Na zdrowy rozum

Żegnaj Rektorze

Za oknami lato, wakacje, a je niestety o smutnym wydarzeniu. No cóż bieg wydarzeń nie zawsze pozwala cieszyć się słońcem.
„Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą./Zostają po nich buty i telefon głuchy” – pisał ksiądz Jan Twardowski. Te słowa przychodzą mi na myśl zawsze, ilekroć dociera do mnie smutna wiadomość o rozstaniu z kimś bliskim. Tak jest i w tym przypadku, kiedy kilka tygodni temu dowiedziałem się o przedwczesnej śmierci profesora Zdzisława Nowakowskiego.
Pragnę ten felieton poświęcić właśnie jemu, bo był człowiekiem nader skromnym. Żadne media nie odnotowały końca jego drogi, a przecież u nas, na Saskiej Kępie, bywał co dzień.
Zdzisław nie był mieszkańcem Saskiej Kępy, ale dla jej promocji i dla edukacji zrobił dużo więcej niż niejeden mieszkaniec. Tu, na Meksykańskiej, prowadził Wyższą Szkołę Informatyki, Zarządzania i Administracji, czyli popularną „Dobrą Uczelnię”, której rektorem był od 2001 r. aż do ostatnich dni. Niezwykle wyrozumiały, acz wymagający Zdzisław był nie tylko szefem, był duszą tej uczelni.
Miałem tu przyjemność wykładać i tu właśnie zeszły się nasze drogi. W tej uczelni, jak w soczewce, odbijały się wszystkie problemy prywatnych szkół wyższych, które nie są i nie były oczkiem w głowie ministrów szkolnictwa wyższego. Trzeba było i trzeba nadal wiele talentu, by utrzymać poziom takiej niewielkiej, acz ambitnej uczelni. Profesor Zdzisław Nowakowski to potrafił.
Wspominając Go, muszę choć kilka słów napisać o jego karierze zawodowej.
Studia wyższe odbył w latach 1974-1979 na Wydziale Elektroniki Politechniki Warszawskiej, a w latach 1977-1981 studiował na Wydziale Handlu Zagranicznego SGPiS (dzisiaj SGH), uzyskując dyplom ekonomisty.
Stopień doktora nauk humanistycznych nadała mu w 2000 r. Rada Wydziału Politologii UMCS w Lublinie, a w roku 2011 nadano mu stopień doktora habilitowanego.
Karierę zawodową rozpoczął jako członek Rady Nadzorczej Studenckiej Spółdzielni Pracy Universitas w Warszawie. Następnie pracował w wielu spółkach, pełnił rozmaite funkcje, w tym m.in. był prezesem Rady Fundacji Andrzeja Boboli i członkiem kapituły godła „Teraz Polska”.
Jego pasją stała się jednakże nauka, edukacja i zarządzanie szkołą.
O ile na początku XXI w., podczas wyżu demograficznego, studentów nie brakowało, o tyle kilka lat później potrzeba było wielu starań i dużej pasji oraz umiejętności zarządczych, aby szkoła przetrwała trudne chwile. Profesor Nowakowski łączył i pasję, i umiejętności, i dar sprawnego zarządzania. Dzięki niemu szkoła tętniła życiem.
Po wielokroć prowadziłem z nim długie rozmowy na różne tematy. Umiał słuchać, chciał słuchać, co dzisiaj jest cechą rzadką, ale też swoich poglądów bronił w sposób nieustępliwy.
No cóż, broni ich teraz  przed najwyższym tronem.
A tu, na ziemi, pozostaje nam żyć nadzieją, że dzieło profesora będzie godnie kontynuowane, że nigdy nie umilknie studencki gwar na Meksykańskiej.
Żegnaj Rektorze,
żegnaj przyjacielu.
Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *