar Saskiej Kępy to zabudowa powojenna.
– Jak Pani dzisiaj ocenia zmiany na Saskiej Kępie?
– Od czasów, kiedy zajmowałam się tą tematyką, a były to lata 70., wiele się tam zmieniło. Wtedy domy miały taką strukturę, z jaką wyszły z wojny. Nie było remontów, zmian, ociepleń. Teraz wszystko ma już ślady penetracji dogłębnej, mającej raczej na celu wygodę mieszkańców niż fachową konserwację i nie zawsze idzie to w parze z pierwotnym obrazem architektonicznym. Obserwuję to z drugiej strony Wisły. Ta dzielnica bardzo się zmieniła.
– Ale czy według Pani na korzyść?
– Z jednej strony tak, bo jest zamożniejsza, ciekawsza, ma swój klimat. Z drugiej strony wiele detali, jak np. chodniki, ogrodzenia powinno być pozostawione tak, jak było to w latach 20.
– Podczas niedawnego remontu Francuskiej starano się zachować ten dawny obraz ulicy.
– Z jednej strony tak, jednocześnie jednak musi spełniać ona oczekiwania dzisiejszej urbanistyki. Zwęża się jezdnię, poszerza chodniki. Zrobił się taki klimat do posiedzenia. I nawet mi się to podoba. Właściwie od zejścia z ronda Waszyngtona zaczyna się inny świat. W sobotę czy niedzielę wszyscy siedzą w kawiarniach, a ci którzy się przechadzają, mówią sobie „dzień dobry”. A z Saskiej Kępy „jeździ się do miasta”.
– Skoro mówimy o przeróbkach domów na Saskiej Kępie, jakie jest Pani zdanie o dzisiejszym wyglądzie willi Łepkowskich przy Francuskiej 2 – jednej z najcenniejszych na Kępie?
– Jestem zmartwiona. Tam są takie ingerencje, które w tej klasie zabytku nie powinny mieć miejsca. Choćby oszklony parter. Nie mówiąc już o tym, że zniknęła piękna, oryginalna poręcz schodów prowadzących na piętro.

Dziękuję za rozmowę

Anna Lenar

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *