Na zdrowy rozum

Gwoli ścisłości

Co prawda za oknem maj, wiosna, wszystko kwitnie, sama radość i nie ma co jeszcze myśleć o jesiennych wyborach samorządowych, ale tak sobie pomyślałem, że może warto troszkę powspominać, trochę odkurzyć pamięć i cofnąć się 12 lat lub nawet kilka miesięcy więcej.
Prezydentem Warszawy był wówczas Lech Kaczyński. Osobiście miałem dla śp. prezydenta pewien szacunek, zwłaszcza za jego zasługi w negocjacjach przy Okrągłym Stole, ale jakoś trudno mi sobie przypomnieć większe inwestycje w stolicy z okresu jego rządów. W grudniu 2005 r. pan prezydent Warszawy przeniósł się do pałacu na Krakowskim Przedmieściu, a w ratuszu pozostał jego pełnomocnik, pan Kochański, którego dzisiaj PiS się troszkę wstydzi za Ciech (a dlaczego? przecież swój chłop był). Tego wybrańca zastąpił następnie ulubieniec mediów Kazimierz Marcinkiewicz, który przegrał w 2006 r. wybory samorządowe z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Potem pan Kazimierz też się z PiS-em rozstał.
Rządy objęła w Warszawie pani Hanna. Nie wszyscy ją kochali, nie wszyscy się z nią zgadzali. Ja też miewałem uwagi, zwłaszcza do jej piaru medialnego, który słabo dbał o promocję tego, czego się w Warszawie podjęto. Sama pani prezydent, moim zdaniem, za mało dbała o to, by mieszkańcy ją lubili. Na efekt tego nie trzeba było długo czekać. Z jednej strony mieliśmy rozwój komunikacji, remonty dróg, nakłady na edukację zwłaszcza przedszkolną. Powstał Stadion Narodowy i wiele innych ciekawych obiektów. Dokonano historycznej budowy bulwarów nadwiślańskich. Wodę można pić z kranów… itd. itp. A mimo to jeden nie do końca zrównoważony pan spowodował referendum w sprawie odwołania pani prezydent. Obroniła się, a raczej obronili ją bardziej zrównoważeni i bardziej rozsądni warszawiacy.
Jednakże PiS po raz kolejny zamarzył o Warszawie i wysłał młode wilki w bój na reprywatyzacyjną wojnę. To, że komisja przypomina komisje robotniczo-chłopskie ze słusznie minionej epoki, nikomu nie przeszkadza. To, że wyszło na jaw, iż reprywatyzacyjne kombinacje rozszalały się za czasów stołecznej prezydentury Lecha Kaczyńskiego i jego następców, też niespecjalnie komisję interesuje. Liczy się ostateczne zwycięstwo, albo raczej porażka obecnej pani prezydent.
Może i towarzyszka, wicie, rozumicie, miała tam jakieś zasługi w minionym okresie, ale my tu dbamy o sprawiedliwość ludową. Niech prezydentem zostanie towarzysz Jaki, a zobaczycie, jaka sprawiedliwość społeczna zapanuje. Porządek też nie będzie byle Jaki.
No a teraz proszę, wybierajcie, paniczyk Trzaskowski czy robotniczy, o polski Jaki?
Cóż, sojusz robotniczo-chłopski dostarczał nam dobrobytu przez 45 lat. Sprawiedliwość jedynie słusznej partii też przerabialiśmy ze skutkami wiadomymi. A zatem?
Nie wiem jak państwo, ale ja optuję za zieloną, spokojną Warszawą i Pragą południową. To miasto przeżyło już wystarczająco dużo tragedii i nie stać go na następne eksperymenty monopartii.
Samorząd, jak sama nazwa wskazuje, jest i powinien być w naszych rękach. Znachorom i uszczęśliwiaczom dziękujemy.
Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *