Miejsca i ludzie

Wrogowie ludu w Toledo (cz. 2)

Prezentujemy drugą część wspomnień znanych warszawiaków, fotografika Tadeusza Rolke i społecznika Jana Kazimierza Kossakowskiego, którzy siedzieli razem w stalinowskim więzieniu na Pradze. Mieli wówczas odpowiednio 23 (Tadeusz) i 24 (Jan Kazimierz) lata, gdy w roku 1952 zostali aresztowani i osadzeni w jednej celi więzienia zwanego Toledo, które mieściło się przy ulicy Ratuszowej 11 (obecnie Namysłowska 6) na Pradze.
Było to więzienie karno-śledcze nr III NKWD i UB, działające w latach 1944–56. Później mieściło się tu więzienie kobiece. W latach 70. budynki zburzono, a w roku 2001 postawiono tam pomnik „Ku Czci Pomordowanych w Praskich Więzieniach 1944–1956”.
Wypiska
„Czasami były wypiski”, wspomina Kossakowski. „Więzień miał pieniądze zdeponowane w kasie więziennej i za to, raz na jakiś czas, mógł kupić papierosy, chleb, cukier, jajka, cebulę, bułki. Nie można było otrzymywać paczek z domu. Czasem były to produkty złej jakości, pieczywo z zakalcem chyba ze stęchłej mąki, ale się jadło”.
„Wypiska to był jednak dzień święty. «Dzisiaj będzie wypiska», mówiło się”, wspomina Rolke. „To było święto, wyjście z celi, jakaś atrakcja w tym monotonnym życiu. Trzeba było zabić czas, bo w areszcie śledczym się nie pracuje, więc dzień spędzaliśmy na opowieściach. Przyzwyczajenie się do tych 15 metrów i ośmiu ludzi, z kiblem stojącym z boku, to był bardzo trudny proces, ale człowiek do wszystkiego potrafi przywyknąć”.
„Opowiadaliśmy sobie historyjki z życia, filmy, powieści”, dodaje Kossakowski. „Po śledztwie byliśmy uprawnieni do otrzymywania książek. Czytaliśmy Iwaszkiewicza, Puszkina i powieści radzieckich pisarzy drugiego lub trzeciego sortu… Bilet tramwajowy też by człowiek przeczytał z przyjemnością”.
„Chętnie brałem poezję, żeby zabić czas”, mówi Rolke. „Iwaszkiewicza, Gałczyńskiego, Broniewskiego i książki popularnonaukowe, ale najwięcej skorzystałem z poezji.
Więźniowie
Chciałbym wspomnieć naszych współwięźniów, cały przekrój społeczny: Stasio Komorowski, chłop spod Siedlec, czynny członek AK, brał udział wysadzaniu niemieckich pociągów, odbijaniu więźniów, fajny brat łata, najciekawszy życiorys w celi. Milicjant z Piaseczna, głupi i prymitywny. Chłop spod Grójca, który należał wielkiej nielegalnej organizacji – Polskiej Szturmowki Chłopskiej. Aresztowano w niej ok. 500 rolników, mieli wyroki między 7 a 10 lat, jednego z dwóch przywódców skazano na karę śmierci, a wyrok wykonano w naszym więzieniu. Żołnierz z jednostki na Mazurach, któregoś dnia zaczął strzelać, dostał dwa lata. Kolejny facet siedział za handel obcą walutą, był właścicielem budy na tzw. Kercelaku, groziło mu 15 lat albo dożywocie. Siwiec, z Nowego Dworu, oskarżony o to, że wydał Żyda w ręce niemieckie, groziła mu kara śmierci.
„W więzieniu był wewnętrzny dziedziniec – wspomina Rolke – po którym odbywaliśmy codzienny spacer. 15 minut tak krążyliśmy w kółko. Po prawej stronie stał klawisz Kaffel, jeden z gorszych strażników. Lubił szykanować.
Zniewolenie
„To zniewolenie – mówi Kossakowski – upodlenie, które przyszło do nas ze Wschodu, to było wielkie nieszczęście. Ludzie bali się, zadawali sobie pytanie: czy współpracować z reżimem, kiedy zaczyna się kolaboracja? Niektórzy, stopniowo za różne przywileje i stanowiska, dali się uwieść temu reżimowi, podali się praniu mózgu. My z Tadeuszem byliśmy zaszczepieni, nie daliśmy się zwieść”.
„Nasze pokolenie przeżyło niebezpieczne chwile w bardzo młodym wieku – mówi Rolke. – Jak zareagowaliśmy na to nieszczęście utraty osobistej wolności? 7 lat więzienia dla 23-letniego człowieka to był straszliwy cios, ale ja już miałem szczepionkę na strach, którą zaaplikował mi niemiecki policjant w czasie wojny, gdy groził, że mnie rozstrzela”.
„Pamiętam różne chwile grozy – wspomina pan Jan. –  Jedna z ostatnich: 18 stycznia 1945 roku, przeszliśmy z ojcem po lodzie na drugą stronę Wisły, na Saską Kępę, aresztowało nas NKWD. Mieliśmy kenkarty z adresem Francuska 4 i nas zwolnili, ale innych wysłali do Rembertowa. To było straszne więzienie, z którego wywożono ludzi na Wschód. Udało się odbić pewną grupę więźniów, wśród nich był generał Edward Gruber. Był tak pobity, że mu ciało odchodziło od kości.
„200 tysięcy ludzi – podsumowuje Kossakowski – tylu było więźniów okresu stalinizmu. Aparat bezpieczeństwa kreował wrogów ludowego państwa, szukali każdego pretekstu, by aresztować ludzi. Jak skończyli z „żołnierzami wyklętymi”, zajęli się harcerzami, młodzieżą. Oczywiście byliśmy ideologicznie przeciwni komunizmowi, ale nie stosowaliśmy przemocy. Dlaczego harcerze byli tępieni? Bo przedwojenne harcerstwo to była baza organizacyjna, oparcie dla młodych, staraliśmy się w jakiś sposób pokazać, że jesteśmy przeciwko temu reżimowi. Pamiętam, że chorągiew warszawska nie chciała defilować 1 maja, w Święto Pracy, razem z ZWM-em, więc Bolesław Bierut wsiadł w samochód i odjechał, a chorągiew przedefilowała przed pustą trybuną.
Stawianie cywilów przed sądem wojskowym składającym się z oficera i dwóch kaprali, którzy tylko na baczność stali i podpisywali każdy wyrok, to była parodia sprawiedliwości”.
„Ubecja produkowała wrogów ludu, by usprawiedliwić swoje istnienie, mieli wysokie pensje, ordery. przywileje. Zgodnie z teorią zaostrzania się walki klasowej musieli produkować swoich aresztantów – mówi Rolke. – Zgromadzenie kilku młodych ludzi to mogła być już potencjalna, nielegalna organizacja. Szczególnie narażeni byli harcerze z tradycjami okupacyjnych Szarych Szeregów, walki o niepodległość w imię hasła „Bóg, honor, ojczyzna”. I tylko trzeba im było cokolwiek udowodnić i posadzić na 2-3 lata. Taki był system terroru”.
Powrót
„Dwa lata po wyjściu z więzienia, poszedłem do Toledo jako fotoreporter – mówi Rolke. – Redakcja „Stolicy”, w której pracowałem, wystąpiła o zezwolenie. W prasie, w mediach po Październiku na krótko zapanował pewien liberalizm. Wszystko wyglądało identycznie, tylko w naszych celach siedziały teraz kobiety”.
„Pamiętasz, co po nas zostało w celi, co wyskrobałeś na ścianie celi koło pieca?” – pyta Kossakowski. – Motyw „skowronkowy” z czwartego koncertu fortepianowego Beethovena”.

[zdjęcia z roku 1957, z reportażu Tadeusza Rolke dla „Stolicy”]

Tekst:
Małgorzata Purzyńska

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *