Felietony

Kto się boi naszej gazety?

Nie mam zwyczaju dzielenia się z Czytelnikami własnymi przemyśleniami, nie apeluję, ani nie komentuję rzeczywistości, w jakiej żyjemy. Staram się po prostu dobrze i rzetelnie redagować gazetę, tak, by każdy znalazł w niej coś dla siebie.
Na jednej z ostatnich sesji zostałem jednak wywołany „do odpowiedzi” z imienia i nazwiska, pozwólcie zatem Państwo, bym to na gorąco skomentował.
Głównym punktem porządku obrad XXXIX Sesji Rady Dzielnicy Praga-Południe była uchwała w sprawie zaopiniowania załącznika dzielnicowego do projektu uchwały budżetowej m.st. Warszawy na rok 2018. To jedno z najważniejszych zadań Rady Dzielnicy, bo chodzi przecież o pieniądze, za które będzie można poprawiać komfort życia mieszkańców. Niezależnie od opcji politycznej władz trzeba przecież m.in. remontować ulice i chodniki, dbać o oświetlenie i płacić pensje nauczycielom.
W toku dyskusji dowiedzieliśmy się, że na rok 2018 zaplanowano do dyspozycji dzielnicy środki w wysokości 642 652 353 zł. Na oświatę zaplanowano o blisko 28,5 miliona złotych więcej niż w 2017 r. Za przyjęciem projektu głosowało 13 radnych (12 z PO i radna z SLD). 9 radnych z PiS wstrzymało się do głosu. Takie wyrażenie swojego stosunku do uchwały musi zastanawiać. Na budżet rządzących nie głosujemy?
Kolejnym, interesującym momentem sesji był punkt, wprowadzony na wniosek radnych PO, dotyczący informacji Zarządu Dzielnicy na temat sytuacji prawnej i lokalowej mieszkańców budynku przy al. Waszyngtona 96. Podczas dyskusji istotnym komentarzem był głos radnego Karola Kowalczyka (PO): „Apeluję, szczególnie do tych doradzających i pomagających mieszkańcom Waszyngtona 96, aby byli świadomi skutków doradzania. Spadną one wyłącznie na poszkodowanych. Złe rady mogą m.in. skutkować tym, że zostaną oni z ogromnymi długami, a wniesienie pozwów do sądu uniemożliwi udzielenie pomocy mieszkaniowej przez dzielnicę”.
Radni PiS „interweniują”
Podczas interpelacji i zapytań radnych pojawił się nagle atak radnych PiS na naszą gazetę. Wywołały go m.in. informacja o prawomocnym wyroku sądowym wydanym na jednego z dzielnicowych radnych tej opcji, relacja z XXXVII Sesji Rady Dzielnicy pt. „Toksyczne insynuacje”, czy publicystyczna wypowiedź Tomasza Kucharskiego „Medialna jesień średniowiecza”, odnosząca się krytycznie do kreowania rzeczywistości, także dzielnicowej, przez tzw. media publiczne. Jedna z radnych PiS nazwała nasz miesięcznik „gazetką partyjną”, co rozśmieszyło mnie, jako od zawsze bezpartyjnego, za to byłego działacza „Solidarności”. Naprawdę trzeba wiele trudu, by znaleźć treści partyjne w naszej gazecie. Następnie dowiedzieliśmy się od radnych PiS, że „wypisujemy paszkwile” i „opluwamy” radnych opozycji. Radny Dariusz Lasocki (PiS) przeszedł od razu do konkretów: „Złożyliśmy do Regionalnej Izby Obrachunkowej zapytanie o to, czy nie łamiecie ustawy o finansach publicznych, wydając tę gazetę. Złożymy także wniosek do Państwowej Komisji Wyborczej o zbadanie, czy nie łamiecie ustawy o partiach politycznych i ustawy Kodeks Wyborczy. Uważamy, że ta gazeta jest skrajnie polityczna i skrajnie hejterska”. No cóż, łatwo rzucać takie oskarżenia bez pokrycia, ale widać, że ktoś naprawdę boi się prawdy…
Radny Michał Suliborski (PO) skomentował to następująco: „Nic i nikt nie przebije hejterskiej bezczelności waszej telewizji partyjnej, finansowanej z naszego abonamentu i naszych podatków”. Głos zabrał także burmistrz Kucharski, który powiedział m.in.: „Nie możemy mówić o tym, co się dzieje w dzielnicy bez pokazywania kontekstu. Poważne obawy budzi w nas to, co i jak z samorządnością robi Prawo i Sprawiedliwość. To działania PiS sprawiają, że polityka weszła do samorządu, do dzielnicy, do naszych domów. Musimy o tym mówić i uświadamiać to mieszkańcom. Sączycie ludziom do głów medialny przekaz zgodny z dyrektywą waszej partii. Nie ma to nic wspólnego z rzetelnością dziennikarską, z pokazywaniem faktów takimi, jakie są. Dlatego wydajemy gazetę, dzięki której mamy szansę przekazywać prawdziwe informacje o tym, co się w dzielnicy dzieje oraz odkłamywać to, co wasi „dyżurni” redaktorzy nam aplikują. Możecie próbować zamknąć nam tę możliwość wypowiadania się. Im bardziej intensywnie będziecie to robili, tym opór będzie większy”.
Uczciwe media
to nie kaprys władzy
W tej ostrej dyskusji musiałem się wypowiedzieć i ja. „Wsłuchuję się w zarzuty formułowane przez radnych PiS i mam wrażenie, że reakcja typu „uderz w stół, a nożyce się odezwą” zadziałała modelowo. Mam jednak prośbę. Czy państwo radni PiS potrafią wskazać mi, gdzie ich zdaniem kończy się w naszej gazecie relacja, informacja, publicystyka, a zaczyna się opluwanie i szkalowanie waszej partii? Czy do tekstów, na przykład historycznych albo traktujących o wydarzeniach kulturalnych i dokonaniach dzielnicy oraz jej mieszkańców, też stosujecie kryterium szkalowania i opluwania? Przyznam, że nie zauważyłem w drukowanych tekstach ani personalnych ataków, ani obraźliwych opinii”, powiedziałem. Przypomniałem też, że od początku wydawania naszej gazety deklarowałem otwarte łamy dla wszystkich, także radnych PiS. Zaowocowało to nawet kilkoma tekstami. Dodałem także, że jeśli ktoś uważa, że gazeta kłamie, mam obowiązek drukowania poważnych sprostowań i polemik.
Niestety, zamiast merytorycznej dyskusji dowiedziałem się m.in., że jestem marnym „redaktorzyną” (tymczasem mój staż w zawodzie wynosi dokładnie 26 lat) i „literatem”. Ten ostatni epitet ucieszył mnie najbardziej. Po pierwsze, jako autora dwóch książek, a po drugie, że już raz w historii naszego kraju pewien polityk właśnie od „literatów” wyzywał z trybuny sejmowej polską inteligencję, nie godzącą się na socrealizm i upartyjnienie sztuki.
Wobec tak nerwowych reakcji, a nawet donosów na dzielnicową gazetę, rodzi się pytanie, czy „DZIELNICA.pragapld” jest rzeczywiście tak skutecznym zagrożeniem dla osób zakłamujących rzeczywistość i prowadzących nagonkę na samorząd warszawski, że zrobią wszystko, aby uniemożliwić jej wydawanie?


Andrzej Opala
red. naczelny

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *