Z perspektywy radnej

Znak zakazu zamiast nakazu!

Do napisania tego felietonu skłonił mnie wypadek, którego byłam naocznym świadkiem. To kolejna poważnie wyglądająca stłuczka na rogu Terespolskiej i Grochowskiej, spowodowana faktem, że polscy kierowcy zwracają uwagę głównie na znaki zakazu.
W tym miejscu, gdzie jadąc na wschód nie ma możliwości skrętu w lewo z Grochowskiej w Terespolską, Zarząd Dróg Miejskich zawiesił przed laty jedynie dwa znaki nakazu jazdy na wprost. Stało się tak wbrew wielokrotnym prośbom radnych, władz dzielnicy i mieszkańców. Sama, blisko trzy lata temu, jesienią 2014 r., napisałam interpelację dotyczącą zmiany znaku nakazu na wyraźny znak zakazu skrętu w lewo! I co? I nic. ZDM nie zareagował.
Tymczasem codzienna sytuacja na tym skrzyżowaniu wygląda dokładnie tak, jak podczas widzianego przez mnie wypadku: najpierw szary lanos, łamiąc przepisy, cudem zmieścił się między ruszającymi z przystanków tramwajami i przemknął w Terespolską. Za nim sztuczka ta udała się jeszcze jednemu kierowcy. Widząc to, prowadząca białego peugeocika dama postanowiła wbrew znakowi nakazu skopiować wyczyn kolegów. Niestety, nie miała tyle szczęścia, co oni. Nie zauważyła, że ulicą Grochowską od strony Ronda Wiatraczna nadciągnęła fala aut, mających wyraźnie zielone światło na skrzyżowaniu z Terespolską. Jechały z normalną, dozwoloną prędkością, ale w sytuacji, gdy z najmniej spodziewanej strony przed autem pojawia się intruz wjeżdżający wprost pod maskę, prowadzący nie ma najmniejszych szans na reakcję. Tak jak kierowca feralnego ciemnego golfa. Uderzony przez niego peugeot z impetem obrócił się wokół własnej osi i zatarasował wyjazd z Terespolskiej. Oba auta zostały skasowane.
Na szczęście ani prowadzącej peugeota, ani kierowcy golfa, nic się nie stało. Nie ucierpieli także licznie zgromadzeni przy przejściach dla pieszych przechodnie, którzy przecież mogli stać się ofiarami uderzenia któregoś z aut. Ale rozbite auta, nawet ubezpieczone, to jednak duża strata dla ich posiadaczy.
A wszystko przez upór urzędników i decydentów z Zarządu Dróg Miejskich, którzy są głusi na prośby o zamianę znaków. Jeżeli nie wiedzą, jak się za to zabrać, chętnie podpowiem. Proszę czytać powoli i ze zrozumieniem. Podaję na wszelki wypadek kolory znaków, żeby się ZDM-owi nie pomyliło. Wystarczy przywieźć dwa nowe znaki ZAKAZU SKRĘTU W LEWO (będące przecież dokładnie tej samej wielkości i kształtu, co obecnie wiszące), wejść na drabinę, odkręcić kluczem „czternastką” znaki niebiesko-białe, przykręcić tymi samymi śrubami znaki czerwono-biało-czarne i po sprawie. Cała operacja mogłaby trwać krócej niż kwadrans. Bo zakaz to zawsze zakaz, a nakazywać Polakom można, zdaje się, do woli…
I jeszcze jedno: nie czekajmy na ofiary śmiertelne…
Bożena Manarczyk

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *