Publicystyka

Medialna jesień średniowiecza?

Obecna władza systematycznie, krok po kroku, demontuje instytucje demokratyczne w Polsce i atakuje przeciwników, umiejętnie korzystając przy tym z zawłaszczonej przez siebie telewizji państwowej i radia. Teraz rząd obiecuje, że pod koniec roku weźmie się za tzw. dekoncentrację mediów niezależnych. Z myślą o wyborach samorządowych prawdopodobnie zechce przede wszystkim uzyskać wpływ na prasę regionalną.
Tzw. media publiczne (czy, jak chce red. Turowski w swoim artykule na str. 4, media państwowe), czyli TVP i Polskie Radio, zostały zagarnięte przez obecną władzę jako pierwsze. Następnie zdemolowano kotwicę demokracji – Trybunał Konstytucyjny, zniszczono sprawdzony, europejski system edukacji i zlikwidowano demokratyczny wymiar sprawiedliwości. Walka z opozycją staje się coraz brutalniejsza, a autorytety są systematycznie niszczone i opluwane. Coraz rzadziej przywołuje się na przykład „niewygodne” cytaty z przemówień śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wystarczy przypomnieć akcję billboardową z cytatem śp. prezydenta na temat Krajowej Rady Sądownictwa: „Popierany przeze mnie postulat utworzenia Krajowej Rady Sądownictwa stanowił ważny krok na drodze do uczynienia z Polski demokratycznego państwa prawa”. Wystarczyło zderzyć je ze słowami jego brata, który stwierdził w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”, że „Krajowa Rada Sądownictwa to instytucja postkomunistyczna”, by okazało się, że obecny rząd wcale nie realizuje programu nieżyjącego prezydenta.
Trudno się więc dziwić, że według badań międzynarodowych instytucji niezależnych, takich jak Freedom House, Reporterzy Bez Granic, Europejska Federacja Dziennikarzy, Europejskie Centrum Wolności Prasy i Mediów czy Międzynarodowy Instytut Prasowy, Polska spada coraz niżej w rankingach wolności mediów.

Czarny scenariusz
O tym, że dekoncentracja mediów to jedna z reform, które rząd chce przeprowadzić w najbliższym czasie, mówił pod koniec lipca w TV Trwam prezes PiS. „Musimy ucywilizować rynek mediów, na którym niektóre podmioty kontrolują zbyt duży obszar”, sprecyzował ten zamiar na początku września wicepremier i minister kultury. Eksperci wskazują jednak, że gdyby zakazać koncentracji różnych mediów w jednym ręku, to pierwszą ofiarą zakazu powinno być toruńskie imperium, z jego telewizją, radiem, prasą, internetem i produkcją audiowizualną. Czyli zapewne będą wyjątki w restrykcyjnej ustawie.
Nie znając projektu tego dokumentu, trudno powiedzieć, co tak naprawdę szykuje rząd. Co czeka niezależne media? Jak rządzący zamierzają się ich pozbyć z krajobrazu państwa „prawa” i „sprawiedliwości”? Czy zadecydują względy ekonomiczne (dalszy ciąg braku reklam spółek Skarbu Państwa w mediach „niepokornych”, podwyższone podatki), czy też może polityczne? Na razie nic konkretnego nie wiemy, możemy tylko pisać czarne scenariusze. „PiS, rzucając hasło dekoncentracji, w gruncie rzeczy chce osłabić te media prywatne, które są jeszcze niezależne i krytyczne wobec mediów sprzyjających PiS-owi. W istocie chodzi więc nie o zwiększenie pluralizmu, tylko o jego ograniczenie, czy wręcz zlikwidowanie”, mówi prof. Maciej Mrozowski, medioznawca z Uniwersytetu SWPS. „Prawo dotyczące mediów nie może być jednak uchwalane bez szerokiej publicznej dyskusji”, podkreśla Juliusz Braun, członek Rady Mediów Narodowych. Z tym że, znając poczynania obecnego rządu, akurat na szerokie konsultacje społeczne ustawy medialnej bym nie liczył.

Skazani na TVP
Przygotowuje się nas do tej ustawy od dawna. Zaczęło się od wymiany szefów, a następnie masowych zwolnień niepokornych dziennikarzy w państwowym radiu i telewizji. Z ekranów zniknęły znane twarze, w eterze ucichły popularne głosy. Zaczęła się na wielką skalę manipulacja obrazem i przekazem informacji.
Pamiętajmy, że ze względu na dostępność sygnału są w Polsce ludzie skazani wyłącznie na „programy informacyjne” TVP. Czego się z nich dowiadują o wydarzeniach w kraju i na świecie? Praktycznie są odcięci od obiektywnych informacji i pod wpływem prezentowanych na antenach TVP „prawd” coraz bardziej „kochają” rząd i coraz mocniej nienawidzą swych rodaków. Tak dokonuje się podziału społeczeństwa na lepszy i gorszy sort.
Kłamstwo powtarzane
tysiąc razy…
Aby nie być gołosłownym w krytyce, pragnę przytoczyć kilka przykładów z ostatnich tygodni. W połowie sierpnia nad Polską przeszły potężne niszczycielskie nawałnice, które pozbawiły dachu nad głową setki rodzin (notabene wiele czeka na pomoc rządu do dziś). Polaków, tych świadomych, a nie karmionych kłamstwami TVP, oburzyła opieszałość rządu i fakt, że potrzebujący nie otrzymali pomocy wojska. Sołtys Rytla, wsi najbardziej poszkodowanej przez ostatnie nawałnice, wystąpił wówczas tego samego dnia w „Wiadomościach” TVP i „Faktach” TVN. Ta sama osoba, ta sama wypowiedź, a jednak na ekranie pojawiły się dwa różne obrazy sytuacji, o zupełnie innym wydźwięku. Serwis informacyjny TVP pokazał jedynie ten fragment wypowiedzi, w którym sołtys podkreślił, że ważna jest obecność wojska. Koniec, cięcie. Tymczasem w „Faktach” mogliśmy usłyszeć, że dobrze, iż wojsko jest, szkoda tylko, że przybyło tak późno, dopiero po czterech dniach od nawałnicy, i w tak nielicznej, 60-osobowej grupie. Ktoś może powiedzieć: o co toczymy bój, skoro to tylko słowa zwykłego sołtysa? Co wobec tego powiedzieć o wycięciu przez TVP fragmentu przemówienia prezydenta Andrzeja Dudy z obchodów Święta Wojska Polskiego, 15 sierpnia: „To jest armia Rzeczypospolitej Polskiej! To nie jest niczyja armia prywatna!”? Słowa te były niewątpliwie skierowane do ministra obrony, ale wielu Polaków ich nigdy nie usłyszało. Kolejna, znamienna sytuacja miała miejsce 14 września podczas naszej lokalnej uroczystości, gdy, jak co roku, oddawaliśmy hołd bohaterskim obrońcom Pragi z 1939 r. i powstańcom warszawskim. Obecne na uroczystości ekipy TVP3 Warszawa i Polskiego Radia skupiły się na… rzekomym skandalu, związanym z nieobecnością wojska na takiej uroczystości. Podkreślaliśmy wielokrotnie, że dopóki obecność pododdziału Kompanii Reprezentacyjnej WP będzie równoznaczna z odczytywaniem tzw. apelu smoleńskiego, nie mającego przecież nic wspólnego z bohaterstwem obrońców Warszawy w 1939 r., dopóty nie będzie naszej zgody na asystę wojskową. W relacjach TVP3 Warszawa skrzętnie pominięto głosy popierające decyzję zarządu Pragi-Południe. Skandal był, ale… tylko w telewizji państwowej.

Rola mediów niezależnych
Odpowiedzią na tego typu przekłamania i półprawdy, na oczywiste kłamstwa i manipulacyjne niedomówienia są wyłącznie media niezależne. Był to także powód skłaniający nas do podjęcia decyzji o wydawaniu naszej gazety „DZIELNICA.pragapld”. Chcieliśmy dotrzeć z prawdziwą, rzetelna informacją o dzielnicy i dziejących się tu wydarzeniach do jak najszerszej grupy odbiorców. Głównie tych, którzy nie korzystają z dobrodziejstw internetu. Była to także reakcja na to, co przy każdej medialnej okazji wyczynia w naszej dzielnicy choćby wspomniana już TVP3 Warszawa. Jej ekipy są przywoływane tylko wtedy, gdy można upiec jakąś polityczną pieczeń.
Zmanipulowano w „publicznych” mediach choćby sprawę dramatycznego wypadku chłopca, którego na ul. Umińskiego potrącił samochód. Nigdy nie poinformowano widzów TVP, że po wypadku władze dzielnicy poczyniły konkretne działania w sprawie poprawy bezpieczeństwa na przejściach przez jezdnie w pobliżu szkół.
Inny przykład. Budowa tak potrzebnego tramwaju na Gocław zrodziła protest grupy mieszkańców Saskiej Kępy i części działkowiczów z „ogrodowiska” przy ul. Kinowej i Waszyngtona. Na jednej z pikiet, na której demonstrowano zarówno za, jak i przeciw tej inwestycji, były różne ekipy telewizyjne, ale tylko Polsat zauważył moją obecność i wysłuchał moich argumentów. TVP nie była zainteresowana moją wypowiedzią.
Można by mnożyć przykłady tendencyjnych materiałów, montowanych tak, że wyrwane z kontekstu wypowiedzi radnych PO brzmią w nich kuriozalnie… Tylko po co? Albo ktoś to widzi i potępia, albo nie zauważa i daje przyzwolenie na niszczenie demokracji. Oby się ci ostatni nie obudzili za późno.
Demokracja to nie jest wyłącznie prawo większości, ale przede wszystkim uszanowanie praw mniejszości. Warto także pamiętać, że fakt, iż ktoś został wybrany przez większość wyborców (a nie przez większość społeczeństwa) nie oznacza, że ma zawsze rację.

Tomasz Kucharski
Burmistrz Dzielnicy
Praga-Południe

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *