Miejsca i ludzie

Przed nami nowy rock szkolny

Szkoła Rocka to unikatowy projekt edukacyjno-muzyczny dla młodzieży gimnazjalnej i licealnej prowadzony w naszej dzielnicy. O jego celach i przyszłości rozmawiamy z pomysłodawcą i „duchem sprawczym” projektu, Arkadiuszem Krupą, skrzypkiem i multiinstrumentalistą, kompozytorem muzyki filmowej i producentem muzycznym. Dodajmy, że ten artysta i nauczyciel udanie łączy karierę muzyczną z zamiłowaniem do sztuk plastycznych.
– Jak narodziła się twoja Szkoła Rocka?
– Pomysł narodził się kilka lat temu podczas wakacji na Mazurach. Spędzaliśmy je z grupą przyjaciół i były tam również dzieciaki. Mieliśmy gitarę, zrobiliśmy z puszek instrumenty perkusyjne i wspólnie się bawiliśmy, obiecując dorosłym, że wieczorem, przy ognisku, pokażemy, czego się razem nauczyliśmy. Wypadło to na tyle dobrze, że pomyślałem, że jest to może jakiś pomysł, który warto rozwinąć. Chodziło mi głównie o zachęcenie nastolatków do współpracy, spędzania czasu w grupie o wspólnych zainteresowaniach. Miałem nadzieję, że będzie to możliwe, zwłaszcza gdy dostaną profesjonalne instrumenty. Tak też zrobiłem. Za własne pieniądze kupiłem pierwszą perkusję, gitary, wzmacniacze, część instrumentów pożyczyłem od znajomych muzyków, odremontowałem pierwsze pomieszczenie, wydrukowałem plakaty i… zaczęło się. Gdy przyszli pierwsi zainteresowani, wszyscy byliśmy przerażeni (śmiech).
– Opowiedz, jak znalazłeś swoją drogę do muzyki…
– Uczyłem się gry na skrzypcach (a potem także na fortepianie) w szkole muzycznej na Kawęczyńskiej. Urodziłem się na Pradze, więc wybór akurat tej szkoły był oczywisty. Potem kontynuowałem naukę w średniej szkole muzycznej na Bednarskiej, gdzie zacząłem zdradzać muzykę klasyczną, coraz częściej przechodząc na „ciemną stronę”, czyli grać muzykę rozrywkową. Nauczyłem się grać na gitarze, potem również na perkusji. Udało nam się nawet z kolegami doprowadzić do powstania w szkole wydziału jazzowego. Nie wytrwałem przy jazzie, gdyż trafiłem najpierw do składu Krzysztofa Jaryczewskiego, lidera zespołu Oddział Zamknięty, by po chwili wylądować w powstałym właśnie zespole Szwagierkolaska. Wielka scena stanęła przede mną otworem i tak się zaczęła moja, trwająca do dziś, przygoda z rockiem. Potem przez długi czas grałem w zespole Anity Lipnickiej i Johna Portera. Jednocześnie współpracowałem z innymi artystami. Zacząłem pisać piosenki różnym wykonawcom i zająłem się produkcją muzyczną. Od czterech lat staram się rozwijać projekt Szkoła Rocka, na potrzeby którego w zeszłym roku założyłem Fundację Promocji Kultury Szkoła Rocka. Moim marzeniem i zarazem celem działania fundacji jest to, by takie przyszkolne pracownie muzyczne, jak ta działająca na Saskiej Kępie przy Gimnazjum nr 18 na ul. Angorskiej, pojawiły się w innych częściach naszej dzielnicy, potem w całej Warszawie, a w przyszłości w całej Polsce. Nazwałem je roboczo „Orlikami Muzycznymi”. W roku 2014 Szkoła Rocka, we współpracy z fundacją „Muzyka jest dla wszystkich”, wydała serię dostępnych dla każdego filmów instruktażowych dla młodzieży, dotyczących sposobu rozpoczęcia przygody z muzyką. I wtedy przyszedł pierwszy sukces. Zdobyłem nagrodę „Nauczyciel Muzyki 2015” przyznaną przez Polskie Stowarzyszenie Edukacji i Animacji Muzycznej i Narodowy Instytut Audiowizualny.
– Nazwa wskazuje, że uczniowie nie znajdą w waszej pracowni muzyki klasycznej, tylko od razu uczą się gry na instrumentach typowych dla rocka…
– Tak, właśnie tak działamy. Pod płaszczykiem muzyki rockowej, kryje się ogólnie rozumiane budowanie wrażliwości i muzykalności. Z moich doświadczeń wynika, że po tę propozycję często sięga młodzież, znajdująca się trochę na uboczu grup rówieśniczych. Tu mogą udowodnić swoją wartość i nabrać pewności siebie. Może do nas przyjść każdy, nawet osoba uważająca, że nie ma słuchu. Także ci, którzy nigdy dotąd nie trzymali instrumentu w rękach, nie mieli kontaktu z graniem. Fundacja zapewnia im instrumenty, a później zwykle okazuje się, że praca i ambicja może obudzić w każdym drzemiący w nim talent. To działa i to się sprawdza. To nie są żmudne ćwiczenia w samotności, tylko praca w zespole z piosenkami, które młodzież zna i lubi. To jest ten wytrych, który otwiera każdego z nich. Istotne w naszym projekcie jest to, że młodzi ludzie bardzo szybko widzą pozytywne efekty swojej pracy. Gdy zaczynają grać razem i słyszą, że im się to udaje, doznają przypływu pozytywnej energii i zwykle „wsiąkają” w muzykę na dłużej.
– W nowym roku szkolnym trafili do ciebie nowi adepci. Jak myślisz, ilu z nich dotrwa do koncertu finałowego, jaki zwykle dajecie przed wakacjami?
– Po pierwsze, organizujemy dwa koncerty finałowe. Pierwszy kończy edycję jesienną i odbywa się w grudniu przed świętami. Drugi koncert gramy w czerwcu, na zakończenie roku szkolnego. Po drugie, uważam, że jeżeli ktoś ma odwagę przekroczyć próg naszego studia, bardzo rzadko opuszcza Szkołę Rocka. Młodzi ludzie znajdują u nas swój sposób na spędzanie wolnego czasu. Nie ślęczą całymi dniami z nosem utkwionym w ekranie smartfona, nie mają głupich pomysłów z używkami. Sednem ich życia staje się muzyka. Zaczynają tworzyć własne piosenki. To naprawdę działa, a rodzice są nam wdzięczni…
– I działa bezkonfliktowo?
– No nie, tak idealnie być nie może. Tam gdzie jest grupa ludzi dążących do wspólnego celu, tam ścierają się różne ambicje i bardzo często dochodzi do kłótni czy konfliktów. Ale to są kłótnie twórcze. To też jedna z zalet pracy w grupie, która uczy odpowiedzialności. Z drugiej strony widzimy, że ci zdolniejsi podciągają słabszych, bo są zespołem i chcą wypaść jak najlepiej. Ale to jest już moja rola, by te napięcia rozładowywać, a konflikty przekuć w coś wartościowego.
– Co się dzieje z muzykami po skończeniu gimnazjum?
– Przez naszą pracownię przewinęło się dotąd ponad około 300 dzieciaków. Co roku zgłasza się ok. 40 nowych chętnych. Niewiele osób się wykrusza. Po gimnazjum często kontynuują granie, zakładają jakieś zespoły, wciąż się doskonalą. Jest też wiele osób, które grają z nami od początku, mimo że są już w liceach. To są już naprawdę zdolni muzycy. Dowodem tego może być fakt, że zagraliśmy z zespołem Kult na 60-leciu klubu Stodoła. Graliśmy w maju na Święcie Saskiej Kępy. Za chwilę rozpoczniemy serię cyklicznych wydarzeń związanych z koncertami gwiazd w Stodole. Ci najstarsi „weterani”, którzy są z nami od początku istnienia projektu, bardzo pomagają w fundacji. Zajmują się na przykład realizacją nagłośnienia, pomagają prowadzić portale społecznościowe. Oni siedzą w Szkole Rocka całą duszą. Stanowimy chyba jedną wielką rodzinę…
– Waszą siedzibą jest Gimnazjum nr 18, ale wiem, że fundacja nie ma żadnego biura. Wystarczy wam ta mała klitka?
– Fundacja nie ma żadnego własnego kąta. Teraz, gdy zaczynamy się rozwijać, będziemy go na pewno potrzebować. Uważam, że warto nam pomóc, bo naprawdę pozytywnie oddziałujemy na młodzież. Dyrekcja Gimnazjum nr 18 też to chyba widzi, skoro ufa nam już od kilku ładnych lat i zareagowała przerażeniem, gdy pojawił się plan, żeby się przenieść (śmiech). Chcielibyśmy, by inni dyrektorzy szkół też to zauważyli. Jeśli da się uratować 10 procent dzieciaków z każdej szkoły przed uzależnieniem od sieci, czy od innych zagrożeń, to już warto walczyć o kolejne pracownie muzyczne. Naprawdę niewiele trzeba. Wystarczy opróżnić gdzieś w szkolnej piwnicy jedno pomieszczenie na szczotki, rozstawić wewnątrz instrumenty, żeby po chwili zmienić je w salę prób. To na początek wystarczy, choć ja osobiście się staram, żeby nasze sale prób charakteryzowały się niebanalnym wnętrzem, w którym miło spędza się czas i chętnie do niego wraca. Na koniec potrzebny jest jeszcze instruktor, którego my zapewniamy. To działa jak muzyczne harcerstwo.
– Jest szansa, by fundacja zaistniała w innych częściach dzielnicy, miasta?
– No właśnie do tego przydałoby się jakieś maleńkie biuro, w którym można by koordynować projekt. No i fundusze, potrzebne choćby na instrumenty. Składamy prośby o dotacje w każdym możliwym miejscu. Projekt jest częściowo dofinansowany z dotacji dzielnicowych na Pradze-Południe, uderzamy też do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Spróbujemy zwrócić się o pomoc do Biura Kultury Urzędu Miasta st. Warszawy. Potrzebna nam jednak fachowa pomoc, bo jako fundacja dopiero raczkujemy i nie potrafimy się jeszcze swobodnie poruszać w gąszczu przepisów, grantów, dotacji… Naprawdę nie wiemy, do kogo i o co możemy pisać.
Przyglądamy się, jak działa projekt „Grajmy w szkole”, organizowany przez stowarzyszenia i fundacje muzyczne. Niestety, nie idzie to zbyt dobrze. Edukacja muzyczna generalnie kuleje w naszym kraju. A przecież kulturowość oparta jest w pierwszej kolejności na słowie i muzyce. Dajmy młodzieży jak najlepsze szanse rozwoju. Dajmy im gitarę, mikrofon, kartkę i ołówek, chociażby po to, żeby nie utonęli w czeluściach internetu. Każdemu z nich, bo tylko tak możemy być pewni, że nie zmarnuje się żaden talent.
Dziękuję za rozmowę
Andrzej Opala

Zapraszamy do współpracy szkoły, które chciałyby rozszerzyć swój wachlarz zajęć pozalekcyjnych o działania muzyczne, jak również organizacje pożytku publicznego celem wspierania projektu. Kontakt: Arkadiusz Krupa – mail: [email protected], tel. 694 559 479

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *