Miejsca i ludzie

Yacht Klub Polski Warszawa

Przy Wale Miedzeszyńskim nr 377, nad prawym brzegiem Wisły, niedaleko mostu Łazienkowskiego, znajduje się charakterystyczny budynek z wieżą. To centrum życia klubowego wodniaków – Yacht Klubu Polski Warszawa.
Tutaj mieści się także siedziba Zarządu Głównego YKP, organizacji nieprzerwanie działającej od 1924 r. Powstała dzięki żeglarzom z Warszawy pod przewodnictwem Antoniego Aleksandrowicza, który był też jednym z czterech założycieli i pierwszym prezesem Polskiego Związku Żeglarskiego. Komandorem Yacht Klubu Polski został gen. Mariusz Zaruski.
Dzisiaj stowarzyszenie zrzesza 18 klubów żeglarskich działających na terenie Rzeczypospolitej Polskiej oraz w polonijnych środowiskach żeglarskich. Komandorem YKP Warszawa jest Władysław Kowalczyk i on też opowiada nam o warszawskich żeglarzach. Klub ma 300 członków w wieku od 8 do 90 lat, uprawiających sporty wodne w sekcjach: bojerowej, regatowej, windsurfingowej, motorowodnej, szkoleniowo-regatowej, śródlądowej, morskiej i, jako jedynej w tym środowisku, sekcji dziecięco-młodzieżowej. Składki członkowskie są niewielkie. Emeryt płaci 50 zł rocznie, junior także 50 zł rocznie, zwykły członek 400 zł rocznie, z czego połowę może odpracować społecznie.
Skąd zatem klub bierze pieniądze na działalność statutową, czyli propagowanie sportów wodnych, krzewienie wiedzy żeglarskiej oraz zasad szlachetnej rywalizacji sportowej, a także wychowywanie w duchu patriotyzmu, humanizmu, zasad etyki i etykiety żeglarskiej oraz ochrony środowiska naturalnego i organizowanie wypoczynku dzieci i młodzieży, żeby wymienić najważniejsze cele? Klub zarabia na dzierżawie sklepów, znajdujących się na jego terenie. W porcie w Jadwisinie cumuje 300 łodzi, których właściciele płacą za postój. Dochód przynoszą także wszelkie bilbordy czy anteny postawione na portowych terenach. Te zarobione pieniądze wydawane są na stałych pracowników administracyjnych klubu, bosmanów portowych w Jadwisinie, Nieporęcie-Pilawie oraz Warszawie.
Co do warszawskiego portu, trudno dostrzec w nim dzisiaj, poza pozostałościami małej pochylni, cechy przystani. Gdy zbudowano ostrogi kierujące nurt Wisły na jej lewy brzeg, w niegdysiejszym porcie zaczął się odkładać piasek, zamykający łodziom wyjście na wodę. Komandor Kowalczyk twierdzi jednak, że można byłoby sobie z tym poradzić, gdyby nie to, że obszar zalewowy należy do Zarządu Dróg Wodnych. Klub wystąpił do ZDW o użyczenie terenu i taką zgodę dostał, ale na pogłębienie tego kawałka już nie. Dlaczego? Nie wiadomo. Czy zabronione jest przesypywanie piasku z jednej kupki na drugą? W ten sposób „port” YKP Warszawa kończy się na, uroczej skądinąd, zatoczce, ginącej w zaroślach. Tęsknie przyglądają się jej spacerowicze, licznie odwiedzający to miejsce z dziećmi, i zapewne zastanawiają się, dlaczego nie ma tu choćby małej plaży usypanej z piasku oraz pogłębionego wyjścia na wodę. Klubowi żeglarze też byliby zadowoleni, nie musząc wozić dzieci na treningi nad Zegrze. A ile osób taki stan rzeczy zniechęca? To wielka szkoda, bo a nuż są wśród młodzieży następcy Mateusza Kusznierewicza czy Zofii Klepackiej, wywodzących się właś-
nie z YKP Warszawa? Przyszłość warszawskiego portu ginie we mgle niepewności. Klub wystąpił o przedłużenie użyczenia terenu, gdyż obecna umowa się skończyła, ale do tej pory nie dostał żadnej odpowiedzi.
Jednak nie tylko kwestia braku portu w Warszawie stoi na przeszkodzie osiąganiu przez żeglarzy wyczynowych wyników. „Nie możemy sobie pozwolić na utrzymywanie grup wysoko wyczynowych z powodów finansowych. Jeden trener takiej grupy kosztuje około 60 tys. rocznie. A to nie wszystko. Klub pokrywa wszystkie koszty treningów dzieci, rodzice muszą kupić tylko ubrania i opłacić wyjazdy na obozy. A zdarza się, że jeśli rodzice zdolnego dziecka albo takiego, którego prawdziwą pasją jest żeglarstwo, nie mają pieniędzy, to i w tym pomagamy”, tłumaczy Władysław Kowalczyk.
YKP Warszawa ma kłopoty z miastem, gminami nad Zegrzem, ale znakomicie współpracuje z Pragą-Południe. Jeżeli organizowane są przez Urząd Dzielnicy jakieś „wodne” akcje, klub wysyła swoich młodych wodniaków w charakterze „dekoracji”, jak mówi komandor Kowalczyk. W dorocznych wiankach też biorą udział, ścigając się na łódkach po Wiśle. Anna Lenar

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *