Publicystyka

Toksyczne insynuacje

Obrady XXXVII Sesji Rady Dzielnicy Praga-Południe w dniu 29 sierpnia, mimo bardzo roboczego porządku obrad i urlopowego terminu, odbyły się w temperaturze bliskiej wrzenia. Stało się tak za sprawą radnych Prawa i Sprawiedliwości, którzy postanowili przetestować na zebranych tzw. zarządzanie emocjami.
Motyw ich postępowania jest oczywisty. Gdy nie ma się zamiaru zgodnie, razem z całym samorządem Pragi-Południe, ciężko pracować na rzecz mieszkańców, bo mogłoby to przysporzyć punktów także rządzącym w dzielnicy przeciwnikom politycznym, to najłatwiej jest grać na emocjach.

Pierwszy zgrzyt
Sesja rozpoczęła się rozgrzewką, czyli łagodnym iskrzeniem między radnymi PiS a radnymi PO i Zarządem Dzielnicy, podczas rozpatrywania skargi kierowcy, który wjechał do wypełnionego wodą rowu w pobliżu ul. Międzynarodowej, obok Parku Skaryszewskiego i domaga się od dzielnicy odszkodowania. PZU, w którym miasto jest ubezpieczone od tego rodzaju odpowiedzialności, odmówił wypłacenia odszkodowania, traktując zdarzenie jako efekt nieuwagi lub braku umiejętności w kierowaniu pojazdem. Taki werdykt jest wiarygodną podstawą, aby skargę kierowcy na działanie Zarządu Dzielnicy uznać za bezzasadną. Jednak zdaniem radnych PiS, burmistrz powinien zaspokoić roszczenia kierowcy. Dlaczego? A dlatego, że ich zdaniem zabezpieczenie tego rowu nie było wystarczające, znaki drogowe są mało czytelne, a poza tym kierowcy muszą gdzieś parkować i powinni mieć tam parking. Swoją drogą ciekawe, jak skomentują tę postawę radnych PiS obrońcy Parku Skaryszewskiego, twórcy programu „Cicho jest w Parku Skaryszewskim”? Wniosek nasuwa się sam: praktyka radnych PiS jest taka, że można użyć każdego argumentu, jeżeli tylko nadaje się on do zwalczania przeciwnika politycznego.

Zgrzyt drugi
Radny Karol Kowalczyk (PO) zaapelował o udzielenie wszelkiej możliwej pomocy lokatorom kamienicy przy al. Waszyngtona 96, gdzie firma Orange sprzedała prywatnym firmom 26 mieszkań z lokatorami. Odpowiadając na ten apel, burmistrz Tomasz Kucharski poinformował radnych, że z inicjatywy Zarządu Dzielnicy doszło do spotkania z poszkodowanymi. „Zorganizowaliśmy to spotkanie, żeby lepiej ocenić obecną sytuację i zbadać możliwości pomocy, jaką możemy udzielić potrzebującym. Wyjaśniliśmy mieszkańcom sytuację prawną w jakiej się znaleźli. Podaliśmy im, gdzie mogą otrzymać bezpłatną pomoc prawną. Urząd oddelegował też pracownika do bieżącej współpracy z mieszkańcami. Sprawa jest niezwykle bulwersująca.
Zapewniłem mieszkańców sprzedanych lokali, że wykorzystam wszystkie możliwości, jakie posiadamy. W świetle obowiązującego prawa są one, niestety, dosyć skromne, ale dołożymy starań, aby pomoc była skuteczna”, stwierdził burmistrz.
Radni PO przyjęli tę informację z uwagą i zrozumieniem. U radnych PiS relacja burmistrza wywołała jednak reakcję, której celem było zmarginalizowanie tak pozytywnej dla mieszkańców postawy władz dzielnicy. Wprawdzie radna Romualda Wąsik (PiS) wyraziła nawet radość z podejmowanych przez burmistrza działań, ale uznanie natychmiast skontrowała przypomnieniem, że w związku z reprywatyzacją mamy mnóstwo mieszkańców, którzy zostali wykupieni, mają podwyższone czynsze i wyłączany prąd. „Uważam, że powinno się coś ruszyć, aby ci ludzie nie byli pozostawieni sami sobie, bo są sami”, zakończyła odważnie.
„Nie jest prawdą, że nie pomagamy ludziom z reprywatyzowanych kamienic”, odpowiedział burmistrz Kucharski. „Pomagamy im na miarę naszych możliwości prawnych. I pani o tym doskonale wie. Rada Warszawy uchwaliła regulacje, dzięki którym możemy pomóc osobom, które ukończyły 70. rok życia. Wobec nich nie musimy stosować kryterium metrażu ani dochodów. Z tych regulacji skorzystamy także w przypadku lokatorów z al. Waszyngtona 96”.

Zgrzyt numer trzy
Rzeczowe informacje i fakty przytaczane przez burmistrza, nie sprowadziły radnych PiS z kolizyjnego kursu, który sobie zaplanowali. Radny Damian Paczkowski (PiS) wyciągnął przygotowaną karteczkę i odczytał z niej kilka pytań. Dotyczyły wykupu przez miasto roszczeń do części nieruchomości przy ul. Grochowskiej 230 A. Warto przypomnieć, że miasto skorzystało z prawa pierwokupu zapisanego w tzw. małej ustawie reprywatyzacyjnej i dzięki temu wielu lokatorów tej nieruchomości może spać spokojnie. „Za jaką kwotę dokonano wykupu? Jakimi kryteriami się kierowano przy wyborze tej nieruchomości? Czy ma to związek z toczącym się śledztwem prokuratorskim w sprawie reprywatyzacji tej nieruchomości?”, pytał radny.
I znowu klasyczna sytuacja. Oto dzielnica cieszy się z sukcesu i zadowolenia mieszkańców wykupionej nieruchomości, a radni tej dzielnicy, tyle że z opozycyjnego PiS, robią wszystko, żeby ten sukces jak najszczelniej przykryć.
Gra brudnymi emocjami
Dynamika wydarzeń na Sesji jednak nie słabła. Dla wzmocnienia interpelacji radnego Paczkowskiego, w szranki wstąpił radny Dariusz Lasocki (PiS).
„Jest oczywiście ważne, aby miasto, które nie działało przez ostatnie 10 lat, zaczęło pomagać mieszkańcom”, stwierdził na wstępie. Potem, posługując się publikacją dziennikarek „Gazety Wyborczej”, opisujących meandry i cienie reprywatyzacji w Warszawie, przywołał byłego burmistrza Śródmieścia, Wojciecha Bartelskiego. Zacytował zdania, chwalące go za aktywność i działanie niezgodne z metodami, stosowanymi w procesie reprywatyzacji przez ówczesne Biuro Gospodarki Nieruchomościami.
„Pan, panie burmistrzu, nie działał tak, jak pański partyjny kolega, w sprawach mieszkańców dotkniętych reprywatyzacją. Pan w ogóle nie działał”, stwierdził radny Lasocki. „Niedawno na antenie programu trzeciego PR odbyła się dyskusja o problemie Skaryszewskiej 11. Dla mnie najbardziej przykre w tej audycji było to, że jedna z uczestniczek, mieszkanka naszej dzielnicy, poprosiła, aby zmodulowano jej głos, tak by nie została rozpoznana. Co się dzieje w urzędzie na Grochowskiej 274, że mieszkańcy boją się występować pod własnym nazwiskiem i mówić swoim głosem?”, zapytał dramatycznie radny. Dodał jeszcze, że burmistrz Kucharski zapewne nic nie zrobił, aby chronić działki przy Kinowej i Waszyngtona, bo dziennikarki z „Gazety Wyborczej” nic o tym nie napisały. Cóż, takie ma się źródła, jakie argumenty. Ale to już wybór radnego.
Znakomita większość osób, słuchających wystąpienia radnego Lasockiego (szeregi radnych PiS już znacznie stopniały, bo pora była późna), poczuła się zażenowana. Toksyczne insynuacje zawarte w jego wypowiedzi zdecydowanie przekroczyły granice przyzwoitości i obowiązującej poprawności. O głos poprosił, wielokrotnie wywoływany imiennie przez radnego, burmistrz Tomasz Kucharski. „To, co pan powiedział, jest potwarzą, kłamstwem i manipulacją faktami. Z mieszkańcami Skaryszewskiej 11 spotykałem się wielokrotnie. Powinien Pan o tym pamiętać, gdyż był Pan na pierwszym spotkaniu. Udzielaliśmy im wyczerpujących informacji i wszelkiej możliwej pomocy. W efekcie już 9 lokatorów otrzymało nowe mieszkania lub ich wnioski rozpatrzone zostały pozytywnie i w niedługim czasie te mieszkania otrzymają. W pomoc jednej z pań, której nie przysługiwało mieszkanie komunalne, zaangażowałem się osobiście. Udało się i otrzymała pomoc z zasobów TBS. Powie jej pan, że jej sprawa to drobnostka wobec skali problemu? Powie jej pan, że to drobnostka, która udała się burmistrzowi? Dobrze też pan wie, że wielu pozostałym lokatorom Skaryszewskiej 11 trudno pomóc, bo… źle im doradził jakiś prawniczy geniusz. Przy okazji zapytam, gdzie pan, jako prawnik, wtedy był?
Mówienie o tym, że ktoś prosi o zmodulowanie głosu, by nie być rozpoznanym i wysnuwanie z tego wniosku, że ta osoba boi się urzędu dzielnicy, jest ordynarnym pomówieniem, potwarzą i rzucaniem cienia na dobre imię władz samorządowych dzielnicy. Zrobił pan to świadomie i nie pierwszy raz. Ponadto, mam przekonanie, że rozmowa z panem o faktach jest bezzasadna, bo pan nie chce takiej rozmowy. Domyślam się dlaczego. Bo mógłbym panu, czy pani radnej Wąsik narobić kłopotu, pytając, co zrobiliście przez dwa lata rządów PiS, aby uchwalić porządną ustawę reprywatyzacyjną? My, w dzielnicy, podobnie jak burmistrz Bartelski, mieliśmy ogromny dystans do działań BGN, do całego przebiegu reprywatyzacji. Jako urzędnicy zmuszeni byliśmy jednak wykonywać konkretne wyroki sądu. Dzisiaj żerowanie na ludzkiej krzywdzie, na tragedii starszych osób, którym odbiera się dach nad głową, jest łatwe. Tzw. mała ustawa została uchwalona dzięki inicjatywie warszawskich posłów PO. Dzięki niej możemy wykupywać roszczenia i zatrzymać reprywatyzację w konkretnych przypadkach. Pytam więc pana i radnych PiS – ile interpelacji złożyliście do swoich posłów, jaki lobbing przeprowadziliście, aby utorować drogę prawu, na które czeka tak wielu mieszkańców, także naszej dzielnicy, gdzie jest ustawa, której projekt od miesięcy leży w szufladach polityków waszej partii? A może cisza, która panuje wokół tej ustawy jest zamierzona? Może ma tak być? Łatwo wytykać błędy, wygodnie rozkręcać prokuratorskie dochodzenia i czerpać z tego paliwo do oczerniania samorządu, którym kieruje Platforma Obywatelska albo radni nie startujący z list PiS. Kiedy dochodzi do konkretów, gdy coś trzeba skonstruować, a nie zburzyć, brakuje wam umiejętności i chęci. Tak było też w przypadku działek przy Kinowej i Waszyngtona. To ja przeprowadziłem skuteczny lobbing i mam uzasadnione nadzieje, że niebawem ten teren zostanie zabezpieczony planem miejscowym. Ja wiem, że pana i pańskich kolegów boli, iż Kucharskiemu może się udać to, czego wy nawet nie spróbowaliście zrobić. Ale trzeba będzie to przełknąć, panie radny Lasocki”, powiedział burmistrz Kucharski.
W ciszy, jaka zapanowała po tym wystąpieniu, głos zabrał radny Marek Borkowski (PiS), który poinformował Radę, że złoży doniesienie do prokuratury. Okazuje się, że na poprzedniej Sesji, gdy rozpatrywano skargi mieszkańców, nie wyłączono transmisji obrazu i dźwięku. W efekcie na stronach internetowych BIP zamieszczono pełne nagranie, co jest złamaniem prawa i naruszeniem ustawy o ochronie danych osobowych. Burmistrz Kucharski zarządził natychmiastowe zdjęcie tego nagrania i wdrożenie procedury sprawdzającej.
Ostatnim mówcą podczas XXXVII Sesji Rady Dzielnicy był Michał Byrski, działacz Rady Osiedla Gocław. Zadał on m.in. następujące pytanie radnemu Borkowskiemu: „Jak to się dzieje, że człowiek skazany prawomocnym wyrokiem sądu za naruszenie nietykalności cielesnej, stał się nagle wybitnym ekspertem od ochrony danych osobowych?”. Odniósł się tym samym do bulwersującej sprawy, którą opisaliśmy w poprzednim wydaniu naszej gazety.
Przypomnijmy, że sąd uznał radnego Borkowskiego winnym naruszenia nietykalności cielesnej i znieważenia. Skazany radny ustąpił z funkcji prezesa spółki należącej do holdingu zbrojeniowego PGZ S.A. Być może doszedł do wniosku (niekoniecznie sam), że zasiadanie w fotelu prezesa w państwowej spółce z wyrokiem w papierach, naraża tę spółkę na poważne straty, głównie wizerunkowe. A co z poczuciem niesmaku wyborców, mieszkańców Pragi-Południe? Stąd zapewne pytanie pana Byrskiego.
Podobnych pytań do radnego w tej sprawie można mieć więcej. Czy brak honorowego zachowania radnego i niezrzeczenie się mandatu dowodzi, że radny Borkowski nie szanuje swoich wyborców? Dlaczego radny, znany ze swej nadzwyczajnej aktywności na portalach społecznościowych, nie ustosunkował się dotąd do prawomocnego wyroku, który zapadł w jego sprawie? Czy zdecydował, że komu jak komu, ale społeczności naszej dzielnicy, w imieniu której sprawuje mandat radnego, nie będzie się tłumaczył z poturbowania współmieszkańca? A może radny Borkowski jednak zamierza zachować się honorowo i na kolejnej, wrześniowej Sesji Rady Dzielnicy, ogłosi swoją decyzję?
Na odpowiedzi czeka nie tylko pan Michał Byrski i mieszkańcy, ale także radni PO, którzy w tej sprawie przyjęli stanowisko, opublikowane na łamach naszej gazety i w „Mieszkańcu”.
(red)

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *