Na zdrowy rozum

Świętoszek narodowy

Za oknami jesień, o szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny, więc poszedłem melancholii pełen do teatru, oczywiście Narodowego, bo dzisiaj tylko narodowe coś znaczy.
Na scenie wyborny Tartuffe, czyli molierowski „Świętoszek” w wybornej obsadzie z Radziwiłowiczem, Malajkatem i Ścibakówną. Słuchałem, zatem znakomitego tekstu i z każdą chwilą zastanawiałem się, czy aby nie opowiada o współczesnym świecie.
Czyż nie dajemy się przypadkiem zwodzić fałszywej skromności, fałszywej dobroci i fałszywym obietnicom szczęśliwości za życia? Czy omamieni nie wpadamy dobrowolnie w sidła zwyczajnych kłamców i szalbierzy, a rozsądek zostawiamy za progiem?
Wystarczy posłuchać byle wypowiedzi współczesnych świętoszków narodowych, żeby przekonać się, iż oni tylko dobro wspólne, dobro społeczne, nasze dobro mają na względzie. Tartuffe obdarowany przez Orgona majątkiem stwierdza:

W tych, co mnie znają, pewno zła myśl nie zagości,
Ażebym ja mógł działać pod wpływem chciwości.

Za doczesnymi wcale nie gonię dobrami,
A ich urok zwodniczy pewno mnie nie zmami;
Jeżeli zaś się wola moja upokarza,
By przyjąć zapis, którym gwałtem mnie obdarza,
To czynię to w zamiarze tylko, Bóg mi świadkiem,

By majątek w złe ręce nie popadł wypadkiem;
Aby go nie obrócił ten, co odziedziczy
Na jakiś cel niegodny, a może zbrodniczy,
Gdy w mojem ręku przez to środki się pomnożą
Na wspieranie mych bliźnich i na chwałę bożą.

Ci, którzy znają dzisiejszych władców naszego kraju też w ogromnej masie wierzą, iż w ich rękach zagarnięte środki się pomnożą/na wspieranie mych bliźnich i na chwałę bożą. Żadne osobiste korzyści nie są im w głowie, ależ skąd. Raz zdobyta władza służy jedynie do stworzenia w kraju oazy wolności, sprawiedliwości i pełnego dobrobytu, na chwałę bożą, a przy okazji – i tylko przy okazji – naczelnego Tartuffe’a, tudzież pomniejszych tartuffów.
Czy u nas też trzeba będzie na własne oczy zobaczyć i uszy usłyszeć, że tartuffy to kłamcy i podłe stworzenia, aby przekonać się o kreowanej mistyfikacji?
U Moliera tytułowy świętoszek kończy w więzieniu, bo dobry władca poznał się na nim i jego oszustwach. A kto osądzi dzisiejszych narodowych świętoszków, jeśli nie my sami? Jakich bezeceństw i gwałtów na prawie potrzeba jeszcze, żebyśmy się obudzili z zaślepienia mową współczesnych tartuffów?
Pytania… pytania… pytania.
A odpowiedź i przebudzenie przyjdzie, jak u Moliera, dopiero wtedy, kiedy nas doszczętnie okradną i majątek zniszczą.
Krzysztof Turowski
dziennikarz, wieloletni
korespondent z Francji

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *