Aktualny numer

Szanujmy wspomnienia

O roku ów…! Można by za wieszczem użyć tego określenia do mijającego właśnie roku 2018. Był to bowiem rok bardzo rocznicowy, skłaniający do wspomnień i refleksji.
Po pierwsze minęło właśnie sto lat od zakończenia I wojny światowej, wojny w Polsce niezbyt opiewanej i wspominanej. My, co zrozumiałe, mamy większą traumę po drugiej wojnie, ale i ta pierwsza była dla Polaków, walczących we wszystkich zwaśnionych armiach, bardzo mordercza. Nie trzeba jechać pod Verdun czy pod Ypres, żeby zetknąć się z bezsensowną masakrą lat 1914–1918. Wystarczy pojechać pod Żyrardów, wystarczy odwiedzić Guzów, gdzie Sobańscy odzyskali pałac w ruinie i teraz go restaurują. Jak to zrobią, będzie perełka, ale na tyłach pałacu stoi rząd starych drewnianych krzyży, a u stóp głaz z tablicą „Cmentarz pierwszej wojny światowej. Zagazowanych 380 żołnierzy dnia 30 maja 1915 roku. W setną rocznicę parafia Guzów”.
To jedna z niewielu w Polsce pamiątek tragedii I wojny światowej. Wielka Wojna – jak jest nazywana na Zachodzie – jest niemal nieznana w Polsce, a przecież i tu mieliśmy różne małe Verdun, jak choćby właśnie Guzów.
W Polsce świętowaliśmy stulecie odzyskania niepodległości. Jedni radośnie, inni bardziej wojowniczo. W sumie jednak było podniośle. Szkoda tylko, że o historii pamiętamy jedynie przy okazji wielkich rocznic, a nie na co dzień, że stulecie wszyscy wykorzystali marketingowo, a mało było rzetelnych rozważań o tych stu latach, tyleż chwalebnych, co tragicznych, bohaterskich ale i niegodnych. No ale historia nie jest pasmem sukcesów i prezentacji wspaniałych postaw. My ją idealizujemy, bo przecież my, Polacy, byliśmy tylko dzielni, wspaniali i mężni… Otóż nie. Mamy swoje za uszami, ale przecież w rocznicowej aurze o tych mniej chwalebnych wyczynach cicho sza…
Tak, zabrakło mi głębszej refleksji nad korzeniami polskiej niepodległości i nad tym, co z tą niepodległością robiliśmy i robimy czasami nadal, bo radość w stuletnią rocznicę jest w pełni usprawiedliwiona, ale tak by się chciało, aby była też lekcją historii, ciągłą lekcją historii, aby ta historia nie podlegała interpretacjom w zależności od tego, kto jest u steru władzy: komuniści czy partia narodowa. Nie fałszujmy historii w trosce o zdrowie psychiczne naszych dzieci, w trosce o zdrowie psychiczne narodu, a także z szacunku dla tych, którzy krew za wolność przelewali i tych, których krew niewinną przelewano.
Wszak historia vitae magistra est – zauważył Cyceron. Historia jest nauczycielką życia.
Rok 2018 rozpoczął też całą serię obchodów różnych stuleci. Taki jubileusz obchodziła bodaj najbardziej zasłużona warszawska szkoła – Liceum im. Batorego. Zaiste panteon dokonań i panteon absolwentów tej szkoły jest imponujący, a zainteresowanych odsyłam do książki „Nasz znak Batory”, złożonej z wywiadów ze znakomitymi absolwentami. Wydaniu wspomnień patronował miesięcznik „Stolica” ze swej redakcji na Saskiej Kępie.
W tej historycznej aurze Daniel Olbrychski, absolwent Batorego, zapytany o radę dla młodych ludzi odparł, że dałby… „Tylko tę, którą sam odziedziczyłem od Mickiewicza. «W życiu zawsze coś należy ścigać: idee, miłość, a choćby i zająca»”.
I tę radę, za panem Danielem, składam Państwu pod choinkę.

Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *