Miejsca i ludzie

Tęczowy Pałac

Szpital Dziecięcy im. prof. Jana Bogdanowicza przy ul. Niekłańskiej na Saskiej Kępie jest pierwszym szpitalem dziecięcym zbudowanym w Warszawie po wojnie, w roku 1959. Jest również pierwszą tego typu placówką dla prawobrzeżnej Warszawy. O historii i współczesności szpitala rozmawiamy z jego dyrektorką, panią Małgorzatą Stachurską-Turos.
– Od czego zaczyna się historia szpitala?
Od tego, że ówczesny ambasador Hiszpanii zakochał się w Polsce, a że był architektem z zawodu, zaprojektował nasz szpital. To był bardzo nowoczesny budynek, znakomicie położony, w sercu Pragi-Południe. Do dzisiaj się mówi, że wszystkie drogi karetek wiozących chore dzieci prowadzą na Niekłańską.
– A jaka jest dzisiaj specyfika placówki?
Determinuje ją fakt, że mamy szpitalny oddział ratunkowy, do niedawna jedyny dziecięcy na Mazowszu. A to oznacza, że cała struktura i infrastruktura zorganizowana jest tak, by szpital mógł działać „na ostro”, czyli mieć całodobowe dyżury.
– Co to oznacza w praktyce?
Mamy pełne zaplecze zabiegowe, czyli oddziały chirurgii dziecięcej, otolaryngologii, okulistyczny, neurochirurgiczny i ortopedii z traumatologią. Oprócz tego pięć oddziałów zachowawczych.
– A co szpital wyróżnia spośród innych?
Nowoczesność. W nowo postawionym budynku, gdzie mieści się serce zabiegowe szpitala, mamy od niedawna doskonałe zaplecze operacyjne z nowoczesną aparaturą i sprzętem medycznym na miarę niemal XXII wieku. Ściany budynku pokryte są specjalną powłoką bakteriostatyczną, zamontowano nawiewy laminarne, sprawiające, że powietrze wokół pola operacyjnego jest absolutnie jałowe. Wyposażenie jest też kosmiczne. Blok operacyjny jest jednym z najnowocześniejszych w Polsce. W pięciu salach operacyjnych odbywają się zabiegi innej specjalności, jest zaplecze pooperacyjne, oddział intensywnej terapii.
– Skąd Państwo mają środki finansowe na rozwój szpitala?
Główne środki na inwestycje pozyskujemy z Urzędu Marszałkowskiego, z funduszy unijnych, ale też korzystamy z tzw. funduszy norweskich i szwajcarskich. Pomagają prywatni sponsorzy, fundacje, z którymi współpracujemy od lat, WOŚP. Każdy, kto może, uzupełnia wyposażenie tego „Tęczowego Pałacu”, jak nazywano szpital zaraz po jego wybudowaniu. Ta nazwa wzięła się stąd, że ściany były pokryte malowidłami Karola Kossaka, wnuka Wojciecha. Niestety, nie ostały się do naszych czasów, ale tradycje kolorowego ozdabiania ścian szpitalnych podtrzymujemy. Byliśmy pierwszym „Motylkowym szpitalem” w akcji dekorowania szpitali przez artystów.
– To swoiste połączenie medycyny ze sztuką
Tak, ale chodzi też o stworzenie miłej, przyjaznej atmosfery, w której dzieci będą się czuły lepiej. Są kąciki zabaw, będzie nowy plac zabaw na zewnątrz.
– Jak wielu pacjentów Państwo przyjmują?
Jeśli chodzi o SOR (szpitalny oddział ratunkowy), to chyba jesteśmy rekordzistami. Przechodzi przez niego rocznie ponad 50 tys. pacjentów, bywa, że na dobę przyjmujemy do 200 pacjentów z Warszawy i Mazowsza. W pediatrii istnieje sezonowość – w lecie zgłasza się mniej pacjentów, za to ortopedia ma co robić, jesienią i zimą jest odwrotnie. Rocznie mamy ok. 16 tys. hospitalizacji i 90 tys. porad w ambulatorium.
– Ilu lekarzy pracuje w szpitalu?
Blisko 200.
– Czy to ilość wystarczająca na tak duże potrzeby?
Stan kadry optymalizujemy w zależności od potrzeb. Część specjalistów zatrudniamy na umowę o pracę, a część na kontraktach. Gdy zachodzi potrzeba, kompletujemy zespół do określonego zabiegu. Można powiedzieć, że jesteśmy samowystarczalni i poza kardiochirurgią robimy wszystko.
– Jak jest z udogodnieniami dla rodziców, którzy chcą się opiekować swoimi dziećmi w szpitalu?
Hotelu nie mamy, ale stwarzamy takie możliwości, żeby opiekun zawsze mógł być przy dziecku. Mam nawet takie plany, żeby rodzic był obecny przy usypianiu i wybudzaniu dziecka na sali operacyjnej.
– Jakie są inne projekty na przyszłość?
Rozwój strategiczny mamy zaplanowany od dawna i jesteśmy konsekwentni w jego realizacji. Gdy zostałam dyrektorem szpitala w 2009 r., część oddziałów była wyremontowana, a część nie i trzeba było tę modernizację kontynuować. W tej chwili jest jeszcze kilka oddziałów do wyremontowania, w najbliższej przyszłości ortopedia i największy oddział pediatrii. W tym roku otwieramy po remoncie zakład rehabilitacji i oddział neurologii. Po tych wszystkich modernizacjach planujemy powiększyć ilość łóżek do 200.
– Czy zdarza się, że z braku łóżek odsyłają Państwo pacjentów?
Nie. Przyjmujemy wszystkie dzieci, które wymagają hospitalizacji. Jeżeli na jakimś oddziale brakuje łóżek, „czarterujemy” je z innego oddziału. Dobrze jednak, żeby rodzice wiedzieli, że w sytuacji, kiedy przyjeżdżają do SOR np. z powodu konieczności wyjęcia kleszcza, będą oczekiwali w kolejce, być może długiej. Istnieje u nas bowiem wstępna kwalifikacja przypadków na te, które są pilne, i te, które mogą być załatwione w dalszej kolejności.

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w związku z rządowymi planami stworzenia sieci szpitali.
Anna Lenar

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *