Na zdrowy rozum

Ławeczka

W wiosenny dzień wybrałem się na spacer po Saskiej Kępie, wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego. Piękna trasa, piękna ścieżka rowerowa, ale niestety nie znalazłem ani jednej ławeczki, żeby przysiąść. Skręciłem w boczne uliczki i nadal nic. Wytęsknioną ławeczkę znalazłem wreszcie między blokami dobrze utrzymanego osiedla Ateńska. A przecież ławeczka to miejsce spotkań i zawierania nowych znjomości.
Pamiętacie Państwo, zapewne, ławeczkę z serialu „Ranczo”. Toż to było miejsce, w którym jak w soczewce odbijało się życie wsi i gminy. Służyła, co prawda, wyłącznie do spożywania mamrota, ale ileż światłych myśli i opinii się na niej zrodziło!
Był też wiele lat temu znakomity spektakl „Ławeczka” Aleksandra Gelmana, zaadaptowany z Teatru Powszechnego do Teatru Telewizji. Przypomnę, że para bohaterów, dodajmy znakomita para: Janusz Gajos i Joanna Żółkowska, siedząc na ławeczce w parku oddawała się manewrom miłosnym. Jak to było w piosence? „W parku pod platanem, pani siądzie z panem, da mu…” itd.
Już tylko te przykłady świadczą, jak ważną rolę w naszym życiu może odegrać zwykła ławeczka, parkowe siedzisko. Zwłaszcza w maju, miesiącu wiosny, miłości i pokoju.
Tak, tak ławeczka kojarzy mi się z pokojem, tym pokojem międzyludzkim, którego tak brak. A przecież dawniej maj był miesiącem pokoju, zwłaszcza Wyścigu Pokoju. Kiedy przez to czy inne miasto miała przejechać grupa kolarzy, kto żyw wyciągał ławeczkę i ustawiał ją najbliżej jezdni, żeby móc oklaskiwać kolarzy i to jakich: Królaka, Szurkowskiego, Szozdę, Mytnika, Czachowskiego, a potem Piaseckiego czy Langa.
Można było wówczas nie wiedzieć, jak nazywa się jakiś minister, ale nie można było nie znać tych nazwisk, a także radzieckiego mistrza Kapitonowa, Czecha Różiczki, Rumuna Dumitrescu czy słynnego Gustawa Adolfa Schura z NRD. Ten ostatni kolarz utkwił mi szczególnie w pamięci. Kolejny etap jednego z wyścigów kończył się na stadionie ŁKS w Łodzi. Oczywiście o dostaniu się na stadion nie było mowy, ale udało nam się z mamą zdobyć dobre miejsce – na ławeczce przy kościele Matki Boskiej Zwycięskiej. Nagle widzimy, jak pędzi na czele Adolf Schur, a stojąca obok kobiecina pyta mamę, ni stąd ni zowąd: „Pani, co mu się tak spieszy do tego Litzmanstadtu?”… Litzmanstadt to była nazwa Łodzi z czasów okupacji hitlerowskiej. W tym jednym zdaniu wyrażała się cała miłość do bratniej Niemieckiej Republiki Demokratycznej.
A nad kolumną wyścigu unosił się helikopter, z którego, zmarły niedawno Bogdan Tuszyński nadawał radiowe relacje: „Tu helikopter… tu helikopter…”. Pamiętają Państwo?
Nie żebym z rozrzewnieniem wspominał minione lata, ale tak jakoś mi się wspomniało, bo wówczas taki Wyścig Pokoju i ławeczka mogły połączyć ludzi. A dzisiaj…?
Wyścig Pokoju był w zamyśle propagandowym elementem socjalistycznej walki o pokój, trochę tak, jak dzisiejsza propaganda przedstawia walkę Kaczyńskiego o demokrację. W jednym i w drugim przypadku walczyć możemy tak długo, że nie zostanie kamień na kamieniu, ale… niech zostanie ławeczka.
Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *