Kultura

13 grudnia – bolesna rocznica

Drukujemy fragmenty wspomnień pani Marii Sobczyk, mieszkanki Grochowa, o początkach stanu wojennego.
Niedziela, 13 grudnia 1981 roku, była mroźna. W nocy napadało śniegu, za którym tęskniły głównie dzieci. Spaliśmy długo, nikt z nas nie śpieszył się z włączeniem radia lub telewizora. Za oknami było cicho i pusto. Po dwunastej odezwał się dzwonek do drzwi. Przyjechali Malinowscy, czyli moja siostra Danka z mężem Ryśkiem. „Co wy tak siedzicie? Nie wiecie co się dzieje? General Jaruzelski wprowadził stan wojenny!”, usłyszeliśmy. (…) Byliśmy całkowicie zaskoczeni, nie mogąc uwierzyć w taki obrót wydarzeń. (…) Restrykcje były dotkliwe: wyłączono telefony, między godz. 22.00 a 6.00 wprowadzono godzinę milicyjną, czyli zakaz przebywania poza domem. Zakazano poruszania się po kraju, chyba że miało się przepustkę z MO. Aż do stycznia zawieszono zajęcia w szkołach, co akurat ucieszyło naszego syna, Maćka…
Mój mąż, Zygmunt, cały czas nasłuchiwał Wolnej Europy. Poprzez trzaski (…) dowiedzieliśmy się, że granice kraju są zamknięte, internowano i aresztowano tysiące osób, w tym prawie wszystkich przywódców Solidarności. (…) Przypomnieliśmy sobie, że w październiku i listopadzie kręciły się po naszym osiedlu tzw. wojskowe grupy operacyjne. Kazano wyciąć krzewy i na ślepej ścianie naszego domu zainstalowano potężny reflektor. (…) Jak mogliśmy być tak mało przewidujący? Owszem, wszyscy obawiali się wkroczenia „bratniej” Armii Radzieckiej, ale nie wypowiedzenia wojny własnemu narodowi przez polskie władze. (…)
W poniedziałek, 14 grudnia, obudził nas o świcie łomot do drzwi. Jako działaczka „Solidarności” byłam przekonana, że przyszli po mnie. Na szczęście okazało się, że to robotnicy przyszli „odrobinę za wcześnie”. W tym obłędzie zapomniałam bowiem, że tego dnia ekipa remontowa miała postawić w naszym mieszkaniu ściankę działową. (…)
Pracowałam na Hożej, więc we wtorek, w drodze do pracy, na własne oczy zobaczyłam miasto obstawione czołgami i wozami pancernymi oraz stojące wszędzie grupy żołnierzy. Wychodząc z tunelu przy Centralnym, władowałam się wprost na lufę stojącego tam czołgu. W pracy panował popłoch! Internowano naszego kierownika Stanisława Strakacza i 6 osób z centrali COBK-u w Olszynce Grochowskiej. Członkowie „Solidarności” zgromadzili się w jednym z pomieszczeń. Głos zabrał Mirosław P, który powiedział, że dadzą nam do podpisania specjalne oświadczenie, po podpisaniu którego, jako pracownicy kolei, zostajemy zmobilizowani i przyjmujemy do wiadomości reguły stanu wojennego. Namawiał nas rozsądnie, żebyśmy podpisywali ten dokument, bo i tak w umowie o pracę znajduje się paragraf o mobilizacji. Uznaliśmy, że nie warto się tym przejmować. (…)
Z zewsząd napływały nowe informacje. Podobno udało się uciec Zbigniewowi Bujakowi i Władysławowi Frasyniukowi. Podobno ukryli ich i przewieźli w bezpieczne miejsca kolejarze. Lech Wałęsa został przewieziony do Komańczy w Bieszczadach. To rodziło nieuchronne skojarzenia z osadzonym tamże w latach 50. prymasem Wyszyńskim. (…) Internowano członków PAN zgromadzonych na zjeździe w pałacu Staszica, co z kolei przywołało historię krakowskich profesorów aresztowanych przez Niemców w roku 1939. Pozostałe w domach dzieci internowanych oddano do Domów Dziecka. Wiadomości były porażające… Napływały też informacje o strajkach w kopalniach, Hucie Warszawa i Nowej Hucie. (…) Kościół oficjalnie nawoływał do zachowania spokoju i opanowania, aby uniknąć bratobójczego rozlewu krwi. Z biegiem czasu to jednak kościoły, klasztory i plebanie stały się miejscami schronień dla ukrywających się. Stamtąd też płynęła pomoc dla internowanych i ich rodzin.
(…) Przerażające wieści napłynęły z kopalni „Wujek” na Śląsku. 16 grudnia ZOMO wtargnęło na jej teren, zastrzelono 9 górników, kilkadziesiąt osób odniosło rany, wielu strajkujących aresztowano, kilkaset osób zwolniono z pracy. (…) Sytuacja w kraju była rozpaczliwa. Doszło do tego totalne załamanie gospodarcze, puste sklepy, brak podstawowych artykułów i benzyny.
Przed świętami przyjechał z Radomia mój brat, Tomek Jakaczyński. (…) Chciał zobaczyć, jak wygląda obstawione wojskiem śródmieście, toteż po pracy pojechałam z nim do centrum. W tramwaju jakaś starsza pani powiedziała głośno, że „podobno mają dawać po jednym karpiu na święta”, na co Tomek odpowiedział „dadzą nam po krzyżu, a nie po rybie”. Wszyscy gorliwie mu przytaknęli. (…)
Następnego dnia przyszła ciężko przerażona Ela S., którą znajomy ksiądz poprosił o doręczenie grypsu matce dwóch internowanych synów. Ela, osoba partyjna, bardzo bała się konsekwencji i poprosiła mnie o wykonanie tego zadania. Wszystko poszło dobrze, ale potem pomyślałam, że Ela zachowała się wstrętnie. Bezdzietna, mąż na kontrakcie w Turcji, szwagier wojewoda, bardzo zamożni. A ja? Nadstawiałam karku z ciężko chorym mężem i synem w liceum, namierzona przez esbecję, będąc jedynym żywicielem rodziny…
W niedzielę, 20 grudnia, poszłam jak zwykle do kościoła na Kamionku, gdzie biskup Kraszewski starał się pokrzepić rodaków dobrym słowem. Zorientowałam się, że tak w świątyni, jak i na plebanii, ukrywają się jacyś ludzie. (…) Po mszy ks. Józef Buchajewicz wysłał mnie do Dominikanów z misją przekazania małej paczki człowiekowi siedzącemu w jednym z konfesjonałów. (…)
Wigilię spędziliśmy u Ryśków (…). Ich córka, Agnieszka, działaczka Niezależnego Związku Studentów, opowiadała o nastrojach wśród studentów i próbach zorganizowania podziemnych struktur. Tej nocy władza okazała łaskę i zawiesiła godzinę milicyjną, więc poszliśmy na Pasterkę. Gdy wracaliśmy z kościoła, przez Grochowską przejechał z łomotem sznur czołgów i samochodów wojskowych. Była to wyraźna, nie pozostawiająca złudzeń, demonstracja siły.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *