Publicystyka

Buta radnego ukarana

Sąd uznaje oskarżonego za winnego zarzucanego mu czynu, czyli naruszenia nietykalności cielesnej poszkodowanego i znieważenia go poprzez zamieszczenie na stronach internetowych filmiku zatytułowanego „Pieniacz”. To wyrok jakich wiele w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Południe. Tyle tylko, że tym razem dotyczy radnego dzielnicy, człowieka, który bardzo często sam ocenia zachowanie i postawę innych, nie stroniąc przy tym od ostrego moralizowania. Mimo prawomocnego wyroku, Marek Borkowski, radny Rady Dzielnicy Praga Południe, członek Prawa i Sprawiedliwości, nie ma sobie jednak nic do zarzucenia…

 „Miałem z Borkowskim naprawdę dobre kontakty. Problemy zaczęły się, kiedy zainteresowały mnie umowy, które on, jako p.o. prezesa Zarządu Spółdzielni, podpisał ze swoimi dobrymi znajomymi”, opowiada Jacek Prus, sponiewierany przez radnego Borkowskiego członek Spółdzielni Mieszkaniowej Osowska na Pradze-Południe. „Jedną podpisał z kolegą, który miał zrobić audyt finansowy w spółdzielni, nie mając do tego żadnych uprawnień. Jak wynika z zapisu w rejestrze, jego spółka zajmowała się doradztwem personalnym. Raczej trudno pomylić doradztwo personalne ze sporządzeniem audytu finansowego. Okazuje się jednak, że można. W umowie, którą p.o. prezesa radny Borkowski podpisał z tym panem, zadbano nawet o takie „szczegóły”, jak zwrot kosztów paliwa do samochodu (ciekawe, jakie przewidywano podróże, gdy dokumenty są przechowywane w siedzibie spółdzielni) czy zakup materiałów biurowych dla tego pana. Druga umowa zawarta z koleżanką powierzała jej zarzadzanie spółdzielnią. Czyli Zarząd, Rada Nadzorcza i jeszcze zarządzający. Bogato jak na przeciętną spółdzielnię mieszkaniową”, podkreśla Jacek Prus.
Gdy 30 stycznia 2014 r. pan Prus pojawił się na posiedzeniu Rady Nadzorczej, w którym brał udział także p.o. prezesa radny Borkowski, i zarzucił mu nepotyzm oraz zawarcie niekorzystnych dla spółdzielni umów, został przez niego fizycznie zaatakowany. „Borkowski wyszedł zza stołu i zaczął popychać mnie brzuchem, krzycząc «Co pan do mnie ma?!». Potem złapał mnie za szyję, założył nelsona i rzucił na stół. Byłem po wypadku samochodowym i miałem zaburzenia równowagi, a rękę na temblaku. Ja, ileś lat starszy i kontuzjowany – on, podobno trenujący jakieś karate… Pozbierałem się i kiedy znowu wystartował do mnie, chwyciłem za krzesło, żeby się bronić. Zrobił się krzyk. On zaczął filmować mnie z tym krzesłem swoim telefonem. Potem z tego zmontował filmik i puścił w internecie.
Wynikało z niego, że to niby ja rzuciłem się na niego”, wspomina Jacek Prus.
Szarpiących się rozdzielono. Atmosfera w spółdzielni, i tak nie najlepsza, jeszcze się zagęściła, a p.o. prezesa i jego zausznicy zaczęli rozpuszczać informacje, że Radę Nadzorczą tworzą nieodpowiedni ludzie, sitwa i złodzieje, których jak najszybciej trzeba odwołać. Dążyli do zwołania Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia członków Spółdzielni Mieszkaniowej Osowska.
Jak chcieli, tak się stało. Jednak zgromadzenie to nie odwołało Rady Nadzorczej, tylko… radnego Borkowskiego. I to w trybie natychmiastowym. O „sukcesach” radnego Rada Nadzorcza SM Osowska poinformowała w specjalnym piśmie Przewodniczącego Rady Dzielnicy Praga-Południe. Radny Borkowski uznał, że pismo to miało charakter szkalujący go i złożył w sądzie powództwo cywilne o ochronę dóbr osobistych przeciwko członkom Rady Nadzorczej.
„Tego było już za wiele. Borkowski od lat rozgłasza, że jako radny ma ogromne sukcesy, że reprezentuje mieszkańców dzielnicy i wsłuchuje się w ich głosy, że jest uczciwy i bezkompromisowy. W swoich interpelacjach piętnuje i zwalcza nepotyzm, który, jego zdaniem, szerzy się we władzach samorządowych. Zdenerwował mnie tą obłudą i postanowiłem oddać do sądu swoją sprawę o naruszenie mojej nietykalności cielesnej i znieważenie mnie”, mówi Jacek Prus.

Ugoda za pieniądze? Nie!

Poszkodowany zapewnia, że gdyby radny Borkowski wyciągnął rękę do zgody i przeprosił go, to sprawy by nie było. Zamiast przeprosin, pełnomocnik radnego Borkowskiego zaproponował, aby Jacek Prus… za siedem tysięcy złotych „zapomniał” o zdarzeniu i wycofał pozew! Buta i przekonanie o tym, że swoje racje można egzekwować każdą metodą, zwyciężyło. Trudno się jednak temu dziwić w sytuacji, gdy informacja o „wyczynach” radnego Borkowskiego, przekazana pisemnie do centralnych władz PiS, nie spowodowała żadnej reakcji. A przecież każdy kandydat na radnego, nawet z obecnie rządzącej partii, musiał odpowiedzieć na szereg pytań. Jedno z nich wymuszało, by ci, którzy chcą wystartować w wyborach z list PiS, przyznali się, czy byli karani i czy aktualnie prowadzone jest przeciwko nim postępowanie karne.
Jacek Prus, znając te zasady, na kilkanaście dni przed listopadowymi wyborami samorządowymi w 2014 r. skierował pismo do prezesa Jarosława Kaczyńskiego i osobiście złożył je w centrali partii na ul. Nowogrodzkiej. Napisał m.in: „Jestem zobowiązany powiadomić Pana, że wobec Pana Marka Piotra Borkowskiego, członka PiS, kandydata na radnego Dzielnicy Praga-Południe, prowadzona jest sprawa karna w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Praga-Południe. (…) To zawiadomienie kieruję do Pana, Panie Prezesie, nie jako wyraz osobistej zemsty, lecz w celu zapobieżenia wystawiania na ośmieszenie Partii kierowanej przez Pana”.
Jak się jednak okazało, w Prawie i Sprawiedliwości inne standardy moralne i wizerunkowe obowiązują członków tej partii, a inne przeciwników PiS. Dzisiaj jest to już powszechnie znany fakt i nikogo nie zaskakuje, jednak w 2014 r. takie praktyki wywoływały u większości Polaków co najmniej zdziwienie. Dla porządku należy odnotować, że pan Borkowski otrzymał niezbędne błogosławieństwo od władz PiS i został radnym dzielnicy na obecną kadencję.

Wyrok

Fakt ten jednak nie przeszkodził wymiarowi sprawiedliwości w rzetelnym rozpatrzeniu jego „wyczynów”. W efekcie Sąd Rejonowy uznał go winnym zarzucanych mu czynów i to zarówno w pierwszej, jak i w drugiej instancji. W uzasadnieniu wyroku czytamy między innymi: „(…) Czyny przypisane Markowi Borkowskiemu są występkami o znacznym stopniu ich społecznej szkodliwości, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności, iż zostały popełnione przez osobę pełniącą funkcję radnego, a zatem funkcję publiczną”. I dalej: „(…) Dla Sądu, zachowanie Marka Borkowskiego to świadectwo lekceważącego stosunku do porządku prawnego i społecznego”. Na koniec sąd w uzasadnieniu stwierdza: „(…) Wobec oskarżonego, jako osoby pełniącej funkcje publiczne, która nie zdobyła się na pojednanie z pokrzywdzonym, nie wykazała żadnej skruchy w toku postępowania, a swoją osobę ukazywała jako faktyczną ofiarę działań Jacka Prusa, nie można w takiej sytuacji rozważać np. instytucji warunkowego umorzenia postępowania. (…) Od osób pełniących funkcje publiczne społeczeństwo ma prawo oczekiwać, iż będą skrupulatnie przestrzegały porządku prawnego”.

Finał na Sesji Rady

Sprawa znalazła swój finał podczas Sesji Rady Dzielnicy, która odbyła się 25 lipca. Radna Bożena Manarczyk (PO) zwróciła się do Zarządu z pytaniem, czy opublikuje oświadczenie Klubu Radnych PO, odnoszące się do skazania prawomocnym wyrokiem Sądu radnego Marka Borkowskiego (PiS). Jego klubowy kolega, radny Dariusz Lasocki, szybko dał wówczas do zrozumienia, że „sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Gdy radna Manarczyk chciała zaprezentować Zarządowi treść oświadczenia, brutalnie przerwał jej, głośno domagając się udzielenia mu głosu.
– W jakim trybie? – zapytał prowadzący obrady Marcin Kluś.
– Bez trybu! – odpowiedział radny Lasocki.
– To nie sala sejmowa, panie radny! Proszę nie przeszkadzać! Pani radna, proszę kontynuować – zdecydowanie interweniował przewodniczący.
Gdy radna Manarczyk zaprezentowała Zarządowi treść oświadczenia, które w całości drukujemy poniżej, na twarzach radnych Platformy Obywatelskiej nie było widać zadowolenia. Raczej smutek i zażenowanie, takie jak na twarzach radnych Prawa i Sprawiedliwości. Nic dziwnego. Tego rodzaju czyny rzucają niemiłe odium na całą Radę. I wszyscy radni muszą się z tym uporać.
Pytanie tylko, czy radni PiS będą chcieli uznać fakty potwierdzone wyrokiem niezawisłego Sądu. Od początku „dobrej zmiany” mamy bowiem do czynienia z nieustannym łamaniem wszelkich reguł przez rządzących i burzeniem ładu prawnego. Gdy dzieje się to na szczeblu krajowym, skutki dotykają zwykłego obywatela natychmiast. Zwykle efekty odczuje on po upływie pewnego czasu. Jednak w gminie, mieście czy dzielnicy to, jacy ludzie zajmują się naszymi sprawami, ma bezpośrednie i natychmiastowe przełożenie na jakość naszego życia. Dlatego tak istotne jest pytanie, które znalazło się w oświadczeniu radnych PO: czy człowiek, który dla zrealizowania osobistych interesów gotów jest pobić i pozbawić godności współmieszkańca dzielnicy może być reprezentantem tej społeczności? Odpowiedzieć sobie na nie musi każdy z mieszkańców Pragi-Południe, zanim uda się do urn wyborczych.
Wojciech Kaszub

OŚWIADCZENIE
Klubu Radnych Platformy Obywatelskiej
Rady Dzielnicy Praga-Południe

Zwracamy się do radnych Prawa i Sprawiedliwości Rady Dzielnicy Praga-Południe o jednoznaczną ocenę etyczną i polityczną postępowania radnego Marka Borkowskiego, członka Klubu Radnych PiS, w wyniku którego został on skazany przez sąd prawomocnym wyrokiem.
Z ogromnym zdziwieniem i zażenowaniem dowiedzieliśmy się, że radny M. Borkowski został uznany winnym naruszenia nietykalności cielesnej mieszkańca Pragi-Południe. Sąd, skazując go, i to zarówno w pierwszej jak i w drugiej instancji, w  uzasadnieniu wyroku napisał między innymi: „Czyny przypisane Markowi Borkowskiemu są występkami o znacznym stopniu ich społecznej szkodliwości, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności, iż zostały popełnione przez osobę pełniącą funkcję radnego, a zatem funkcję publiczną”. Komentując działania radnego M. Borkowskiego, dążące do ośmieszenia pokrzywdzonego, a polegające na zamieszczeniu w internecie filmiku, ukazującego nieprawdziwy przebieg zdarzeń, sąd podkreślił, że takie postępowanie „niewątpliwie potęguje stopień naruszenia czci i godności pokrzywdzonego. Dla sądu, zachowanie Marka Borkowskiego to świadectwo lekceważącego stosunku do porządku prawnego i społecznego”.
Jako radni dzielnicy, uważamy, że to, jacy ludzie zajmują się sprawami mieszkańców Pragi-Południe, ma bezpośrednie i natychmiastowe przełożenie na jakość naszego życia. Dlatego pytanie, czy człowiek, który z nieznanych nam i niezrozumiałych powodów gotów jest pobić i pozbawić godności współmieszkańca dzielnicy, może być reprezentantem tej społeczności – jest fundamentalne. Właściwa ocena etyczna takiego postępowania jest obowiązkiem każdego radnego, niezależnie od przynależności partyjnej. Jako radni Klubu Radnych Platformy Obywatelskiej potępiamy karygodne postępowanie Marka Borkowskiego. Uważamy, że nie powinien sprawować mandatu radnego. Dlatego zwracamy się do członków Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości, którego M. Borkowski jest członkiem, z apelem o jednoznaczną ocenę jego czynu i wyciągnięcie wszelkich dostępnych radnym konsekwencji, także politycznych.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *