Aktualny numer

Dobrem zwyciężymy mowę nienawiści

Gdy piszę te słowa, zamarła w przerażeniu Polska, a przynajmniej jej znaczna część, pożegnała prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza. Ten niezwykle przyzwoity człowiek, którego miałem przyjemność poznać, został zamordowany podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – akcji, która od wielu lat przynosi ludziom nadzieję, a chorym ratunek. Nie pozwólmy przekreślić tej nadziei i wyślijmy w świat mocny sygnał: chcemy zatrzymać falę nienawiści! Musimy to zrobić, by nasz kraj stał się lepszym.
„Gazeta Wyborcza” celnie oddała nasz szok po zabójstwie, pisząc: „Nóż ugodził w serce. W samo serce prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, w samo serce Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w samo serce polskiej demokracji, w nas samych”.
Tak wiele pytań…
Coraz częściej, być może podobnie jak większość z Państwa, zadaję sobie pytanie, co się stało z naszym krajem? Ze smutkiem patrzę na Polskę podzieloną na wrogie sobie plemiona, Polskę, której wcześniej nie znałem i nie widziałem. Zastanawia mnie, kiedy stanęliśmy pod dwóch stronach muru zbudowanego z nienawiści? Kiedy jedni z nas stali się „gorszym sortem” i „kanaliami”? Dlaczego brat nienawidzi brata do tego stopnia, że w imię polityki potrafi zabić? Kiedy aż tak się zmieniliśmy?
13 stycznia w Gdańsku przekroczono kolejną granicę. Spirala słownej przemocy zamieniła się w czyn. Zarzewiem, z którego wybuchnął płomień tragedii, stał się wcześniejszy hejt na Twitterze i Facebooku. Ta eksplodująca w finale WOŚP nienawiść nie wzięła się z niczego. Podobnie jak nie wzięła się znikąd zbrodnia i wyrachowane zabójstwo polityka wybranego w demokratycznych wyborach.
Paweł Adamowicz, zanim został zaatakowany nożem, był wielokrotnie atakowany słowami. Młodzież Wszechpolska, szanowana przez obecne władze i reprezentowana dzisiaj w rządzie RP, wydała mu nawet „polityczny akt zgonu”. „Jak widać nieokiełznana przez państwo nienawiść kończy się wystawianiem prawdziwych aktów zgonu”, napisała „Gazeta Wyborcza”.
Gdańska tragedia jest wymownym przykładem tego, czym kończy się sianie nienawiści. Jednocześnie rodzi znacznie więcej pytań. Pytam zatem, czy musiało dojść do tragedii w Gdańsku i czy się po niej opamiętamy? A wcześniej do śmierci Barbary Blidy, Marka Rosiaka i Piotra Szczęsnego, „zwykłego szarego człowieka”?
Dlaczego nigdy wcześniej nie było żadnej nagonki na członków PiS, mimo że przegrywali jedne wybory za drugimi? Czy ktoś nazywał ich zdrajcami? Czy ktoś wylewał na nich kubły pomyj? Dlaczego i kiedy zmienił się język politycznej i społecznej narracji? Czy mamy biernie czekać, aż, nie daj boże, ofiarami śmiertelnymi skończą się obecne nagonki na sędziów i lekarzy? Skąd biorą się ataki na uczciwych i pracowitych ludzi, którzy mają tę wadę, że myślą samodzielnie i nie należą do zwycięskiej partii? Dlaczego z takim zapałem niszczą ich ludzie wyzbyci z godności, karierowicze i wazeliniarze? Dla pieniędzy i stanowisk czy ze zwykłej bezinteresownej nienawiści do drugiego człowieka?
Dlaczego policja państwowa chroni neofaszystów, maszerujących ulicami polskich miast i depczących ziemię, która spłynęła krwią ofiar faszyzmu? Dlaczego ta sama policja gorliwie interweniuje przeciwko ludziom trzymającym w rękach białe róże lub noszącym koszulki z napisem „konstytucja”? I od kiedy to w języku polskim wyraz „konstytucja” jest obraźliwy do tego stopnia, że trzeba go zakazywać? Od takich ataków na niewinne słowa zaczyna się właśnie sianie nienawiści! Czy rządzący krajem tego nie widzą?
Dlaczego tak często czynią to po wyjściu z kościoła, gdzie usta ich przepełnia miłość do bliźniego i modlitwa? Jako katolikowi wstyd mi za takich współwyznawców. Nie będę się rozpisywał o roli Kościoła, ale po zabójstwie prezydenta Adamowicza jego rola staje się niezwykle istotna. Czy hierarchowie udźwigną ciężar odpowiedzialności za słowa i czyny, czy brnąć będą w niegodną chrześcijan narrację? Moim zdaniem ważne są pytania stawiane przez dominikanina o. Ludwika Wiśniewskiego.
Należę do pokolenia, które wielkie nadzieje pokładało w nauce pierwszego papieża Polaka Jana Pawła II. Przeżywaliśmy w uniesieniu jego słowa, kierowane do nas podczas pierwszych pielgrzymek. Był opoką dla walczącej o prawo do godnego życia „Solidarności” i przesyłał nam duchowy promień nadziei podczas nocy stanu wojennego. Świętował wolne wybory z czerwca 1989 roku i wstępowanie Polski do Unii Europejskiej. Po śmierci papieża wydawało się, że Polacy zjednoczą się wokół jego duchowego testamentu. Niestety, szybko zapomniano o jego nauce. Z olbrzymią szkodą dla niej i dla naszego kraju. Może dzisiaj, w obliczu gdańskiej tragedii i wojny polsko-polskiej warto byłoby wrócić do tych wspólnotowych ideałów?
Na pewno powinniśmy wrócić do jednego hasła, wielokrotnie powtarzanego przez Jana Pawła II,
do słów, które stały się jednym z wyznaczników jego pontyfikatu: „Zło dobrem zwyciężaj!”. Musimy po raz kolejny w historii naszego kraju je wykrzyczeć, by zrozumieć jego istotę. Tylko czy nie jest za późno, gdy rządzący nie zamierzają opanować mowy nienawiści ? Nie wiem nawet, czy umiemy wyznaczyć dzisiaj granice przyzwoitości, walczyć dobrym słowem przeciwko hejtowi, skoro partyjne media publiczne posługują się niemal wyłącznie mową nienawiści. Nawet komentując w „Wiadomościach” TVP 1 mord w Gdańsku nie wyhamowano i obrzucono błotem Jurka Owsiaka oraz, jak zwykle, Donalda Tuska… Nie uszanowano pogrzebu, manipulując przy relacji, a po uroczystościach pracownicy TVP, politycy i prawicowi blogerzy już obrzucają błotem kolejne ofiary. A pseudodziennikarze szukają kolejnej zdobyczy…
Jest dla mnie oczywiste, że to na obecną władzę spada odpowiedzialność za trzyletnią bezczynność wobec mowy nienawiści, przejawów ksenofobii, ataków na tle rasowym, etnicznym, seksualnym czy politycznym. Skoro rządzący nie zauważają wieszania na szubienicach portretów posłów i europosłów, skoro umarza się sprawę haniebnych aktów zgonu wydawanych przez wszechpolaków na czołowych polityków, a w nagrodę za to jednego z ich pomysłodawców mianują wiceministrem, to jak mamy to nazwać? Spalenie kukły prezydenta Wałęsy czy kukły Żyda to przestępstwa, które powinny być surowo karane.
Ale nie są… Jest na nie społeczne przyzwolenie jednego z plemion i ich mocodawców w rządzie. Jak zatem dobro ma w tych warunkach zwyciężać ze złem? Dobro nie ma publicznych mediów ani narzędzi konstytucyjnych, bo konstytucja jest nagminnie łamana.
Czy nie zastanawiali się Państwo, dlaczego przez osiem lat rządów koalicji PO-PSL, gdy pozycja Polski rosła na arenie międzynarodowej, gdy Polacy dostępowali coraz większych zaszczytów w instytucjach europejskich i światowych, władza nigdy nie wykorzystywała mediów publicznych w takim zakresie, jak pozwalają sobie na to obecnie rządzący? Dlaczego? Bo warto być przyzwoitym. Dziś wróciliśmy do czasów, gdy znowu tylko jedna partia ma monopol na media publiczne, w których wobec WOŚP i osobiście prezydenta Pawła Adamowicza trwała od lat kampania oszczerstw i pomówień, przy znamiennym, niestety, milczeniu większości polskiego Kościoła. Media ociekają kłamstwem i zafałszowanym przekazem rzeczywistości. Przyznam, że nawet media stanu wojennego nie poszły tak daleko.
Napawa mnie troską fakt, że w siłę rośnie pogarda dla ludzi mądrych i dobrych. Uczciwych i pracowitych. Słowo „intelektualista” stało się obelgą. Rządzi ulica, siła i przemoc. Cwaniactwo i złodziejstwo. Bejsbolowe kije, kamienie i kominiarki. Szaliki i zaciśnięte pięści. A ja pytam: gdzie są odpowiedzialni za ich wychowanie dom rodzinny, szkoła, kościół?
Mówmy jednym głosem
Cytując byłą prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz, trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie można żyć w zakłamaniu. Jesteśmy na rozstaju. Albo wybieramy dobro, albo zło i przemoc. Nie ma drogi pośredniej, na przeczekanie.
Musimy zacząć walkę z mową nienawiści od swojego podwórka, od nas samych. Wielokrotnie wyciągałem dłoń do moich przeciwników politycznych w dzielnicy, i tyle samo razy ją odtrącali. Dzisiaj jednak sami mieszkańcy wzywają nas do zgody i ugody. To mieszkańcy przysyłają mi zdjęcia haniebnych napisów na murach naszych kamienic, wzywające do mordowania mniejszości. Ludzie wiedzą, do czego to prowadzi. Nie chcą, by znowu polała się braterska krew. Dlatego muszę ingerować, tępić, piętnować takie zachowania i postępowanie. Mam nadzieję na współpracę w tym zakresie z policją i strażą miejską. Gdy my sobie z tym poradzimy, być może uda się to także innym.
Rząd musi zmienić język nienawistnej propagandy swoich mediów. Jeśli nie dojdzie do systemowej walki z hejtem, wszyscy będziemy mieli krew na rękach. Nie mam jednak zamiaru zrzucać wyłącznej winy na media. Musimy zwalczyć publiczną nieczułość na skandaliczne i groźne w swoim wydźwięku zachowania politycznych rywali. Zacznijmy od zmiany języka politycznego dyskursu. Więcej merytoryki, troski o kraj, mieszkańców i gospodarkę, a mniej jadu i nienawiści.
Musimy poprawiać poziom naszej dyskusji publicznej, by nie skłaniać ludzi do takich czynów. Dzisiaj apele nic nie zrobią, trzeba zorganizowanego działania na szeroką skalę. To zadanie dla tych, co mają władzę, ale też dla Kościoła i mediów. Uważam, że bezkarność skrajnie prawicowych organizacji i przyzwolenie na bezpardonowe ataki na politycznych przeciwników są jedną z przyczyn tragedii w Gdańsku. Najgorsze, że polscy narodowcy wcale nie przejmują się swoimi happeningami i gdy zapytano rzecznika Młodzieży Wszechpolskiej o to, czy jego organizacja ponownie wystawiłaby akty politycznego zgonu, odpowiedział: „Na pewno jeżeli po raz kolejny prezydenci miast dopuściliby się czegoś podobnego, chcieliby przyjmować uchodźców, to byśmy protestowali”.
Prezydent Adamowicz chciał Polski otwartej, opartej na solidarności i szacunku do drugiego człowieka. Pójdźmy jego śladem.
Dlatego apeluję: niezależnie od poglądów, pochodzenia i przekonań, stańmy razem przeciwko nienawiści, przemocy i dzieleniu naszego społeczeństwa. Nie jest jeszcze za późno, by powstrzymać wyniszczającą nasz kraj polityczną wojnę i deklarujemy, że nie będziemy się do niej przyczyniać. Tak, jak Paweł Adamowicz, chcemy Polski otwartej i solidarnej.
Niech jego tragiczna śmierć nie pójdzie na marne.

Tomasz Kucharski
Burmistrz Dzielnicy
Praga-Południe

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *