Kultura

Muzeum Kultury Romów

Rozmawiamy z mieszkańcem Saskiej Kępy Andrzejem Grzymałą-Kazłowskim, absolwentem Wydziału Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (magisterium z zakresu cyganologii). Był głównym specjalistą do spraw mniejszości romskiej w MSWiA. Jest m.in. współautorem rządowego Programu na rzecz społeczności romskiej w Polsce, odpowiadał za jego wdrożenie oraz koordynację na szczeblu centralnym. Był ekspertem oceniającym wnioski składane do realizacji w ramach tzw. komponentu romskiego. Niezależny ekspert oraz badacz problematyki romskiej. Założył Muzeum Kultury Romów, które jako budynek… nie istnieje. Na razie musi nam wystarczyc internet.
– Rozumiem, że posiada Pan eksponaty do tego muzeum?
– Tak. Część z nich, odpowiednio spakowana, zapełnia mój dom przy ulicy Zwycięzców, ale trzymam je także u rodziców, którzy mają domek z ogródkiem. W nim właśnie stoją dwa wagonowe wozy wędrownych Romów z przełomu lat 50. i 60. XX w. W Polsce przetrwało tylko kilkanaście wozów tego typu.
– Pana kolekcja to unikalny w skali kraju, największy pozostający w rękach prywatnych zbiór cyganaliów. Co wchodzi w jego skład?
– To jest około trzech tysięcy obiektów, m.in. dokumenty historyczne, wśród których jest jeden z najstarszych zapisków dotyczących Romów w Europie – karta z hasłem „o Cyganach” z wydanej w 1574 r. w Bazylei „Cosmographiae universalis libri III. Von dem Deutschen Land” Sebastiana Münstera, pruskie i austriackie XVIII-wieczne akty banicyjne, niemieckie dokumenty z okresu drugiej wojny światowej oraz liczny zbiór fotografii z tego okresu. Kolekcje tworzy także zbiór malarstwa: prace artystów polskich, rumuńskich, czeskich z początku XX w., prace współcześnie działających artystów romskich, liczne grafiki, litografie, druki. Zbiory etnograficzne uzupełniają przykłady romskiego rzemiosła i rękodzieła – kotły, patelnie, elementy strojów romskich, biżuteria.
– Nie żal Panu, że tych wszystkich cudeniek nie oglądają inni? Chce Pan edukować, opowiadać o Romach, którzy byli i są nierozłącznym elementem naszego społeczeństwa, ale w swoim domu Pan tego nie zrobi.
– Ależ wychodzę ze swoją kolekcją „na zewnątrz”. Pokazywałem jej fragmenty, były to wyjątki z kolekcji malarstwa, grafik i widokówek, a pojedyncze reprodukcje pojawiły się w publikacjach. Po 2010 r. tych publikacji i wystaw przybywało. Ikonografia publikowana była w romskich periodykach, w albumach, katalogach grupy artystycznej „Romani Art” oraz Bogumiły Delimaty, w książkach „Papusza” Angeliki Kuźniaki oraz „Cyganie na polskich drogach” i „Demony cudzego strachu” Jerzego Ficowskiego. Moje zbiory wykorzystane były także przy tworzeniu koncepcji wizualnej, scenografii i kostiumów do filmu „Papusza” Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Organizuję ekspozycje czasowe, m.in. niedawno miałem wystawę w Bibliotece Publicznej przy ulicy Meksykańskiej.
Wydawnictwem w całości zbudowanym na podstawie zbiorów mojego muzeum oraz autorskich fotografiach wykonanych w ostatnich 20 latach jest album „Cyganie, Romowie – znikający świat”, opublikowany w 2015 r. W ten sposób otrzymałem nie tylko szansę zaprezentowania swoich zbiorów, ale i publicznego zaistnienia, już pod szyldem Muzeum Kultury Romów w Warszawie.
– I w tym samym roku, dzięki wsparciu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji zbudował Pan wirtualną odsłonę Muzeum…
– I udostępniam zbiory wirtualnie. Muzeum ma na celu gromadzić, przechowywać, konserwować, udostępniać i upowszechniać zbiory związane z historią i kulturą Romów. Struktura złożona jest z czterech działów: Etnograficznego, Sztuki, Dokumentów oraz Depozytów.
Status muzeum w organizacji pozwala mi na spokojne przygotowywanie kolejnych ekspozycji przy braku ograniczenia czasowego. Oczywiście, jeśli pojawi się okazja, możliwość, moja determinacja, żeby w jednym, konkretnym miejscu pomieścić całą kolekcję, zrobię to.
– Skąd Pana zainteresowanie kulturą Romów?
– Moje „cygańskie” inicjacje miały miejsce chyba jeszcze w liceum, kiedy obejrzałem film Aleksandra Petrovica „Spotkałem nawet szczęśliwych Cyganów”. Potem, już na początku lat 90., zachwyciły mnie książki Jerzego Ficowskiego, znawcy folkloru cygańskiego. Na studiach pracowałem trochę jako dziennikarz w „Polityce”, co pozwoliło mi na jeżdżenie do miejsc, w których spotykali się Cyganie. Tam oficjalnie już mogłem zbliżyć się do tej dość zamkniętej grupy, poznać kilka bardzo ważnych dla tego środowiska osób. Były to na tyle dobre spotkania, że zapamiętano mnie i mogłem się na nich później w różnych sytuacjach powoływać. Wiele tych znajomości przetrwało do dzisiaj. Kiedy kończyłem studia, byłem już wciągnięty w świat Cyganów po uszy i bardzo chciałem wykorzystać pasję w pracy zawodowej. Szefem Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych w sejmie był wtedy Jacek Kuroń, więc poszedłem do niego i powiedziałem prosto z mostu, że chciałbym u niego pracować. Okazało się, jak zasugerował, że tak naprawdę to w tej Komisji nie ma nic do roboty, ale poradził, żeby zgłosić się do nowo powstającej w MSWiA komórki ds. mniejszości narodowych i etnicznych. Tak też zrobiłem, powołując się na Kuronia. Dzisiaj to brzmi nieprawdopodobnie, ale ja, człowiek z ulicy, zadzwoniłem po prostu do sekretariatu szefa tej komórki, wyłuszczyłem sprawę i po paru godzinach odzwoniono do mnie z terminem spotkania z Piotrem Stachańczykiem. Po kilku godzinach odbyłem już rozmowę z dyrektorem departamentu, a po kolejnych 15 minutach z naczelnikiem wydziału do spraw mniejszości, moim, po wygraniu konkursu na stanowisko „specjalisty od Cyganów”, szefem na 10 lat. A potem zaczęło się wszystko psuć – etos urzędnika, kompetencje. Przestało mi się to wszystko podobać i powiedziałem do widzenia. W tym przełomowym czasie Krauzowie zaproponowali mi stanowisko konsultanta przy kręceniu „Papuszy”. To był dalszy ciąg mojej „cygańskiej drogi”.
– A kiedy pojawiło się prawdziwe kolekcjonerstwo?
– Na początku XXI wieku, tuż po roku 2000. Pierwsze zdobycze to były książki, albumy, opracowania, artykuły w periodykach naukowych i prasowe. Dla własnej estetycznej przyjemności kopiowałem i oprawiałem pojedyncze prace plastyczne, choćby namalowany piórkiem portret Cyganki autorstwa Ferdynanda Koçi`ego, a po latach, tak się złożyło, poznałem sportretowaną przez artystę Iwonę.
Kupiłem pierwsze XIX-wieczne grafiki i karty pocztowe z przełomu XIX i XX w., a z wyprawy do Rumunii przywiozłem m.in. wspaniały obraz wróżki – namalowany około 1930 r. przez postimpresjonistę z Braszowa Adriana Atanasiu. Decydującym momentem było jednak odnalezienie i kupno oryginalnego wozu mieszkalnego wędrownych Romów. Wóz, tzw. ostrowski, zbudowany około 1950 r. w warsztacie w Ostrowcu Wielkopolskim, mocno przeszklony, z uchylnymi oknami, mógł należeć do Kełderaszy z rodu Kwieków, którzy zimowe kwatery znajdowali w Serocku, gdzie ten wóz odnalazłem. Po gruntownym remoncie nie tylko mógł wrócić na cygańską drogę, ale coraz częściej był pokazywany przy okazji różnego rodzaju wystaw, festiwali, uroczystości romskich. Z jego kupnem wiąże się anegdota. W 2003 czy 2004 roku pojawiło się ogłoszenie: „Sprzedam wóz cygański”. Pojechałem zobaczyć ten wóz, ale nie z myślą o kupieniu dla siebie, bo nie miałem pieniędzy. Jednak gdy zobaczyłem to cudo, od razu wiedziałem, że zrobię wszystko, by mieć go dla siebie. No i mam wóz, do którego zaprzęgam konia i jadę. Po kolejnych 10 latach udało mi się odkupić z upadłej i zaprzepaszczonej kolekcji cygańskich wozów należących niegdyś do Wiesława Podgórskiego drugi wóz. To wzór również ostrowski, z bogatszej, snycersko zdobionej wersji, z tzw. oberluftem na dachu. Nie posiada niestety oryginalnego podwozia i jego znalezienie jest dla mnie poważnym i niespełnionym wciąż wyzwaniem.
– W jaki sposób zdobywa Pan eksponaty do kolekcji? Czy Cyganie coś Panu dali?
– To są kontakty z kolekcjonerami, wizyty na różnych targach staroci, przeszukiwanie antykwariatów, wyjazdy zagranicę. A Cyganie… dają coś rzadko, bo oni nie mają tych staroci za wiele, a jeżeli już mają rzeczy osobiste z przeszłości, to się ich nie pozbywają.
Zapraszamy do wirtualnego Muzeum Kultury Romów: www.romuzeum.pl z nadzieją, że któregoś dnia otworzą się jego realne podwoje. Tylko, jak tam się zmieszczą te wozy…
Anna Lenar

 

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *