Na zdrowy rozum

Lato, lato, lato czeka…

„To smutne, że głupcy są aż tak pewni siebie, a ludzie mądrzy tak pełni wątpliwości” – te słowa Bertranda Russella coraz częściej przychodzą mi na myśl, kiedy przychodzi mi się potykać o polityczne wystąpienia. Jednakże czy ta mądra myśl dotyczy tylko polityków?
Przed nami lato, wakacje, upragniony czas wypoczynku. Żywię nadzieję, że będzie to mądry wypoczynek bez przepychania się na plaży i odgradzania się parawanami od innych. To przecież czas nowych znajomości i miłych chwil. Wczasy to nie przykry obowiązek wywiezienia rodziny, ale radosny czas bycia z innymi, w innym miejscu, czas zwiedzania, delektowania się przyrodą… Nieprawdaż?
A dla tych, którzy nie wyjeżdżają, tak jak ja, to czas bez korków na ulicach, bez tłumów w komunikacji miejskiej. Nie lubię tłumów, dlatego zostaję na lato w Warszawie. Miasto wtedy też potrafi być piękne i ma wiele atrakcji. Można spokojnie poszwendać się po jego zakamarkach, spokojnie odpocząć w parku, nad Wisłą, zjeść lody. Jest super.
A nade wszystko, przynajmniej część lata, to odpoczynek od polityki, wszechobecnej durnoty wciskającej się w nasze życie, od której nie sposób się uchronić.
Zastanawiam się, dlaczego tak jest? Przecież polityk to nie jakiś nieznany Marsjanin, ale sąsiad, kolega, kuzyn. Jeden z nas. Czy wstąpienie w świat polityki oznacza utratę jakiejś części władz umysłowych? Piję wódeczkę z facetem – normalny. Słyszę go w telewizji i to nie ten sam gościu. Co jest grane?
A przecież wszyscy pragniemy normalności i spokoju, no może z wyjątkiem nawiedzonych w czarnych koszulach, z wyjątkiem sportowych chuliganów i tych, którzy wszystkim mają wszystko za złe, którzy zazdroszczą wszystkim wszystkiego, ale przecież to nie Państwo, nasi czytelnicy, nieprawdaż?
Wracam jeszcze do słynnego Marszu Wolności. Nieważne ilu nas było. Dla mnie najważniejszy był spokój, luz i uśmiech ludzi. I tak sobie pomyślałem, że powinniśmy codziennie organizować jednoosobowe albo w grupach towarzyskich mini marsze wolności, tej osobistej, wolności od trosk i zmartwień, od nietolerancji, wolności wyznania i sumienia. Mamy to wszystko nawet zapisane w konstytucji, a sami sobie nakładamy więzy. Po co?
Wiem, że nie ma wolności absolutnej, że nie ma wolności bez odpowiedzialności, ale nie wykorzystujemy jej nawet w ograniczonym zakresie.
Dlatego też namawiam do zasmakowania wolności przynajmniej w lecie, przynajmniej na wczasach. Jak najmniej skrępowań, sznurówek, parawanów, zabobonów i zakazów. Ruszajmy na nasz letni marsz wolności, obojętne gdzie, nad morzem, w lesie, na jachcie, w spalonym słońcem mieście.
Na stronie diecezji płockiej znalazłem takie zdanie: „Bóg respektuje wolność człowieka. Obdarza go też swoją łaską. Nie narusza ona ludzkiej wolności, ale powoduje, że ludzie, będąc jej posłusznymi, stają się coraz bardziej wewnętrznie wolni wobec trudności, nacisków i przymusu świata zewnętrznego”.
No proszę, nawet Pan Bóg nas do tego zachęca. Dobrego wypoczynku!
Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *