Aktualny numer

Oświatowa „dobra zmiana” bez retuszu

Reforma systemu oświaty miała być bezkosztowa. Rządzący zapewniali też, że skonsultują ją ze społeczeństwem i nie pociągnie za sobą zwolnień nauczycieli ani pracowników administracji oświatowej. Okazuje się jednak, że bez zwolnienia z pracy kilku tysięcy osób i wydania olbrzymich sum, przede wszystkim przez samorządy, nie da się jej wprowadzić.
Reforma edukacji, w ramach której od września zmieniona zostanie m.in. struktura szkół, przypomina działania władz po 1945 r., gdy postanowiono zniszczyć wszystko, co wypracowali poprzednicy w II RP. Zmieniano wówczas system społeczny i jego struktury, w tym edukację, na wzór sowiecki. Obecnie rządząca partia w swoim programie wyborczym zawarła obietnicę zlikwidowania gimnazjów, początkowo krytykowanych, a po latach docierania się idei, świetnie przecież sprawdzających się na każdym kroku. Tym samym zlikwidowano reformę oświaty ministra Handkego (AWS) z 1999 r., i postanowiono… powrócić do systemu oświaty znanego z okresu PRL. Jeśli ktoś już zapomniał, to w miejsce obecnie istniejących typów szkół zostaną wprowadzone 8-letnia szkoła podstawowa, 4-letnie liceum i 5-letnie technikum oraz dwustopniowe szkoły branżowe (czyli zawodówki).
Ustawa Prawo oświatowe, wprowadzająca reformę PiS, została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w styczniu 2017 r. Pod koniec maja, minister edukacji narodowej Anna Zalewska, powiedziała w sejmie: „Prawo oświatowe w państwie prawa działa, reforma została wdrożona”. Tyle tylko, że na zrujnowaniu dorobku całych pokoleń pedagogów i specjalistów skończyła się rola rządu, a ciężar zmian spoczął na barkach społeczeństwa. To z budżetu miasta, czyli de facto z naszych podatków, płyną obecnie środki konieczne na dokonanie najpilniejszych zmian związanych z infrastrukturą szkół podstawowych, które nagle „pozyskają” tysiące nowych uczniów klas siódmych. To na samorządzie lokalnym spoczywa obowiązek zwalniania nauczycieli, choć pani Zalewska do dziś twierdzi, że…
„Ani jeden nauczyciel
nie straci pracy”
W naszej dzielnicy stracą pracę nie mniej niż 33 osoby. Ktoś może powiedzieć: „tyle hałasu o 33 osoby?”. A to przecież 33 życiowe dramaty często młodych ludzi, stojących na początku kariery. Ponadto 43 nauczycieli pracować będzie w niepełnym wymiarze godzin (co przekłada się na niższą pensję), a 19 pedagogów będzie biegać od szkoły do szkoły, by uzbierać tzw. pensum, czyli ilość godzin pracy potrzebną do pełnego etatu. 28 nauczycieli będzie musiało pracować w dwóch budynkach (1 w SP 312 i 27 w SP 163). (cd. str. 3)
(dokończenie ze str. 1)
Kolejnych 12 nauczycieli zostanie przeniesionych „w stan nieczynny”, czyli przez pół roku otrzymywać będą pobory, czekając na zwolnienie jakiegoś miejsca pracy. Tyle, że mogą się nie doczekać, a to oznacza kolejny tuzin zwolnionych.
W Warszawie zatrudnionych było dotychczas 25,9 tys. nauczycieli i 12,2 tys. pracowników administracji. W wyniku reformy systemu edukacji w całej Warszawie pracę straci minimum 1235 nauczycieli i ponad 900 pracowników administracji. Zwolnieni zostaną głównie nauczyciele wf-u, polskiego, angielskiego i matematyki. Wiadomo też, że siedmiu tysiącom pedagogów zostaną obcięte etaty. 1200 nauczycieli pracować będzie w dwóch szkołach, a 192 w trzech placówkach.
Najgorsze jest to, że nie są to jeszcze ostateczne dane, ale tylko pierwsze szacunki. Wszystko jeszcze może się zmienić, gdy poznamy ostateczne wyniki rekrutacji do szkół i przedszkoli. Jeśli w podstawówkach i przedszkolach wzrośnie liczba oddziałów, być może pojawią się dodatkowe etaty. Tyle tylko, że przecież nie każdy nauczyciel gimnazjalny będzie mógł pracować w klasach I-III, bo do tego wymagane są specjalne kwalifikacje.
W dodatku dużo większa fala zwolnień w oświacie czeka nas w następnych latach, gdy odejdą kolejne roczniki gimnazjalne.
„Reformę przeprowadzimy bezkosztowo”
Prawdziwe koszty wprowadzania reformy oświaty na Pradze-Południe przekroczyły już osiem milionów złotych! Chodzi o niezbędne wydatki na:
• przygotowanie i wyposażenie pracowni przedmiotowych (biologiczna, fizyczna, chemiczna) w Szkołach Podstawowych nr 60, 72, 120, 141, 143,163, 185, 215, 246, 255, 279, 312,
• wyposażenie sali lekcyjnych w ławki i krzesła dla kolejnych roczników uczniów (kl. VII i VIII) – w SP nr 60, 72, 120, 141, 143, 185, 215, 246, 255, 279, 312,
• przygotowanie gimnazjów, które będą przekształcane w nowe szkoły podstawowe (Gimnazjum nr 18, 20, 22, 27) do przyjęcia małych dzieci: przystosowanie i doposażenie sali lekcyjnych, łazienek, przygotowanie świetlic szkolnych, dostosowanie szatni, doposażenie stołówek szkolnych, wybudowanie placów zabaw, uzupełnienie księgozbiorów w bibliotekach szkolnych, zakup pomocy dydaktycznych do klas 0-VI, zakup mniejszych stolików i krzesełek,
• wymianę tablic oraz pieczęci szkolnych,
• drobne remonty związane z przystosowaniem pomieszczeń szkolnych do nowych potrzeb i nowego (młodszego lub starszego) ucznia,
• odprawy dla zwalnianych nauczycieli.
Na wdrażanie reformy w szkołach podstawowych i gimnazjach otrzymaliśmy dotychczas z Biura Edukacji m.st. Warszawy 4 928 000 zł, z czego 1 190 000 zł przeznaczono na place zabaw (lokując środki w Wydziale Infrastruktury Urzędu Dzielnicy), a 3 738 000 zł wprowadzono do planów jednostkowych wymienionych szkół na przystosowanie sal, świetlic, szatni, łazienek i stołówek oraz przygotowanie pracowni biologicznych, chemicznych i fizycznych, a także wykonanie drobnych prac remontowych. Ponadto Dzielnica otrzymała z Biura Edukacji 2 131 800 zł na przygotowanie nowych miejsc przedszkolnych. Łącznie otrzymaliśmy więc z miasta 7 059 800 zł.
Ponadto szkoły złożyły zapotrzebowania na środki w wysokości 308.000 zł, a przedszkola potrzebują 300.000 zł, czyli w sumie o 608 000 zł, na potrzeby związane z wdrażaniem reformy (wyposażenie, pomoce itp.). Koszty odpraw dla zwalnianych nauczycieli oraz pedagogów przechodzących w stan nieczynny to ok. 500 000 zł.
Koszt wdrożenia reformy w naszej Dzielnicy wynosi zatem na razie ponad 8 milionów zł (8 167 800 zł).
Konsultacje? Referendum?
Należy przypomnieć, że reforma systemu oświaty nie została skonsultowana przed jej wprowadzeniem ze środowiskiem edukacyjnym, a ponadto wszystkie negatywne opinie przesyłane do Ministerstwa Edukacji Narodowej trafiły do kosza. MEN organizowało wyłącznie pseudo konsultacje w środowiskach sprzyjających „dobrej zmianie”. Samorządy postawiono przed faktem dokonanym. Dlatego lokalne władze zmuszone były do przeprowadzenia własnych konsultacji post factum. Z inicjatywy Zarządu Dzielnicy Praga-Południe i dzielnicowego Wydziału Oświaty i Wychowania, na przełomie roku w dziesięciu szkołach odbyła się seria spotkań zastępcy burmistrza dzielnicy Jarosława Karcza i pracowników WOW z rodzicami, nauczycielami oraz pracownikami niepedagogicznymi. W ich trakcie obiektywnie przedstawiono i omówiono znane wówczas zmiany, wynikające z wprowadzanej przez MEN reformy systemu oświaty. Spotkania cieszyły się dużym zainteresowaniem. Dyskutowano o wpływie „reformy” na dalsze losy uczniów, rozmawiano o organizacji pracy szkół i problemach związanych z zatrudnieniem.
Już w trakcie tych pierwszych rozmów o „dobrej zmianie” w oświacie, pojawiły się opinie, formułowane zarówno przez niektórych rodziców uczniów, jak i samych nauczycieli, że problemy z organizacją „zreformowanego” systemu nauczania w dzielnicy oraz konieczne zwolnienia i utrudnienia w ich pracy są winą władz samorządowych, a nie twórców tej nieszczęsnej „reformy”. Tym samym rządzący, w pewnym stopniu, osiągnęli dodatkowo planowany efekt swoich działań. Posługując się nieprawdą i obietnicami bez pokrycia, rozpoczęli proces niszczenia wizerunku samorządu terytorialnego. Tej struktury, która cały ciężar owego destrukcyjnego pomysłu, jakim jest „reforma” edukacji, zmuszona jest wziąć na swoje barki.
Coraz bardziej czarne chmury, zbierające się nad polską oświatą, zmobilizowały wiele środowisk, które sięgnęły po ostatni, dostępny instrument demokracji, jakim jest referendum w określonej sprawie. Zebrano prawie milion podpisów pod wnioskiem w sprawie referendum dotyczącego reformy systemu oświaty w Polsce. Jednak ani w Sejmie, ani w rządzie nie „zauważono” tego społecznego oczekiwania i odrzucono wniosek, uzasadniając to zbyt późnym terminem jego złożenia. Trudno inaczej odczytać tego rodzaju postępowanie, jak wyraz pogardy wobec społeczeństwa ze strony rządzących. Prezes ZNP Sławomir Broniarz, który jest pełnomocnikiem obywatelskiej inicjatywy referendalnej, przypomniał, że przez ponad półtora miesiąca marszałek Sejmu blokował debatę na ten temat, czyli sabotował wniosek obywateli. „Tymczasem nie ma żadnych przesłanek ani formalnych, ani merytorycznych do tego, by w Sejmie nie przeprowadzić dyskusji na ten temat”, ocenił Broniarz.
Złowrogi spadek
Sytuacja, z jaką zaczniemy mieć do czynienia w oświacie z dniem 1 września br., będzie tylko początkiem procesu, który na pewno będzie nas wielokrotnie i negatywnie zaskakiwał. Skupiamy się przede wszystkim na uczniach i szkołach a przecież „dobra zmiana” w oświacie generuje także wiele innych zdarzeń. Na przykład dotyczących przedszkoli. Na utworzenie w przedszkolach nowych miejsc na terenie dzielnicy Praga-Południe w latach 2016-2017 przeznaczono już, o czym piszę wyżej, 2 131 800 zł i pewnie na tym się nie skończy.
Z niezbyt zasobnego budżetu dzielnicy, która ma wiele innych, palących potrzeb, zmuszeni jesteśmy zatem wydać setki tysięcy złotych na tę „reformę”. Miliony, które można by spożytkować lepiej, dokłada miasto. A przecież nie wszystko ogranicza się do pieniędzy.
Ta „reforma”, a w zasadzie niszcząca rewolucja, sprawi, że wielu uczniów zmieni nauczycieli i wychowawców. Niedopracowane podstawy programowe, które nie są skorelowane i w wielu przypadkach „nie widzą” się między sobą, spowodują na przykład, że dzieci uczące się w klasach 4–6 będą miały duże luki w edukacji. Za dwa lata, w 2019 r., rodzice setek tysięcy uczniów zderzą się z efektem tzw. „podwójnego rocznika”, polegającym na tym, że do liceów i techników aspirowało będzie dwa razy więcej uczniów niż normalnie – z „nowych” klas VIII oraz z III klas wygaszanych gimnazjów.
„Reforma” jest tak nieudolna i niedopracowana, że można mnożyć czarne scenariusze. Na końcu jednak pojawia się podstawowe dla wielu z nas pytanie. Po co to wszystko? Kto ma na tym zyskać i jaki ma być efekt końcowy tego bałaganu? Jak zwykle przy tego rodzaju awanturach, czas pokaże, kto zyskał, a kto stracił. Jednak już dzisiaj jednoznacznie można stwierdzić, że stracą przede wszystkim uczniowie i ich rodzice. Natomiast zyska obóz władzy. „Dobrą zmianą” w oświacie, dokonując w skali kraju zwolnień tysięcy nauczycieli, zohydzi wizerunek samorządu terytorialnego, obciążając go wszystkimi grzechami tej „reformy”, a nowymi treściami programowymi zbuduje podwaliny pod „nowe społeczeństwo”, w którym „żołnierze wyklęci” zastąpią bohaterów Powstania Warszawskiego, a maturę z biologii lub fizyki, maturą z religii. Tego rodzaju proces będzie trudno odwrócić. Ale będzie to konieczne i trzeba to będzie zrobić. Inaczej złowrogi spadek po tych rządach będzie skutecznie hamował rozwój naszej edukacji i w konsekwencji rozwój Polaków.
Tomasz Kucharski
Burmistrz
Dzielnicy Praga-Południe

Czytaj również:

Odpowiedz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *