Z perspektywy radnej

Gra w… zielone!

Zieleń w naszej dzielnicy to temat wrażliwy i drażliwy. A także, jak się okazuje, znakomite narzędzie działań, prowadzących w konsekwencji do podważania zaufania mieszkańców do władz samorządowych Pragi-Południe.
Dlatego ze szczególnym upodobaniem, bo temat jest także spektakularny, sięgają do niego niektórzy radni Prawa i Sprawiedliwości.
Jest wśród nich radny, który ostatnio, chcąc być na bieżąco, zabrał głos na temat ogrodów działkowych przy Perkuna oraz przy Trasie Siekierkowskiej. Posługując się głosem mieszkańca (zawsze to robi) zgłosił absolutnie „rewolucyjny” projekt (cytuję, podkreślenie moje): „Tereny zielone – na Gocławiu wciąż są budowane nowe osiedla, ale zaczyna brakować miejsc dla spacerów i rekreacji. Jest Park nad Balatonem, jedyny w tej okolicy, przez co jest tam już tłok, a w kolejnych latach przybędzie tysiące mieszkańców (zapewne ludzi młodych z dziećmi). Czy nie można by było wykorzystać terenu ogródków działkowych przy ul. Nowaka-Jeziorańskiego lub ogródków działkowych przy trasie Siekierkowskiej na stworzenie ogólnodostępnego parku? Korzystałoby z niego tysiące mieszkańców, a nie jak w tej chwili grupa osób. Ogródki w większości są bardzo zaniedbane, stoją tam rudery, mieszkają bezdomni lub po prostu menele. Poza tym problemem jest też palenie śmieci w tych ogródkach, a smród trafia do mieszkań. Może udałoby się stworzyć jakiś park przy okazji budowy szkoły na rogu Nowaka-Jeziorańskiego i Fieldorfa”.
„Mieszkaniec” zakończył swój „głos” uprzejmą prośbą skierowaną do burmistrza dzielnicy, o „odniesienie się do proponowanych powyżej wskazań i podjęcie działań zaradczych/sanacyjnych”.
Po przeczytaniu tego pisma nasuwa się ważne pytanie: czy radny, „bohater” tej opowieści, zapytał o zdanie działkowców z ROD „Perkun” i działkowców z ogrodu przy Trasie Siekierkowskiej? A może już wszystko dogadał i wie, że chętnie się wyniosą ze swoich działek, aby można było zrealizować promowany przez niego pomysł?
Nie ulegajmy złudzeniu. To tylko swoista „gra w zielone” uprawiana przez radnego PiS, który w innym piśmie do władz samorządowych dzielnicy łaje burmistrza i podległych mu urzędników za brak umiejętności negocjacyjnych i dobrej woli w kontaktach z działkowcami. Z „troską” pochyla się nad ich losem, uznając, że przysługują im prawa chroniące ich działki. To w jednym piśmie. A w drugim – jak powyżej. Ciekawe, jak długo jeszcze bezpośrednio zainteresowani nie będą dostrzegali tego „balansu” radnego między różnymi interesami? Kiedy zapytają go w końcu, o co mu naprawdę chodzi?
Bożena Manarczyk

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *