Miejsca i ludzie

Wrogowie ludu w Toledo (cz. 1)

Po ponad sześćdziesięciu (!) latach znani warszawiacy: fotografik Tadeusz Rolke i społecznik Jan Kazimierz Kossakowski spotkali się, by powspominać, jak siedzieli razem w stalinowskim więzieniu na Pradze. Prezentujemy te wspomnienia przede wszystkim ze względu na ich wartość historyczną, ale też z okazji 89. rocznicy urodzin pana Jana, która wypadła 27 kwietnia, oraz zbliżających się Targów Książki.
Mieli wówczas odpowiednio 23 (Tadeusz) i 24 (Jan Kazimierz) lata, gdy w roku 1952 zostali aresztowani i osadzeni w jednej celi więzienia zwanego Toledo, które mieściło się przy ulicy Ratuszowej 11 (obecnie Namysłowska 6) na Pradze. Było to więzienie karno-śledcze nr III NKWD i UB, działające w latach 1944–56. Później mieściło się tu więzienie kobiece. W latach 70. budynki zburzono, w roku 2001 postawiono tam pomnik „Ku Czci Pomordowanych w Praskich Więzieniach 1944–1956”.

Ruch Uniwersalistyczny
„Do więzienia trafiliśmy za przynależność do domniemanej «organizacji, która miała na celu obalenie przemocą ustroju Polski Ludowej». Z artykułu 86 § 2 Kodeksu Karnego Wojska Polskiego groziło za to od 5 lat pozbawienia do wolności do kary śmierci”, mówi Jan Kossakowski. I dodaje: „Moją winą było to, że należałem do harcerstwa, byłem zastępowym”. Tadeusz Rolke brał udział w kilku inwigilowanych spotkaniach towarzyskich. „UB wykorzystało to do sfingowania oskarżenia i wymyślenia nieistniejącej organizacji, którą nazwali «Ruch Uniwersalistyczny». Tę nazwę usłyszałem dopiero w czasie śledztwa. Oskarżono około 50 osób”, wspomina Rolke. „Skazanych z paragrafu 2 nie objęła amnestia z 1952 roku, musieliśmy siedzieć dwa lata”, dodaje Kossakowski.
„Dlaczego skontaktowałem się z Jankiem Kossakowskim po 60 latach?”, zastanawia się Rolke. „Z czystej ciekawości. W drugiej części życia pewne rzeczy z przeszłości zaczyna się porządkować. Gdy przypominałem sobie Toledo, zapytałem sam siebie: co się stało z Jankiem? Ja dostałem siedem lat, po 9 miesiącach wywieźli do Barczewa, a potem do Iławy. Janek jeszcze czekał na proces w Toledo. Byłem ciekaw, jaki dostał wyrok. Nasze pierwsze spotkanie z publicznością odbyło się w 2013 r. w kawiarence na Saskiej Kępie, a potem w Domu Spotkań z Historią”.
„Najpierw kilka godzin siedziałem na Mokotowie w izolatce”, zaczyna swą opowieść Kossakowski. „A potem w celi numer 2, w słynnym X pawilonie. Gomułka też siedział pod tym samych dachem, tylko pod numerem 11. Stamtąd przewieziono mnie do Toledo, gdzie poznałem Tadeusza. Skazano mnie na 5 lat, trafiłem do obozu pracy w Piechcinie i dostałem przydział pracy do kamieniołomu Wapienno, 20 km od Inowrocławia”.

Toledo, początek i rytuały
„Toledo było wsypą otoczoną koszarami”, mówi Rolke. „Jedyne wejście – długa wąska uliczka zakończona metalową bramą – prowadziło od strony ulicy Ratuszowej. Całe więzienie pomalowane było na biało, ogrodzone murem wysokim na jakieś trzy metry, z drutem kolczastym, w narożnikach znajdowały się wieże strażnicze z reflektorami.
Pierwsze wrażenie, gdy wszedłem do celi: straszliwy smród – odchodów ludzkich, potu, cuchnącej bielizny, brudnej podłogi. Wszystko szare, żadnych kolorów. Nasza cela była obstawiona pryczami. Był tam piec, który miał palenisko od strony korytarza, bo więźniowie nie mogli sami palić”.
„Piec był, ale nie grzali”, wspomina Kossakowski. „To były dawne koszary wojskowe adaptowane na więzienie, okno było wysoko, ale przy krawędzi ściany. W sąsiedniej celi tak samo i dzięki temu mogliśmy się kontaktować z sąsiadami. Jeden drugiemu wspinał się na barana, podawaliśmy sobie żywność i książki, wymienialiśmy się informacjami. Część okna zasłaniała blacha, ale mimo tego radziliśmy sobie”.
„Codziennie korespondowaliśmy z sąsiednią celą za pomocą alfabetu Morse’a”, uzupełnia Rolke. „Cała nasza strona korytarza, po której było osiem cel, miała ze sobą łączność, mówiło się: podaj dalej do Franka w siódemce, i tak ta stukana depesza przechodziła przez kilka cel. Klawisze patrzyli, co się dzieje w celi, zaglądali przez judasza, ale na to nie mieli sposobu, nie mogli przecież rozebrać ścian. Wszystko było okratowane – korytarze i przejścia. Klawisze stukali kluczami w kraty, prowadząc więźnia na przesłuchanie lub ze śledztwa. Nie chcieli, żeby więźniowie się spotkali. Cały dzień było słychać ten charakterystyczny dźwięk”.
„Na podłodze na korytarzu namalowane były białe linie”, mówi Kossakowski. „Tu wystawialiśmy rano kibel, żeby korytarzowi zabrali. Tu przynosili nam kocioł z jedzeniem i nalewali do misek. Tutaj na noc składało się złożone w kostkach ubrania. Do tej pory nie znoszę składania ubrania w kostkę. Jak wyglądało codzienne życie w celi? O godzinie 6.15 orkiestra wojskowa budziła nas „marszem kiblowników”, jak go nazwaliśmy, przy którym maszerowało i gimnastykowało się wojsko. Musieliśmy szybko ubrać się, a gdy klawisze otworzyli drzwi, wynieść ciężki, śmierdzący, kibel. Trzeba było uważać, żeby się nie pochlapać. Jak generalissimus Stalin umarł, nie było „marsza kiblowników”, zagrali „Coriolana” Beethovena”.
„Trzy dni przed śmiercią Stalina byłem na śledztwie”, wspomina Rolke. „I u mojego śledczego na biurku leżała „Trybuna Ludu”, na pierwszej stronie zobaczyłem komunikat: «Towarzysz Stalin jest chory». Jak dwa dni później przyszedł klawisz i powiedział: «Gdy będzie wyć syrena, macie się wszyscy położyć na podłodze», już wiedziałem dlaczego: by uczcić śmierć sowieckiego dyktatora”. „A ja pamiętam, że kazali nam stać na baczność”, wspomina Kossakowski. „Może potem staliśmy?”, zastanawia się Rolke. „Każdy poranek wyglądał tak: ubieranie, sprzątanie, apel, śniadanie: kawa zbożowa i czarny chleb, nieraz kawałek margaryny. Jedzenie było katastrofalne”, dodaje Rolke. „Jak pierwszego dnia podali zupę, to jej nie tknąłem, a jeden ze współwięźniów skomentował: «Jeszcze pan to będzie jadł»”.

Rozmawiali: Tadeusz Rolke – warszawiak, powstaniec warszawski, znany fotografik i fotoreporter m.in. w tygodniku „Stolica”, i Jan Kazimierz Kossakowski, łącznik w powstaniu na Pradze, mieszkaniec Saskiej Kępy od 1931 r., ceniony inżynier, społecznik.
Zapraszamy 20  maja, w sobotę, o godz. 11.00, do stoiska Agory 46/D9 na Warszawskich Targach Książki,  gdzie Tadeusz Rolke i Małgorzata Purzyńska będą podpisywać książkę „Tadeusz Rolke. Moja namiętność”.

Małgorzata Purzyńska

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *