Miejsca i ludzie

Koncert na dwa instrumenty

Janusz Marynowski, dyrektor orkiestry Sinfonia Varsovia, znany jest przede wszystkim jako znakomity menadżer. Mniej osób zapewne wie, że ma „niemuzyczne” hobby, które w jego przypadku jest jednak związane z muzyką. To fotografowanie i kolekcjonerstwo starych aparatów fotograficznych.
Jak się rozpoczęła Pana przygoda z uwiecznianiem na kliszy świata i zdarzeń?
Janusz Marynowski: Pamiętam to dobrze. Miałem 12 lat, gdy dostałem aparat fotograficzny. To była Smiena 8 M. Na owe czasy – najwyższej klasy. To był oczywiście aparat na kliszę, z ręcznym nastawianiem, co bardzo mnie cieszyło. Byłem dumny, że mam wpływ na fotografowane zdjęcie. Zaczęło się robienia zdjęć w trakcie wakacji, ale nie na zasadzie: ja czy rodzice stoimy przed zamkiem. Raczej interesowały mnie sytuacje – ktoś przechodzący, ktoś siedzący, nie z kwiatkami w dłoni, tylko zbierający je. Dzisiaj nazywa się to fotografią uliczną.
A od kiedy zaczęła się „dorosła” fotografia?
Gdy 31 lat temu, jako kontrabasista, zdałem egzamin do jednej z najlepszych orkiestr Europy, czyli Sinfonii Varsovii, pomyślałem że skoro życie dało mi szansę obcowania z takimi sławami, jak Mścisław Rostropowicz, Yehudi Menuhin czy Gidon Kremer, muszę coś zrobić, żeby zatrzymać w sercu obraz tych wspaniałych ludzi. Aparat fotograficzny był do tego najlepszym instrumentem.


Miał Pan możliwość fotografowania na próbach, w przerwach koncertu, bo przecież nie podczas samego koncertu?
Szybko, bo po dwóch latach, zostałem inspektorem orkiestry, czyli kimś, kto opiekuje się goszczącymi w orkiestrze solistami, dyrygentami. Miałem bezpośredni kontakt ze słynnymi ludźmi. Pomyślałem, że te właśnie momenty muszę rejestrować. Stąd na przykład dosyć duża kolekcja zdjęć wielkiego dyrygenta Yehudi Menuhina, z którym spotykałem się wiele razy, bo pracował z naszą orkiestrą Początkowo pytałem go o zgodę na zrobienie mu zdjęcia. Za trzecim razem powiedział: „Janusz, ty się więcej mnie nie pytaj, kiedykolwiek zechcesz, zrób zdjęcie”. Zawsze starałem się tych wielkich muzyków uchwycić w chwili emocji, bo muzyka jest emocją i zatrzymanie jej w obrazie wydawało mi się interesujące. Publiczność tego nie widzi, bo dyrygent jest odwrócony do niej plecami, a ileż w jego twarzy jest zachwytu i napięcia! A czasami nawet przerażenia w oczach. Fotografia stała się dla mnie jeszcze bliższa, gdy przestałem grać w orkiestrze. Grając na kontrabasie, codziennie przez kilka godzin trzymałem w ręku ten przepiękny instrument, ale kiedy go już odłożyłem, to aparat fotograficznym stał się dla mnie najbliższym przedmiotem, z którym się nie rozstaję. Małą leicę noszę zawsze pod kurtką.
Rozumiem, że ma Pan więcej niż jeden aparat.
– Mam ich ze czterdzieści, w tym dwa cyfrowe, którymi zresztą nie nauczyłem się robić dobrych zdjęć. Może dlatego, że nie lubię fotografii, która jest informacją zero-jedynkową. Malowanie światłem na błonie światłoczułej ma dla mnie znamiona artyzmu. Wśród moich analogowych aparatów najstarszy pochodzi z roku 1870. Jest to wielkoformatowy (8 na 10 cali) aparat firmy Ernemann i nadal można nim robić zdjęcia. Zaprzyjaźniłem się emocjonalnie z aparatami firmy Leica, być może ujęła mnie niezwykła jakość ich wykonania. Aparatami zbudowanymi w latach 50. XX wieku można robić dzisiaj znakomite zdjęcia. Nie wyobrażam sobie aparatu cyfrowego, którego będziemy używali za pięćdziesiąt lat.


Traktuje Pan te aparaty jako kolekcję czy użytkowo?
Oczywiście siłą rzeczy stały się małą kolekcją, bo nie mam dwóch takich samych aparatów. To już jest moja pasja kolekcjonerska. Kiedyś miałem niezłą satysfakcję podczas wizyty w muzeum aparatów Leica w ich głównej siedzibie. Zobaczyłem, że przy aparacie, moim zdaniem pochodzącym z 1933 r., był napis, że wyprodukowano go w roku 1930. Powiedziałem obsłudze, że chyba to błąd, zrobił się szum, ale… przyznali mi rację!
Jak uzupełnia Pan swoją kolekcję? Wymienia się z innymi kolekcjonerami, kupuje aparaty?
Znam kilku kolekcjonerów, staramy się spotykać co dwa tygodnie, żeby chociaż chwilę porozmawiać albo przejść się na giełdę, może nie tak okazałą jak przed laty, ale filmy do aparatów można na niej kupić.
A gdy się zepsuje któryś z tych pięknych aparatów?
W przypadku aparatów firmy Leica są dwie możliwości. Pierwsza, wysyła się go kurierem do fabryki w niemieckim Wetzlar, gdzie serwisuje się aparaty, nawet te sprzed pięćdziesięciu lat. Tylko to jest gigantyczny koszt. Druga możliwość to pójść do jednego z kilku jeszcze specjalistów w Warszawie, którzy są w stanie rzetelnie taki aparat naprawić.

Jaki aparat fotograficzny jest Pana marzeniem?
Leica M3 Black Paint. To była bardzo krótka seria aparatów, właściwie dostępna tylko na zamówienie, dla profesjonalnych fotografów. To marzenie wszystkich kolekcjonerów. To jest coś w rodzaju męskiej biżuterii…
Rozumiem, że fotografuje Pan dla przyjemności, ale chyba pora tymi wspaniałymi zdjęciami podzielić się z innymi.
Dopiero dwa lata temu udało mi się, po 30 latach fotografowania, ułożyć negatywy w klaserach, są też zeskanowane. Tym sposobem mniej więcej wiem, których dyrygentów, pianistów, skrzypków fotografowałem i w jakim okresie. Kuratorka Galerii Obok Związku Polskich Artystów Fotografików zaproponowała mi wystawę i pierwsza, na której zaprezentowałem 28 fotogramów, odbyła się półtora roku temu. Zatytułowałem ją „Maestri”. To był przegląd tych słynnych dyrygentów, z którymi Sinfonia Varsovia grała, takich jak Yehudi Menuhin, Jerzy Maksymiuk, Lorin Maazel, Jan Krenz, Charles Dutoit, Andreas Mustonen, John Axelrod, Peter Schreier. Także zdjęcia Witolda Lutosławskiego z małżonką Danutą, Elżbiety i Krzysztofa Pendereckich, poprzedniego dyrektora Sinfonii Franciszka Wybrańczyka, najlepszego menadżera orkiestry, jakiego tylko można sobie wyobrazić. Ta wystawa była prezentowana również w Galeriach Miasta Ogrodów w Katowicach. A trzecia jej prezentacja miała miejsce w trakcie Festiwalu im. Jerzego Waldorffa w Radziejowicach.
Czy ma Pan w planach kolejne wystawy?
„Maestri” będzie prezento-wana w końcu roku w Lublinie, a co dalej, jeszcze nie wiem. Natomiast pracuję nad wystawą o zupełnie innej tematyce. To będzie powrót do mojego dzieciństwa, czyli rejestrowanie życia na ulicy. Chcę pokazać ok. 50 fotogramów z ostatnich 30 lat, pochodzących z moich wyjazdów do Azji – Japonii, Chin i Korei.
Jak wiele negatywów jest w pańskich szufladach?
Około 80 tysięcy, z tego jestem w stanie obronić… 3 zdjęcia. Uważam za znakomite takie, które są nie tylko bardzo dobre technicznie, nie tylko ich temat jest dobrze wybrany, czyli taki, który niesie jakieś przesłanie, ale i ja mam w stosunku do nich jakąś emocję. Muszę powiedzieć, że pomimo iż fotografuję od 30 lat, coraz bardziej mnie to wciąga i fascynuje.
Nie lubi Pan w fotografii „strzałów” aparatem cyfrowym, woli Pan traktować zdjęcie jako obraz…
Nawiązałem współpracę z Instytutem Szlachetnych Technik Fotograficznych, z Łukaszem Gietką i Gregiem Ostrowskim, którzy mnie zapalili swoim zaangażowaniem w odtwarzanie tych technik i tworzenie w nich prac fotograficznych…
…które od technik analogowych odróżnia niepowtarzalność i wykorzystanie innego rodzaju materiałów.
Zbudowaliśmy wspólnie projekt fotografowania słynnych artystów właśnie szlachetnymi technikami. Podczas ostatniej edycji konkursu chopinowskiego do naszej siedziby przyjeżdżali na recitale młodzi muzycy. Fotografowaliśmy ich w technice mokrego kolodionu, na wielkich szklanych płytach, gigantycznej wielkości aparatem i powstały unikatowe fotogramy. Aparaty, którymi się posługujemy, to oryginały z połowy XIX wieku. Również tu, w siedzibie orkiestry przy Grochowskiej, został zbudowany na bazie starego łóżka szpitalnego aparat, którego pole fotografowania, czyli tzw. matówka, ma wielkość metr na metr. Nazwaliśmy go Varsovia. My, to znaczy kilkanaście osób amatorów i profesjonalistów zaszczepionych ideą szlachetnych technik. Fotografujemy nie tylko muzyków, przyjeżdżających tutaj na próby, ale i nasze zabytkowe budynki, które już niedługo będą remontowane. A po oddaniu ich zrobimy wielką wystawę, na nowe otwarcie siedziby orkiestry, by wszyscy wiedzieli, jak było, a jak jest.
Rozmawiała: Anna Lenar

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *