Aktualności

Tango w deszczu

Wspominając początki Święta Saskiej Kępy, należy wymienić przede wszystkim jedno nazwisko – Beata Gula. Była właścicielką galerii na Francuskiej róg Zwycięzców, gdzie wcześniej była pracownia rzeźbiarska Bronisława Koniuszego, a dzisiaj jest turecka restauracja Efes. Był rok 1994, gdy wpadła na pomysł, by najlepsi saskokępscy artyści wystawili swoje prace w… witrynach sklepów. Trzeba przyznać, że projekt o nazwie Ulica Artystów chwycił, gdyż twórcy niczego chyba nie pragną bardziej, niż skonfrontowania swojej pracy z odbiorcami.
A wystaw było wtedy jak na lekarstwo i każdy kontakt z publicznością się liczył. Pomysł Beaty okazał się bardzo medialny, pisały o nas gazety, mówiono w radiu, pokazywano w telewizji. Szczególnie wrażenie robił akt kobiecy powieszony… u rzeźnika czy też zdobiący witrynę krawca „Portret Paderewskiego w dobrze skrojonym garniturze”. W kwiaciarni stały rzeźby Stanisława Sikory… Akt w sklepie mięsnym to akurat pomysł mojej mamy.
W następnym roku impreza się rozrosła, przybyło pomysłów. Owinęliśmy fioletową tkaniną drzewa na Francuskiej, była wystawa w nieistniejącym kinie „Sawa”, a na chodnikach malowaliśmy liście klonu…
Po trzech latach, z różnych powodów, pomysł umarł. W 1997 roku odbyły się tylko Salony Letnie, czyli wystawy w kawiarniach przy ulicy Francuskiej, a w 1998 r. Francuska stała się na chwilę Ulicą Poezji.
Trzeba było kilku kolejnych lat, by przypomnieć o idei święta artystów na Saskiej Kępie. 13 maja 2006 r. zorganizowano pierwsze Święto Saskiej Kępy. Nie była to już inicjatywa wyłącznie artystów, ale także urzędników i radnych, którzy utrzymywali kontakt z artystami. Wystarczyła plotka, informacja powtarzana z ust do ust, by przez Saską Kępę przeszedł jakiś „prąd” i znowu wielu artystów włączyło się do przygotowań. Pamiętam białe koszule porozwieszane nad ulicą Francuską, wielki czerwony but – szpilkę Agnieszki Osieckiej na Rondzie Waszyngtona i paradę (dzisiaj już tradycyjną), którą na kształt pochodu pierwszomajowego zorganizowali uczniowie z liceum im. Agnieszki Osieckiej. Na transparentach mieli jednak wypisane cytaty z piosenek swojej patronki, a nie polityczne hasła. To wtedy narodziła się tradycja śpiewania „Małgośki” przy rzeźbie przedstawiającej Agnieszkę Osiecką. A wieczorem koszule zaczęły przypominać fruwające anioły…
Czasami, jak w roku 2010, w przebieg święta ingerowała natura. Wtedy przenieśliśmy imprezę na wrzesień, gdyż w maju groziła Warszawie powódź. W dodatku Francuska była w remoncie i skupiliśmy się głównie w okolicach Placu Przymierza.
Najprzyjemniej wspominam dzisiaj pewne tango. Zatańczone przez profesjonalnych tancerzy na rogu ulic Lipskiej i Francuskiej. Zapadło mi w pamięć nie dlatego, że uwielbiam taniec, ale przez to, że zatańczono je w deszczu. Tancerzom on nie przeszkadzał, a zdumieni widzowie – nie zważając na opady – gromadzili się wokół nich z minuty na minutę. Taniec w deszczu zjednoczył artystów i widzów. Było w tym coś irracjonalnego, nierealnego, ale magicznego. Bo gdy po kilku minutach zaświeciło słońce, wyglądało to, jakby natura dała za wygraną, widząc, że ludzie się jej nie boją…
Chcielibyśmy wrócić do tradycji bezpośredniego kontaktu artystów z odbiorcami. Warszawiacy muszą wiedzieć, że jeśli chcą kupić dzieło sztuki, to powinni przyjechać na Saską Kępę. Nie chcemy, żeby impreza przypominała święto „Trybuny Ludu”, a znowu była świętem mieszkańców. W tym roku artyści z Saskiej Kępy skupią się w Miasteczku Artystów na skrzyżowaniu ulic Szczuczyńskiej, Meksykańskiej i Paryskiej. Zapraszam!
Magdalena Czerwosz

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *