Aktualny numer

Polskie drogi, czyli o Janie, który „Orła” budował

Stulecie odzyskania niepodległości

Słynny XVI-wieczny królewski błazen Stańczyk był człowiekiem wykształconym i patriotą, a także prześmiewcą, bawiącym wielkich tego świata. Dzięki swej mądrości został doradcą ostatnich królów z dynastii Jagiellonów. Osiągnął nobilitację i nadanie ziemskie. W rzeczywistości nazywał się Stanisław Gąska i pochodził ze zubożałej szlachty. Jego potomkowie zmienili nazwisko na Gąszewski, zatrzymując gęś jako herb. Wspominam o nim nie bez powodu, ale po kolei…
Trzysta lat później jeden z potomków Stańczyka trafił na 20 lat na Syberię za udział w powstaniu styczniowym, a jego majątek skonfiskowały carskie władze. W czasie zesłania zdobył umiejętności ludwisarza (odlewnika armat) i stał się mistrzem w tym zawodzie. Po zakończeniu kary został przymusowo osiedlony w Kamieńskoje na Zaporożu w guberni Jekaterynosławskiej i powrócił wtedy do nazwiska rodowego Gąska. Jego syn Jan, także majster ludwisarski, na przełomie XIX i XX wieku powrócił do Polski i osiedlił się na podwarszawskiej Pradze, na terenach dzisiejszego Kawęczyna.
Wnuk Jan
Wnukowi powstańca styczniowego, także Janowi, urodzonemu jeszcze w Kamieńskoje w roku 1896, ojciec odmówił środków na dalszą naukę, oczekując, że po ukończeniu szkoły podstawowej podejmie pracę. Tymczasem za chłopakiem węszyła policja, szukająca sprawców obrzucenia brukowymi kamieniami konnego patrolu Kozaków w rejonach dzisiejszego dworca Wschodniego. Mając 14 lat, Jan uciekł więc z domu do Prus Wschodnich. Przed ucieczką przykazał Juliannie, swojej 12-letniej koleżance z podwórka, żeby czekała, bo po nią wróci.
Jan pracował w gospodarstwach rolnych, a potem jako subiekt w sklepie z koszulami. Przyłapany przez właściciela na czytaniu książki zamiast kary i zwolnienia otrzymał od niego stypendium na naukę w szkole średniej. Potraktował to jako swoisty dług honorowy, który spłacił po latach, fundując podobne stypendium studentowi i pracownikowi PLL LOT, po II wojnie jednemu z rektorów i dziekanów Politechniki Warszawskiej.
Jan ukończył też pruską szkołę podoficerską. W czasie pierwszej wojny światowej wstąpił do legionów Józefa Piłsudskiego i służył w 2. pułku II Brygady Legionów. Awansował do stopnia sierżanta sztabowego. Po tzw. kryzysie związanym z przysięgą w 1917 r.,
trafił wraz z innymi do obozu w Szczypiornie. Uciekł z kolegą w kotłach po jedzeniu. Potem ukrywali się w okolicznych wioskach. W zamian za jedzenie, codziennie u innego chłopa uczyli czytać i pisać miejscowe dzieci. Prowadzili też podstawowe szkolenie wojskowe. Jeden z chłopów wydał ich niemieckim żandarmom. Zostali zatrzymani, ale podczas konwoju trafili na dobrego Niemca i uciekli. Następnie przedarli się do Warszawy, by wrócić do wojska. Tu Jan odnalazł swoją Juliannę.
W 1918 r. porucznik 2. pułku II Brygady Legionów Jan Gąska został skierowany do przejęcia niemieckich magazynów wojskowych w Rembertowie (obecnie ASW). Tamtejszy garnizon niemiecki miał nad atakującymi przewagę liczebną. Polacy rozpoczęli ostrzał w powietrze, by wyglądało, że jest ich więcej. Następnie por. Gąska poinformował wartownika na bramie, że przejmuje magazyny na rzecz państwa polskiego. Dowodzący składnicą niemiecki generał zrobił formalną odprawę w celu przekazania obiektów. Polacy stanęli w szeregu jak do defilady, ale tzw. motylki bezpieczników na broni mieli na wszelki wypadek odbezpieczone. Pruski generał przemaszerował przed kompanią, a potem uprzejmie zapytał, jaka szkołę wojskową kończył polski dowódca. Gdy dowiedział się, że pruską, stwierdził, że to chyba pomyłka, bo tam na pewno uczyli, że na defiladzie trzyma się broń z bezpiecznikiem w pozycji „zabezpieczony”. Potem z uśmiechem przekazał Polakom klucze do obiektów.
Lwów
Gdy wybuchła tzw. wojna polsko-ukraińska (1918–1919) i zaczęła się obrona Lwowa, Wojsko Polskie nie mogło się w nią bezpośrednio zaangażować. I na to był jednak sposób. Jan Gąska wraz z innymi oficerami udał się do Lwowa. Podczas kontroli dokumentów w pociągu na pytanie, dokąd podróżni w mundurach jadą bez rozkazu, odpowiadali „dezerterzy z wojska polskiego do obrony Lwowa” i żandarmeria, salutując, odchodziła. Od grudnia 1918 r. Jan Gąska dowodził oddziałem Orląt Lwowskich. W skład tych ochotniczych oddziałów wchodzili nieletni uczniowie, a także chłopcy i dziewczęta ze środowisk studenckich, robotniczych czy urzędniczych. Aby zatrzymać ukraińskie natarcia, dzieciaki robiły miny z niewybuchów, wczołgując się pod zasieki i podwieszając je na drutach kolczastych. Jan wspominał po latach, że najwięcej problemów było z dziewczętami, gdyż jak jedna została ranna, to wszystkie, zamiast walczyć, biegły jej na pomoc.
Wojna, Julianna, plebiscyt i znowu
wojna
Tymczasem w lutym 1919 r. rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka. Starcie koło miasteczka Mosty niedaleko Szczuczyna powstrzymało marsz na zachód oddziałów Armii Czerwonej. Na początku marca formacje polskie przeszły do działań zaczepnych, zajmując kolejno Pińsk, Lidę, Baranowicze i Wilno. Porucznik Gąska znajdował się już wtedy w oddziałach gen. Mokrzyckiego, atakującego Baranowicze. Podczas walk został dwukrotnie ranny – kulą z ckm-u,
która utkwiła w ramieniu i pozostała tam do końca życia, oraz odłamkami granatu.
W czasie rekonwalescencji Jan przebywał w Warszawie, zostając kadrowym oficerem tworzonego II Oddziału Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego (NDWP). W 1920 r. wziął ślub z Julianną, która wiernie nań czekała, ale w czasie wesela został w trybie natychmiastowym wysłany na plebiscyt warmińsko-mazurski. Noc poślubną z żoną spędził więc dopiero kilka miesięcy później.
W plebiscycie na Warmii i Mazurach, zaplanowanym na 11 lipca 1920 r., ludność miała zdecydować o przyłączeniu tych ziem do państwa polskiego lub o pozostawieniu ich w granicach Prus Wschodnich. Wywiady Polski i Niemiec prowadziły wtedy akcje terrorystyczne, mające w założeniu przechylić plebiscytową szalę na swoją stronę. Jan Gąska, jako oficer operacyjny, m.in. wysadzał lokalne zakłady przemysłowe. Współdziałał z innym agentem, przy którym podczas rewizji znaleziono materiały wybuchowe. Obaj zostali zatrzymani przez pruską policję. Za ich zwolnienie miejscowe władze wyznaczyły olbrzymią kaucję. II Oddział NDWP, poinformowany o tym przez swojego agenta w niemieckiej policji, w ciągu jednej nocy ogołocił z gotówki wszystkie kasy gminne z przylegających do granicy powiatów. Równocześnie ściągnięto z Warszawy żonę por. Gąski, Juliannę, która tę olbrzymią sumę przewioz-
ła przez granicę. Musiała skorzystać z powozu, gdyż inflacja była tak wielka, że gotówka zajmowała dużo miejsca. Gdy po zwolnieniu wszyscy troje przekraczali polskie przejście graniczne, na niemieckim pojawił się samochód ze ścigającym ich rezydentem wywiadu niemieckiego.
W zaistniałej sytuacji por. Gąska został wysłany jako dowódca kompanii mobilnych karabinów maszynowych na front wschodni wciąż toczącej się wojny z bolszewikami. Zaczął stacjonować nad Berezyną, w rejonie Borysowa, prowadząc rozpoznanie w ramach grupy operacyjnej gen. Siekierskiego. Do jedzenia mieli tylko to, co upolowali w lasach, beczkę spirytusu i… skrzynię poniemieckiej czekolady.
Kontrofensywa Armii Czerwonej na tym odcinku frontu rozpoczęła się w lipcu 1920 r. Jednostka Jana Gąski została pozostawiona nad Berezyną „na stracenie”, osłaniając odwrót. Cekaemy Hotchkiss wz. 14 przez kilka godzin uniemożliwiły Rosjanom sforsowanie Berezyny. Woda od rosyjskich trupów podniosła się o blisko 7 m, a chłodzone powietrzem lufy tak się rozgrzały, że trzeba było na nie siusiać, bo po wodę do rzeki nie dało się podejść. W pewnym momencie pojawił się łącznik, który poinformował, że w innym miejscu czerwonoarmiści przekroczyli rzekę i weszli już ponad 20 km w głąb kraju. W tej sytuacji konno lasami żołnierze por. Gąski rozpoczęli odwrót i szczęśliwie przedarli się do polskich pozycji, a ostatecznie do Warszawy. W sierpniu 1920 r. rozpoczęło się kontruderzenie znane jako „cud nad Wisłą”. Rosjanie rozpoczęli odwrót i uciekali tak szybko, że nawet konno nie można było za nimi nadążyć. Jan miał w tym wszystkim swój udział.
W cywilu
W latach 1922-1926 nastąpił dla byłych legionistów trudny okres. Ówczesny Macierewicz ogołocił armię polską z doświadczonej kadry oficerskiej i weteranów, co w konsekwencji było jednym z powodów tzw. przewrotu majowego. Zwolniony z wojska Jan imał się różnych zajęć, głównie budowlanych, m.in. wytyczył i zbudował na Pradze-Południe pierwszy stadion Klubu Sportowego Orzeł.
Po powrocie Piłsudskiego do władzy zaczął pracować przy budowie portu lotniczego Okęcie i został jego pierwszym dyrektorem (od 1934 r.) aż do wybuchu drugiej wojny światowej. W czasie wojny i po niej nadal służył Polsce, wierny swym młodzieńczym ideałom, ale to już inna część tej historii.
Jan Gąska odznaczony został Krzyżem Walecznych i Virtuti Militari. Miał trzy córki – Krystynę, Jadwigę i Teresę, z których żyje ta ostatnia. Mieszka na Saskiej Kępie i miała swój istotny wkład w działalność samorządu jej mieszkańców.
dr Janusz
Szymankiewicz

Zdj. górne: Jan w 1918 r.
w mundurze sierżanta sztabowego 2. pułku II brygady Legionów, z siostrą Czesławą i narzeczoną Julianną Parszewską.
Zdj. dolne: Jan Gąska z żoną Julianną w mundurze podporucznika wojska polskiego. Na ramieniu widoczna naszywka z pięcioma pociskami, oznaczająca najnowocześniejszy wówczas rodzaj broni w jednostkach piechoty WP, czyli mobilne karabiny maszynowe.

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *