Miejsca i ludzie

Antykwariat Grochowski

Najsłynniejsze chyba miejsce w Warszawie, gdzie można kupić używane książki i płyty, wyszperać rarytasy, na które polują kolekcjonerzy staroci, znajduje się na Grochowie, przy ulicy Kickiego. Rozmawiamy z jego dobrym duchem, Markiem Łączyńskim.
– Jaka jest historia tego magicznego miejsca?
– Prowadziłem na Szembeku sklep z zabawkami i kiedyś, to był rok 2004, przyszedł do mnie znajomy z pytaniem, czy nie chciałbym sprzedawać tanich książek. Zgodziłem się, bo czemu nie. Przyniósł mi cztery kartony książek, które sprzedałem po złotówce. I tak się zaczęło. Potem z czterech kartonów zrobił się jeden regalik, potem dwa, później wynająłem pawilon obok mojego sklepu, dalej następny. I tak mój antykwariat rozłożył się na 80 m2, aż wreszcie „zrobił ekspansję” na sklep zabawkowy, który zlikwidowałem. Wolałem mieć książki, bo zawsze lubiłem je czytać. A kiedy, bodajże w 2007 r., przyszedł do mnie jakiś klient i zrobił większy zakup, pomyślałem, że może nawet będzie z tego można żyć.
– Ale to oznacza, że wiadomość o śmierci czytelnictwa w Polsce jest przedwczesna.
– Moim zdaniem ilość czytelników jest całkiem duża. Przychodzi do mnie sporo klientów, choć może i dlatego, że mam oprócz książek wiele płyt winylowych, kompaktowych i innych bibelotów, którymi są zainteresowani. Mieścimy się teraz w akademiku UW i dzięki temu mam wielu młodych klientów.
– Od kiedy antykwariat znajduje się w tym budynku?
– Przenieśliśmy się w 2012 r., gdy na pl. Szembeka likwidowane było targowisko i powstawała galeria handlowa. Szefowie targowiska podnieśli mocno czynsz, a i ja z tym całym undergroundowym kramem nie byłem tam mile widziany. Zacząłem więc szukać jakiegoś pomieszczenia na Grochowie, jako że nazwałem antykwariat Grochowskim. Tym bardziej że miałem już wtedy około 80 tys. książek. Myślałem; „gdzie ja znajdę takie pomieszczenie, żeby to wszystko pomieścić?”. Aż któregoś dnia, jeżdżąc w poszukiwaniu lokalu, zaparkowałem samochód tu, na Kickiego. Patrzę, a na drzwiach byłego sklepu spożywczego w budynku akademika jest wywieszka „lokal do wynajęcia”. Zadzwoniłem, zeszła do mnie kierowniczka akademika, która dała ogłoszenie. Pytam ile to metrów. 240 – odpowiada. No to nawet nie chciałem wejść, bo nie sądziłem, że będzie mnie na to stać. Ale pani Agnieszka zaprosiła mnie do obejrzenia. Wchodzę…zwaliło mnie z nóg. Wysokie pomieszczenie, tutaj jakieś zakamarki, tam kolumna. Już widzę, jak bym to wszystko urządził, pomieścił te swoje skarby. Ale ile to będzie kosztować? Pani Agnieszka podała całkiem sensowną cenę, więc w piętnaście minut dogadaliśmy się i podpisaliśmy umowę. Jak jest teraz, to trzeba przyjść i zobaczyć.
– Także piwnicę, w której siedzimy?
– Piwnicę mam od dwóch lat. W lokalu na górze nic nowego się nie działo. Taka stabilizacja. Wiedziałem, że jest tu piwnica, która ma duży metraż. Obejrzałem ją i doszedłem do wniosku, że jest piękna, że ma potencjał. Lokal na górze zapełniał się coraz bardziej i miałem do wyboru albo nic nie dokupywać, albo poszerzyć antykwariat. Do tego potrzebowałem nowej powierzchni. Padło na piwnicę. Dzięki temu mogłem wejść w nowe projekty, choćby płyty winylowe.
– Co ma Pan najlepszego wśród nich?
– Od prawie 35 lat jestem fanem muzyki lat 60., 70. Jazz rock, blues, rock progresywny. Mam perełki, bo się na tym znam i gdy jadę za granicę, wiem, co kupić, nawet jeśli czasem sporo płacę. Jednak gdy trafię na klienta, który porusza się w podobnych klimatach, to zwróci mi się z nawiązką.
– Czy książki też zbiera Pan według własnego gustu?
– Mam własną kolekcję w domu. Zbieram varsaviana i książki muzyczne. Czytam różne rzeczy, lubię klasykę literatury obcej. Najbardziej „Sto lat samotności” Marqueza. I uwielbiam stare polskie kryminały, serię Z Jamnikiem czy Klubu Srebrnego Klucza. Bardzo lubię także czytać to, co napisał ktoś znajomy. Podobnie zresztą jest z muzyką.
– A co ludzie kupują najchętniej?
– Mamy książki z każdego gatunku, łącznie z komiksami oraz książkami dla dzieci, i każdy zainteresowany zawsze znajdzie coś dla siebie. Oczywiście w każdej kategorii są rzeczy lepsze i gorsze, ale jest kilkaset takich, które w antykwariacie muszą być. M.in. Stein-
beck, Dostojewski i cała stara rosyjska literatura, Grzesiuk. To pozycje, które zawsze się sprzedadzą. Wiele osób kolekcjonuje też rozmaite serie. Mój zaprzyjaźniony klient ma w domu pod Warszawą piwnicę przekształconą w bibliotekę i kupuje u mnie całymi seriami książki i czasopisma. Zapytałem go, po co tyle kupuje, przecież w życiu tego nie przeczyta. Odpowiedział: „bo jak idę do piwnicy i chcę sobie coś przeczytać, to lubię mieć wybór”.
– Ile Pan ma tych skarbów?
– Płyt winylowych mam około 10 tysięcy, kompaktów 5–6 tysięcy, książek około 150 tysięcy, jeszcze nie wszystko zinwentaryzowane. Mamy także ryciny, obrazy, grafiki, plakaty, nuty, różne starocie i bibeloty, wyroby zdobnicze, fotografie, stare gazety, które bardzo lubię przeglądać i czytać. Takie sprzed 40, 50 lat. Skupujemy wszelkie rzeczy o antykwarycznym charakterze.
– W jaki sposób zdobywa Pan te wszystkie rzeczy?
– Praktycznie handluję tym, co ludziom w domu zawadza. Przynoszą całe księgozbiory, dodam, że możemy po nie przyjść do klienta. A przy okazji pytają: „a może pan chce stary gramofon albo fotografie, a może gitarę czy kompakty?”. No dobrze, wszystko jest kwestią ceny, jeśli w miarę tanio, to warto wziąć do antykwariatu.
Podobnie rzecz miała się z płytami, tylko że na ogół nie były wiele warte. Gdy zatem otworzyłem piwnicę i znalazło się miejsce dla kolekcji płyt, zacząłem wyjeżdżać za granicę na giełdy płytowe. Właśnie w przyszłym miesiącu jadę do Utrechtu, gdzie odbywa się największa w Europie antykwaryczna giełda winylowa.
– Jakie są średnie ceny w antykwariacie?
– Nie ma średnich cen. Najdroższą książką była wystawiona za trzy tysiące złotych rzecz traktująca o myślistwie, a najtańsze są pozycje przecenione, po kilka groszy. Są też i po złotówce. Wiele osób przychodzi tylko po takie książki. A to są całkiem dobre rzeczy, tyle że mamy ich po kilka egzemplarzy. Są i książki po 5 złotych. Niedrogie są też tytuły powtarzające się.
– A jakie są ceny płyt?
– Różnie. Po złotówce, po 5, 10, 15 zł – tych jest mnóstwo. Ale też są lepsze rzeczy od 30 zł w górę. Mamy również japońskie wydanie nagrań Niny Simone, które kosztuje 1200 złotych.
– Widziałam pełną skrzynkę starych fotografii. Po co ludzie kupują zdjęcia nieznanych panów i pań?
– Zdjęcia też są często kolekcjonerskimi przedmiotami. Pamiętam człowieka, który zbierał fotografie z wojskowymi, ale tylko takie, na których były widoczne klamry pasów. Ludzie zbierają zdjęcia tablic rejestracyjnych albo samochodów itd. itp.

No tak, w Antykwariacie Grochowskim przy ulicy Kickiego 12 dla każdego coś miłego. Trzeba tylko zarezerwować sobie dużo czasu na buszowanie wśród regałów, koszy, zakamarków. Można też kupić przez internet (www.agrochowski.pl), ale to już nie to samo.
Rozmawiała
Anna Lenar

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *