Na zdrowy rozum

Nic podobnego

Wielokrotnie słyszałem porównania rządów PiS pod wodzą Prezesa do rządów za czasów towarzysza Wiesława. Nic podobnego, ale… Oto znalazłem fragment artykułu sprzed pięćdziesięciu lat zamieszczonego w „Trybunie Ludu”. To był organ KC PZPR, przypominający trochę stylem niektóre dzisiejsze nasze polskie dzienniki.
Władysław Mysłek w słynnym artykule „Koryfeusze nauki czy protektorzy wichrzycieli” pisał m.in. „Oczywistą jest rzeczą, że środowisko to nie zamierzało odchodzić bez walki. Między nim a sytuacją na uniwersytecie istniał związek w pierwszym rzędzie poprzez pochodzące z tych rodzin dzieci, studiujące na różnych wydziałach warszawskich uczelni. Dzieci te, wychowane w klimacie politycznej negacji w rodzinnym domu, od młodości zespalane w hermetycznej grupie odrębnych koteryjnych interesów tak ojców, jak i swoich własnych, integrujące się nawet organizacyjnie poprzez ekskluzywne drużyny harcerskie, później różne kółka do klubu „Babel” przy Towarzystwie Społeczno-Kulturalnym Żydów włącznie (…) na uniwersytecie stworzyły ścisły, mafijny krąg wtajemniczonych, będący dysponentem najróżniejszych akcji politycznych wśród studentów. (…) Właśnie w Warszawie funkcjonuje po dziś dzień środowisko ludzi osobliwie „zasłużonych” w zamordystycznych praktykach okresu stalinowskiego, którzy zostali pozbawieni władzy…”.
Czyżby towarzysz Mysłek był praautorem „Resortowych dzieci”?
W 1982 roku zmarł Władysław Gomułka, były już I sekretarz KC PZPR. Po latach odnalazłem taki tekst z tamtych czasów o nim właśnie…
„Po pierwszym okresie ogólnonarodowej euforii przystąpił do kiełzania fali, która zniosła poprzednią ekipę rządzącą, a pozostawiona samej sobie mogła w bardzo krótkim czasie zmyć z kolei jego samego. Dla uczestników październikowych manifestacji zaczął się czas wielkich rozczarowań.
Najpierw uciszył – jak to określał – rozhulanych pismaków i niesfornych studentów. Później zabrał się do rozsmakowanych w zdobyczach Października – robotników. Było to trudne i ryzykowne, ale i z tym sobie poradził. Nowe prawo o samorządzie robotniczym zostało sformułowane tak chytrze, że nawet towarzysze z Centrali byli z niego zadowoleni. Poklepywali go łaskawie po plecach i winszowali socjalistycznej mądrości.
Ale, na Boga, nie robił tego przecież dla towarzyszy z Centrali! W swoim rozumieniu działał z nakazu dziejowej konieczności, robił to dla swego narodu, dla państwa, w najbardziej uzasadnionym interesie polskiej racji stanu. Tylko lekkomyślni, niewdzięczni Polacy nie chcieli tego zrozumieć.
Najdłuższe i najcięższe boje staczać myślał z intelektualistami. Działali mu na nerwy ci wszystkowiedzący profesorowie, bezczelni dziennikarze wtrącający się w nie swoje sprawy, wiecznie protestujący literaci!
Nie potrzebował tych przemądrzalców! Im byli bardziej wykształceni i wygadani, tym mniej im ufał. Nie potrzebował ich! Sam wiedział najlepiej, jak trzeba prowadzić naród do lepszej przyszłości.
Ale przeszkadzali mu. Rzucali kłody pod nogi! Kradli! Kłamali! Stare zdezelowane mechanizmy gospodarcze nie umiały już pracować uczciwie. Nie chciały się poddawać nakazom zdrowego, robociarskiego rozsądku. Ale o ich wymianie czy choćby unowocześnieniu bał się nawet myśleć. Zbyt dobrze pamiętał zachłanne spojrzenia szalejących tłumów na październikowym placu Defilad. Jeden nieostrożny ruch i wszystko mogło wylecieć w powietrze.
Pozbawiony z własnej winy mądrych, samodzielnie myślących doradców, zdany na coraz posłuszniejszych, ale i coraz hardziej nieudolnych wykonawców gubił się w bezskutecznych poszukiwaniach przyczyn zła, nie zdając sobie sprawy, jak ogromny udział w powodowaniu zła ma jego własne postępowanie.
Nie mając zaufania do nikogo, sam chciał wszystko sprawdzać i poprawiać. Zagłębiał się po uszy w tysiącu małych spraw, którymi zajmować się nie powinien, wskutek czego zarządzanie państwem chromało coraz bardziej”.
Czy to coś Państwu przypomina? Nic podobnego!
Krzysztof Turowski

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *