Na zdrowy rozum

Nie majstrować przy samorządach!

Nie majstrować przy samorządach!
Tuż po ogłoszeniu wyników wyborów do samorządów lokalnych, prezes PiS obwieścił wszem i wobec, że wybory z całą pewnością zostały sfałszowane, bo jego partia nie wygrała. Winne były książeczkowe listy faworyzujące PSL i inne niestworzone manipulacje. Problem jednak w tym, że PiS nigdy nie odnosił sukcesów w tego typu elekcji. Dlaczego?
Ano dlatego, że wybory samorządowe rządzą się inną logiką wyborców niż wybory parlamentarne. Tu wybiera się najczęściej osoby znane w środowisku z zaradności, gospodarności i uczciwości.
Te proste argumenty nie mieszczą się jednak w logice prezesa PiS. On nie rozumie, że ludzie w swoim najbliższym otoczeniu chcą włodarzy, którzy zadbają o drogi, szkoły, komunikację itd. itp., a nie polityków.
Gdy znalazłem się na politycznej emigracji we Francji, zamieszkałem w miejscowości, w której merem był członek Komunistycznej Partii Francji. Niepomiernie dziwiłem się, że można głosować na komunistę.
– Ale to bardzo dobry gospodarz – tłumaczono mi. I chcąc nie chcąc musiałem zrozumieć, że w pracy samorządowej bardziej liczy się człowiek i jego umiejętności zarządcze, niż zasługi partyjne.
Oczywiście, często burmistrzowie, prezydenci, starostowie czy nawet wójtowie są mniej lub bardziej aktywnymi członkami partii, ale nie interes partyjny winien brać górę. Poza tym jest wielu włodarzy, którzy są dobrymi działaczami lokalnymi bez legitymacji partyjnej i pozostają na stanowisku przez kilka kadencji.
Niestety, także te argumenty nie docierają do prezesa PiS. On pragnie władzy absolutnej, a tu miasta, powiaty i gminy wymykają się spod władzy. I co?
Prezes postanowił pokombinować przy ordynacji wyborczej tak, żeby wyszło na nasze i postanowił ograniczyć możliwość reelekcji włodarzy ponad dwie kadencje z zastrzeżeniem, że prawo dotyczy także obecnych prezydentów, których wybrano na kolejną kadencję. Pomijam, że takie pociągnięcie ma istotne wady prawne, ale przede wszystkim ignoruje, a przynajmniej drastycznie ogranicza prawo obywateli do decydowania o ich losie, o ich wyborach. Na dodatek decyzja owa płynie z łona partii, która mieni się obywatelską!
Panie prezesie, podstawą demokracji jest kartka wyborcza i prawo głosu, i każdy zamach na te prawa jest demokracji zaprzeczeniem. Czy kogoś lubię, czy nie, to moja sprawa i mam prawo moje uczucia i przemyślenia wyrazić przy urnie wyborczej.
Solą w oku prezesa jest przede wszystkim niezdobyta przez PiS od 2006 roku Warszawa. Ileż tu posad do obdzielenia, ile spraw, które można sknocić! Wysyła, więc prezes swoje hufce na Warszawę: komisja reprywatyzacyjna, oskarżenia pod adresem pani prezydent i w końcu super pomysł: Warszawa XXL. Pomysł, zły, bezmyślny i raczej bez szans. Nic więc dziwnego, że szybko dokonano manewru odwrotu. Pytanie, na jak długo?
Prezes PiS nie dba o swoich wyborców, prezes sonduje, na ile jego genialne pomysły chwycą. A jak nie chwycą, to przynajmniej był kolejny zamęt. I zdaje się o to chodzi.
Krzysztof Turowski
Dziennikarz, wieloletni korespondent z Paryża i Brukseli

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *