Publicystyka

Drzewa nie zmartwychwstaną!

Zbliża się najważniejsze dla chrześcijan święto – Wielkanoc, czas zadumy nad śmiercią i radości ze zmartwychwstania. Jednocześnie cieszymy się z odrodzenia przyrody po zimowym śnie. O ile jednak refleksję o zwycięstwie życia nad śmiercią człowieka rozpatrujemy w kategoriach filozoficznych, to degradacja przyrody, jaką funduje nam obecny rząd, jest częścią naszego codziennego życia. Warto się nad tym zastanowić w nieco szerszej perspektywie.
Media niemal codziennie donoszą: „Wycięto 4 hektary lasów w Łebie”, „W Puszczy Bukowej pod Szczecinem trwa zwiększona wycinka drzew (…). Nie będzie nowych rezerwatów. Trwa okres lęgowy ptaków, który teoretycznie uniemożliwia wycinkę”, „Organizacje ekologiczne sprzeciwiają się wycince drzew w Puszczy Białowieskiej”.
Paranoja, szaleństwo, metodyczne wykańczanie polskiej przyrody czy zwyczajna ludzka głupota? A może działanie w myśl zasady „jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze”? Zmiana ustawy, przyjęta na wniosek ministra środowiska pana Szyszko, pozwala bez pardonu niszczyć coś, co jest naszą wspólną własnością – polską przyrodę. Pod płaszczykiem „walki o prawo do własności prywatnej” pod topór poszły hektary buków i dębów. Posłużono się zasadą „wolnoć Tomku w swoim domku”. Ale jej wyznawcy zapomnieli, jak Fredro spuentował swój wiersz: „z tej powiastki morał w tym sposobie – jak ty komuś, tak on tobie”. Zniszczenie przyrody powróci do nas pod postacią smogu, suszy, jałowej ziemi i innych klęsk, które trudno sobie nawet wyobrazić.
Na reakcję odpowiedzialnych ludzi nie trzeba było czekać. „Rada Dzielnicy Praga-Południe kategorycznie domaga się natychmiastowego zatrzymania rzezi drzew”. To fragment stanowiska Rady Dzielnicy, przyjętego z inicjatywy Klubu Radnych PO, które w całości publikujemy poniżej. Stanowisko przyjęto głosami radnych PO i radnej SLD. Dla radnych PiS drzewa wycinane w rzeczywistości prawnej regulowanej ustawą min. Szyszki były zbyt „ideologiczne”. Dlatego nie głosowali „za”. Dziwi to niezmiernie, jeśli zważymy, że jeszcze kilka tygodni temu każda planowana i zgodna z procedurami ochrony środowiska wycinka na terenie naszej dzielnicy była dla radnych opozycji pretekstem do wytaczania armat wymierzonych we władze Pragi-Południe.
W dyskusji nad cytowanym stanowiskiem Rady Dzielnicy, radni PiS sięgali do przykładów wcześniejszych wycinek drzew na Pradze-Południe. Budując karkołomną argumentację, uzasadniającą ich sprzeciw wobec apelu o zatrzymanie rzezi drzew, odwoływali się także do tożsamego, ich zdaniem, wydarzenia, jakim będzie planowana wycinka pod budowę tramwaju na Gocław. Trudno jednak porównywać wycinkę, na którą po wnikliwym badaniu i zważeniu wszelkich racji zgodę wydały służby ochrony środowiska, z tym, co się dzieje w wyniku ustawy pana Szyszki. Narracja typu „poprzednia władza też wycinała” jest zresztą typowa dla członków partii rządzącej. Zacietrzewieni obrońcy PiS-owskiej legislacji nie dostrzegli nawet szansy na częściową ekspiację, jaką byłoby przyłączenie się do akcji sadzenia drzew, zainicjowanej przez stołeczne władze samorządowe. Zgodnie z apelem wiceprezydenta miasta Michała Olszewskiego, począwszy od weekendu 18-19 marca, ruszono „z łopatami na topory”. Do końca miesiąca dzięki tej akcji przybyło miastu 5 tys. nowych drzew.
Natomiast według zasady, że najlepszą obroną jest atak, nasi rodzimi adwersarze protestują przeciw wycięciu trzech chorych i zagrażających życiu mieszkańców drzew, dwóch klonów i topoli, z terenu CPK przy Podskarbińskiej. Mimo iż decyzję o ich usunięciu, po 13 miesiącach od złożenia wniosku, wydał Marszałek Województwa Mazowieckiego.
Czy naprawdę nie widać różnicy w masowej, niepoddanej żadnej kontroli wycince zdrowych drzew, często z gniazdami ptaków, ze zgodnymi z prawem wycięciami chorych drzew? Czy to właśnie nie jest hipokryzja? Takie zestawienie jest, niestety, typową narracją obecnie rządzących. Czym innym jest bowiem działanie systemowe, takie jak prawidłowa gospodarka leśna, a czym innym atak z toporami na polskie lasy. Czym innym jest dbanie o bezpieczeństwo mieszkańców, a czym innym bezhołowie i brak poszanowania prawa. To nie jest w żaden sposób równoważne!
Ocena przyszłości to zadanie dla klimatologów i obrońców środowiska. Dla nas ważniejsza jest odpowiedź, czy rzeczywiście „lasy są nasze”, jak grzmiało na maleńkiej manifestacji poparcia dla Lex-Szyszko kilkudziesięciu leśników, czy może jest to dobro wszystkich Polaków? Okazuje się, że odpowiedź na takie pytania nie jest dla wszystkich oczywista. Tak jak oczywiste jest, iż „zabite” drzewa już nie zmartwychwstaną.

Tomasz Kucharski
Burmistrz Dzielnicy
Praga-Południe

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *