Aktualności

Czyja to reforma?

Kiedy Janek pójdzie 1 września do 6 klasy, zapewne będzie miał już innego wychowawcę. Jego pani, która była dotychczas wychowawczynią, nie mając wymaganych uprawnień, nie będzie tzw. przedmiotowcem i pracy ze swoją dotychczasową klasą raczej nie będzie kontynuowała. Janek musi też spodziewać się, że do jego klasy dołączą nowi uczniowie, z reorganizowanych klas. Zagadką będzie też dla Janka program kształcenia w 7 klasie. Pytani o program nauczyciele, jak na razie, niewiele potrafili o nim powiedzieć. Z nieoficjalnych rozmów oraz z mediów rodzice Janka dowiedzieli się, że na przykład na matematyce nie nauczą ich syna podstawowych konstrukcji geometrycznych, potrzebnych przy omawianiu materiału z fizyki. Nie będzie też teorii Kopernika czy o alternatywnych źródłach energii. Na chemii nie będą uczyć o kwasach i zasadach a na przedmiotach przyrodniczych o teorii ewolucji. Chaos i bałagan w organizacji i treściach nauczania jaki zafundowali systemowi edukacji rządzący sprawiły, że rodzice Janka, którzy marzą o tym, aby ich syn dostał się do dobrego liceum a potem studiował na renomowanej uczelni, już dzisiaj zakładają, że nie ominą ich wydatki na korepetycje dla syna.

O tym, że „reforma” oświaty ma być „bezkosztowa” i żaden nauczyciel po jej wprowadzeniu nie straci pracy, słyszymy od minister Zalewskiej już od jesieni 2016 roku. I mimo tego, że już wiadomo, iż „dobra zmiana” w oświacie będzie nas, podatników, kosztować furę pieniędzy a kilkadziesiąt tysięcy nauczycieli straci pracę lub znaczącą część swojego zarobku, minister Zalewska twardo trwa przy swoim.  Konsekwentnie przy tym stosuje zasadę, według której „Kłamstwo powtórzone sto razy staje się prawdą, powtórzone tysiąc       razy – prawdą oczywistą”. Skuteczność minister Zalewskiej jest zadziwiająca. Wprawia w osłupienie szczególnie wtedy, kiedy wysłucha się wystąpień radnych Prawa i Sprawiedliwości na ostatniej, XXXV Sesji Rady Dzielnicy Praga-Południe, komentujących informacje Zarządu Dzielnicy, dotyczące sytuacji pracowników oświaty w związku z „reformą” oświaty. Według danych, przygotowanych przez samorząd, „bezkosztowe” wprowadzanie „reformy” oświaty w naszej dzielnicy oznacza wydanie, jak dotąd, ponad 8 mln zł. Na przystosowanie sal, świetlic, łazienek, stołówek, przygotowanie i wyposażenie pracowni przedmiotowych a także na odprawy dla odchodzących nauczycieli czy na przygotowanie kilkuset nowych miejsc przedszkolnych i długiej listy innych pozycji, które pojawiły się wraz  z PiS-owską „deformą”.

Cyfry są do sprawdzenia, cyfry nie kłamią! Jednak, na przykład dla radnej Romualdy Wąsik ( PiS ) , ich cytowanie jest „(…) Po prostu obstrukcją reformy. Chcecie wszystko zwalić na PiS. Jest to pretekst do tego, aby wywołać panikę wśród rodziców. (…) Rodzicom mówi się, że przychodzi reforma PiS-owska i zabiera wszystko w szkołach. (…) Tak, rzeczywiście na samorządzie leży obowiązek wdrożenia prawidłowo reformy. Kiedy jednak słyszę i czytam o pani Zalewskiej ( a nie minister Zalewskiej ), o PiS-owskim rządzie, PiS-owskiej reformie, to jak mam wierzyć, że burmistrz chce dobrze wdrożyć tą reformę? (…) Naginanie faktów, mówienie o nauczycielach, którzy mogą stracić pracę… Na razie jest tylko jedno wielkie straszenie PiS-em. (…) Nie macie żadnej dobrej woli, żeby wdrożyć tą reformę. Rozumiem, że w waszym interesie jest, żeby była źle wdrożona a winne będzie PiS. Żeby PiS-owi spadły słupki sondaży a wam wzrosły”.

A kogo jest ta „reforma” jak nie PiS-owska? Od odpowiedzialności za jej skutki nie uciekniecie – ripostował Jarosław Karcz, zastępca burmistrza. To jest bardzo zła ”reforma”, ale zrobimy wszystko, aby ją wprowadzić z jak najmniejszymi, negatywnymi skutkami dla dzieci – dodał J. Karcz.

Dla radnej R. Wąsik i większości pozostałych radnych PiS, „reforma” minister Zalewskiej jest dobrze pomyślana i przygotowana. Ich zdaniem, to samorząd dzielnicy uchyla się od odpowiedzialności za jej skuteczne wprowadzenie i szuka kolejnego frontu walki z PiS-em, przed zbliżającymi się wyborami. W burzliwej dyskusji na ten temat wyjątkową błyskotliwością popisał się radny Marek Borkowski ( PiS ), który stwierdził, że ” ta reforma byłaby lepiej przygotowana gdyby, zamiast zbierać podpisy pod wnioskiem o referendum, zajmowano się przygotowaniami do jej wdrożenia. Będąc człowiekiem bystrym i przezornym, radny M. Borkowski podzielił się i taką refleksją: „ Poprzedni rząd ( PO-PSL) miał takie plany na przyjęcie uchodźców. Zastanawiałem się ostatnio, jak z tymi uchodźcami poradził by sobie w systemie oświaty, przyjmując dodatkowe osoby, gdy wy nie potraficie sobie poradzić w obecnej sytuacji.”

Trudno jednoznacznie stwierdzić, czy osoba posługująca się tak wysublimowaną argumentacją jest w stanie  zrozumieć obawy tych, którym leży na sercu jakość polskiej szkoły. Tym bardziej, że jest przekonana, iż rządzący uratowali „reformę” minister Zalewskiej przed katastrofą, blokując wjazd tysięcy uchodźców do Polski. Na pewno nie miał o tym pojęcia Tomasz Kucharski, burmistrz dzielnicy, który zabierając głos powiedział między innymi, że: „ Tak przygotowana „reforma” oświaty, zafundowana polskiemu społeczeństwu przez Prawo i Sprawiedliwość, jest ogromnym zagrożeniem dla całego systemu kształcenia w Polsce. (…) „Deforma” wprowadza niespójne podstawy programowe, zwalnia tysiące nauczycieli i dezorganizuje życie dzieci i ich rodziców, ideologizuje szkoły, narzuca chaos organizacyjny. Tak, jesteśmy w politycznym sporze dotyczącym innego postrzegania rzeczywistości przez nas i przez was. Spór ten przenieśliście także do systemu edukacji i za to ponosicie odpowiedzialność.”

Wakacje i czas urlopów nie skłaniają do zadumy i głębszej refleksji nad otaczającą nas rzeczywistością. Czas jednak biegnie nieubłaganie i pytania o to co stanie się z polską szkołą, co będzie dawała mojemu dziecku, jak ono odnajdzie się w niej po 1 września i czy wprowadzanie tak źle przygotowanej „reformy” ma jakiś głębszy sens – na pewno powrócą i będą domagały się odpowiedzi.

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *