Miejsca i ludzie

Sąsiad z bloku

– Wszyscy go tu kochali. Każdemu się kłaniał, hołubił dzieci. Pustki po nim nic nie zapełni – to nieodosobnione wspomnienie o mieszkańcu naszej dzielnicy, Zygmuncie Kęstowiczu.
Urodził się koło Kowna, dzieciństwo spędził w Postawach, gdzie jego rodzice mieli aptekę. Po prostu Kresowianin, co jak mówi Barbara Bursztynowicz, miało wpływ na jego elegancję, szarmanckość i nienaganne wychowanie. „To była kresowa natura – niespieszna, z ciepłym podejściem do człowieka”, wspomina Anna Saar. Wie to dobrze, bo długie lata jej rodzina mieszkała na tym samym piętrze co Janina i Zygmunt Kęstowiczowie. „Z czasem zawiązały się między nami relacje rodzinne. Nie mieli dzieci, więc nas traktowali jak rodzone, a nasze córki jak wnuczki. Okazywali nam wiele ciepła i bliskości. Mieliśmy sobie wiele do powiedzenia. Pan Zygmunt nie bronił swojej prywatności. Był zwykłym mieszkańcem peerelowskiego bloku przyjaźnie nastawionym do sąsiadów”.
Zygmunt Kęstowicz aktorem został przez przypadek. Rodzice chcieli dla niego kariery dyplomaty, zaczął studiować prawo na uniwersytecie w Wilnie. Niestety, plany te pokrzyżował wybuch wojny. Zamiast na studia poszedł kopać rowy.
„Ktoś powiedział, że Teatr Lutnia wystawia «Królową przedmieścia» i potrzebni są statyści. Więc poszedłem na tego statystę, bo pomyślałem, że lepsze to niż kopanie torfu czy rąbanie drzew. W sztuce grała m.in. Hanka Ordonówna, a chórzystką była moja przyszła żona”, opowiadał w „Głosie Pomorza”. Nie spodziewał się, że ze statysty błyskawicznie awansuje i stanie w świetle reflektorów. A wszystko to zawdzięczał… psu Ordonówny.
„Pewnego razu pies Ordonki pogryzł aktora grającego główną rolę. Odwieziono go do szpitala. Dramat! Teatr był na własnym rozrachunku, więc jeśli nie grano przedstawień, to nie było i pieniędzy, nie było co jeść! I reżyser uznał, że zastąpię pogryzionego aktora. Nagle okazało się, że było mi pisane aktorstwo”, wspominał w „Życiu Warszawy”. A że miał nie tylko nienaganne maniery i ogromny urok osobisty, ale także prezencję amanta – poszło. Najpierw teatry Białegostoku, do którego po wojnie zostali wysiedleni z żoną, potem Kraków, aż wreszcie sceny Warszawy. Występował też w filmach i popularnych serialach telewizyjnych, m.in. w „Stawce większej niż życie”, „Czarnych chmurach” i „Klanie”. O tym ostatnim wspomina w swojej książce „ Na obrotowej scenie życia”: „Nie zdecydowałbym się grać tego Władysława Lubicza, gdyby nie rodzinna apteka Lubiczów na Sadybie. To, co zapamiętałem najserdeczniej z okresu mego dzieciństwa i wczesnej młodości, to zapach apteki mego Ojca”. Barbara Bursztynowicz, serialowa córka Kęstowicza, tak wspomina tę rolę: „My na planie odczuwaliśmy jego przywiązanie jako ojca i dziadka. Ta rola była mu bardzo bliska, szalenie ją przeżywał, podobnie jak to, co się działo w serialowej rodzinie. Wspaniale się z nim grało. Nie irytował się, nie buntował, jak wielu z nas. Uśmiechał się do wszystkich, przynosił czekoladki na plan, rozgrzewał mi wiecznie zmarznięte dłonie. Bałam się tylko jeździć z nim samochodem, bo prowadził bardzo szybko i nieostrożnie”.
Z „Klanem” wiąże się też wspomnienie najwspanialszego, jak twierdził, dowodu ludzkiej sympatii. Opisał zdarzenie w swojej książce, a rzecz działa się na Suwalszczyźnie, gdzie w Gibach państwo Kęstowiczowie mieli domek. „Przed kościołem w Sejnach podeszła do mnie wiejska staruszeczka i ze łzami w oczach przeżegnała mnie zamaszystym krzyżem, mówiąc: Panie Władysławie (to moje imię w „Klanie”), żeby pan wyzdrowiał”. Aktor był już wtedy bardzo chory. Tę sympatię ludzi potwierdza Anna Saar. „Kiedy odwiedzaliśmy Kęstowiczów w Gibach, często chodziliśmy na dalekie wycieczki. Widziałam, jak wszędzie go rozpoznawano. Podobało mu się to”.
Zygmunt Kęstowicz zagrał również w ponad trzydziestu filmach. Warto przypomnieć jego role w „Autobus odjeżdża 6.20” Rybkowskiego, „Bazie ludzi umarłych” Petelskiego, „Dwóch żebrach Adama” Morgensterna czy w „Bez znieczulenia” Wajdy.
W latach 60. zaczął pracę w radiu, wcielając się w postać Stefana Jabłońskiego w słuchowisku „W Jezioranach” – radiowej konkurencji „Matysiaków”. „Lubiłem je, choć sprawiło, że w ciągu 37 lat grania w nich postaci Stefana ograłem swój głos na tyle, że zostałem od 1960 r. skreślony z rejestru Teatru Polskiego Radia, co było dla mnie największą stratą”, opowiada w książce.


„Sprawy dziecięce”, jak mówił, zawładnęły olbrzymią częścią życia Zygmunta Kęstowicza. Zaczęło się od przedstawień z dziećmi w Domu Braci Jabłkowskich w 1955 r., potem był w telewizyjny „Kącik Wujka Zygmunta” i „Przedszkolaczek”. Wreszcie przyszła „Pora na Telesfora” i to było, jak twierdził, jedno z najszczęśliwszych „utknięć” w dziecięcej telewizji. A potem do Telesforowego pana Zygmunta dokooptowano Psa Pankracego, co zaowocowało trzystu kilkudziesięcioma odcinkami „Piątku z Pankracym”. „Pankracy bardzo pomagał mi nawiązać kontakt z dziećmi siedzącymi przed telewizorem i tymi, z którymi spotykałem się w szpitalach, aby pomagać małym pacjentom w niełatwych chwilach”, mówił w „Życiu Warszawy”. Dzieci też go kochały. Przyznały mu najpiękniejszy dar – Order Uśmiechu. Kęstowicz był również aktywnym działaczem Towarzystwa Przyjaciół Dzieci.
W 1987 r. założył fundację Dać Szansę, działającą na rzecz dzieci upośledzonych. Przeznaczył na to 100 tys. zł nagrody, którą dostał.
Lubili i cenili go także dorośli. Mówili o nim „człowiek z misją”. Jak to była misja? Niech odpowiedzią będzie ostatni już cytat z jego książki: „Zastanawiając się nad sensem bycia na scenie, kariera, pieniądze czy tak zwana popularność nie zastąpią na dłuższą metę męczącego pytania – czy rzeczywiście przydał się człowiek na coś innym… i czy to, choć w małym stopniu, mogło się sprawdzić między mną a widownią”.
Zmarł 14 marca 2007 roku. Miał 86 lat. „To anioł, nie człowiek. Serce, łagodność, życzliwość. I wszystko prawdziwe, a nieudawane, nie sztuczne, jak u wielu ludzi. Naturalna dobroć”, wspominał go Artur Barciś.
W grudniu 2017 r. na fasadzie bloku przy ul. Komorskiej 8, w którym mieszkał Zygmunt Kęstowicz, odsłonięto tablicę pamiątkową.
Anna Lenar

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *