Publicystyka

Pora miłości i przebaczenia

Wigilia Bożego Narodzenia, szczególnie w naszej polskiej obrzędowości, jest czasem spotkań w gronie najbliższych, łamania się opłatkiem i składania sobie światecznych życzeń. W tradycji chrześcijańskiej to także, a może przede wszystkim, czas pojednania i przebaczenia. Zbyt często jednak życzymy sobie nawzajem wszystkiego najlepszego, „przebaczamy” sobie, ale po Wigilii, najdalej po świętach, wszystko wraca do normy… Tymczasem święta są idealnym czasem, by odzyskać spokój, a przede wszystkim na zawsze pogodzić się z innymi i okazać im miłość.
Od początku swojej pracy zawodowej spotykam się z ludzkimi emocjami, potrzebami i cierpieniem. Podczas pracy w Ośrodkach Pomocy Społecznej i oddziałach szpitalnych spotykałem się z poważnymi ludzkimi problemami, biedą, życiowymi tragediami, nieszczęściem, a nawet śmiercią. Myślę, że nauczyło mnie to wsłuchiwania się w potrzeby innych. Stało się dla mnie ważnym życiowym doświadczeniem.
Jako burmistrz, na co dzień spotykam się z ludzką frustracją, często z niechęcią. Szczególnie wtedy, gdy nie mogę sprostać wszystkim życzeniom mieszkańców. Mimo iż od trzech kadencji Rada Dzielnicy obdarza mnie zaufaniem, mam świadomość, że nie brakuje osób, które tego zaufania nie podzielają.
Od początku zwracałem się do politycznych przeciwników, byśmy działali wspólnie, czyniąc nadrzędnym celem dobro mieszkańców naszej dzielnicy. Niestety, moje propozycje najczęściej były odrzucane. W efekcie jesteśmy świadkami swarów i kłótni podczas sesji Rady Dzielnicy, głosowania na „nie” lub wstrzymywania się od głosu w sytuacji, gdy na przykład chodzi o ważne dla dzielnicy decyzje
lub środki na inwestycje.
Wiem, że spór to podstawa demokracji, jej nieodłączna cecha, bez której nie ma rozwoju. Tyle tylko, że musi mieć on pewne etyczne ramy. Od początku sprawowania funkcji burmistrza robię wszystko, by nie zaostrzać ani nie podgrzewać atmosfery takich sporów.
Choć czasami mogłyby wziąć we mnie górę emocje, szczególnie, gdy ktoś psuje działania służące ogółowi i kieruje się partykularyzmem, staram się być otwarty i stonowany. W swoich wypowiedziach zachowuję szacunek dla rywali i osób, które się ze mną nie zgadzają.Nauczyłem się przebaczania i stałego dążenia do pojednania.
Są jednak sytuacje, w których musimy twardo stać na swoim stanowisku. Chodzi mi o wolność wyrażania własnych poglądów i inne wolności obywatelskie, a także konieczność przestrzegania prawa, w tym prawa do nieskrępowanych wyborów, a także kierowanie się zapisami konstytucji. Musimy o tym rozmawiać, by spór ten nie przerodził się w gorący społeczny konflikt. Może to przecież zrodzić nieprzewidywalne skutki.
W ostatnim czasie kryzysy i kłótnie w rodzinie, zwykle dotyczące wewnętrznych problemów, zamieniły się w swary o naturze politycznej. Widoczna w życiu społecznym linia podziału przebiega dzisiaj także w poprzek świątecznego stołu. Pokuśmy się zatem o chwilę wspólnej refleksji nad sensem takich kłótni. Komu najbardziej zależy na chaosie i bałaganie – w rodzinie i w kraju? Naszym wrogom. Nie czekajmy, aż załomoczą do naszych drzwi. Zadbajmy o to, by linia politycznego podziału w naszej rodzinie zniknęła. Najlepiej na zawsze. Podział ów zaszedł bowiem już tak daleko, że może stać się trwałym elementem naszego życia. Dajmy sobie prawo do posiadania odrębnych poglądów, ale zdobądźmy się na tolerancję. Wyznaczmy sobie najważniejszy cel – dobro rodziny i kraju.
Prawdziwe przebaczenie
Czy zatem każdemu można przebaczyć i z każdym wrogiem się pojednać? Biblia i Kościół uczą, że jest to możliwe, wręcz konieczne. Świętując narodziny Chrystusa musimy pamiętać, że przebaczenie win jest jedną z naczelnych zasad, jakie przekazał swoim wyznawcom. Jako człowiek wierzący, staram się to robić.
Wykorzystajmy zatem piękny czas świąt Bożego Narodzenia, by przypomnieć sobie o prawdziwym znaczeniu wybaczania, miłości i pojednania. Święta są doskonałym momentem, by samemu zrobić pierwszy krok w kierunku pojednania z wrogami.
Zastanawiałem się często, co jest kluczem do prawdziwego przebaczenia. Doszedłem do wniosku, że prawdziwym czyni je umiejętność współczucia innym, rozumiana jako współodczuwanie, a nie litowanie się nad nimi i ich postępkami. „Jest to konieczne do pełnego zrozumienia sytuacji osoby, która nas skrzywdziła, zrozumienia trudności i cierpień, które doprowadziły ją do takiego działania. Jeśli skupię się na problemie nielubiącego mnie mieszkańca, jeśli spojrzę na to jego oczami, jest szansa, że dojrzę istotę sprawy. Że ją zrozumiem, pomogę lub naprawię krzywdę. A wtedy może dojść do wzajemnego współprzebaczenia i pojednania. Zapomniawszy urazy, wspólnie zastanowimy się nad wyjściem z sytuacji. Niestety, nie jest to proste w nawale codziennych zajęć.
Warto pamiętać, że nieumiejętność przebaczenia jest prostym przepisem na własne cierpienie. Hodowanie myśli o zemście, brak miłości i współczucia rujnuje zdrowie i psychikę. Upór w gniewie przeszkadza w trzeźwym spojrzeniu i uzyskaniu tak potrzebnego spokoju. Wynika z tego, że przebaczenie to jeden z lepszych przepisów na szczęście.
Do pełnego przebaczenia potrzebne jest zaprzestanie obarczania winą osoby, której przebaczamy. Oczywiście nie oznacza to, że musimy pochwalać jej zachowanie, czy na nie sobie pozwalać. Ważna jest natomiast nasza wiara w to, że pomimo popełnianych nieprawości każdy człowiek jest przede wszystkim dobry. Należy zastanowić się, dlaczego ktoś staje się zły: może jest sfrustrowany niepowodzeniami albo zżera go ambicja i pożądanie? A może chce uniknąć odtrącenia, bólu lub cierpienia? Może dlatego zaczyna krzywdzić siebie i innych? Przebaczając, powinniśmy uświadomić sobie motywy, pchające tę osobę do takiego zachowania.
Wybaczenie nie oznacza jednak zgody na występek, nie oznacza aprobaty oburzającego zachowania ani zbrodni. Nie mylmy tych dwóch pojęć.
Nie ma pojednania bez przebaczenia
Samo przebaczenie nie jest jeszcze jednak pojednaniem. Stanowi natomiast konieczny warunek prawdziwej zgody między ludźmi.
Wystarczy przestać patrzeć w przeszłość i rozpamiętywać doznane krzywdy. Zapomnieć. Jednak trzeba do tego dojrzeć. I wymaga to czasu. Zdarza się, że osoby, które noszą w sercu niezagojoną ranę, nie znajdują w sobie siły, by przebaczyć. Inny przypadek to wybaczenie bez zapomnienia. Jeśli nie potrafimy zapomnieć, to mimo przebaczenia wciąż będzie nas dręczyć świadomość wyrządzonej krzywdy. Wtedy pojawi się ból, który zatruje nam życie.
Innym problemem jest dochodzenie sprawiedliwości na zasadzie „cios za cios”, gdy dąży się do tego, by osoba, która zraniła, sama poczuła, jak to boli. Niestety, takim podejściem nie tylko nie burzymy dzielącego nas muru, lecz budujemy go, nakręcamy spiralę zła. Zemsta wynikająca z zaciekłości, gniewu i nienawiści niszczy przede wszystkim tego, którym ona kieruje. Wstępem do przebaczenia jest jej zaniechanie.
Wybaczamy i prosimy o wybaczenie
Można przebaczyć i niekoniecznie jednać się z drugą osobą. Jednak nie ma pojednania bez przebaczenia. Święta są dobrym momentem na szczerą rozmowę. Klimat, który towarzyszy nam w tym czasie, sprawia, że łatwiej się otwieramy. Warto uświadomić sobie, że przebaczenie to dobro świadczone na rzecz osoby, która mnie skrzywdziła – wychodzę do niej z wyciągniętą na zgodę ręką.
Pojednajmy się zatem przy wigilijnym stole. Nie mówmy o polityce, a raczej módlmy się o powrót Polski do normalności, by znowu była krajem bez wszechobecnego kłamstwa, nepotyzmu i „kolesiostwa”, hipokryzji i wykorzystywania władzy do osobistej zemsty, bez okradania najuboższych, chorych i emerytów, bez tumanienia dzieci i nawoływania do nienawiści wobec zagranicznych sąsiadów. Problem przebaczenia i pojednania dotyczy bowiem zarówno głębokich relacji pomiędzy bliskimi sobie osobami, jak również szerokich przestrzeni społecznych, w tym międzynarodowych. O tym myśleli polscy biskupi, pisząc we wrześniu 2017 r.: „Wyrażamy nadzieję, że osoby odpowiedzialne za nasz kraj i relacje międzynarodowe, mając na uwadze dokonane już procesy pojednania [polsko-niemieckiego], będą budowały [przyszłość] na tym kapitale i w oparciu o jego wielopłaszczyznową wartość”.
Zacznijmy od siebie
Zgadzam się ze zdaniem Bertranda Russella, że człowiek nie może żyć w zgodzie z innymi, o ile nie potrafi być w zgodzie z samym sobą.
Powtórzę zatem: musimy mieć świadomość, że często sami wyrządzamy innym jakieś przykrości. Z drugiej strony, doznając krzywdy, spróbujmy postawić się na miejscu osoby, która nam ją wyrządziła, spróbujmy zrozumieć jej motywy, a nierzadko dojdziemy do wniosku, że właściwie nie jesteśmy pewni, jak byśmy się zachowali w jej sytuacji. Takie przyznanie się do własnych błędów i próba zrozumienia tego, kto nas skrzywdził, jest bardzo wymagające, lecz trudno inaczej wprowadzić to, co nazywamy przebaczeniem i pojednaniem w nasze codzienne relacje
Życzę zatem wszystkim Czytelnikom, aby okres świąt stał się dla nas czasem wzajemnego pojednania i przebaczenia.
Tomasz Kucharski
Burmistrz Pragi-Południe

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *